POLECAMY! ŁKS ogłasza upadłość. Co dalej z drużyną? Po poniedziałkowych rozmowach z władzami
Łodzi szefowie ŁKS SA wstrzymali decyzję o ogłoszeniu upadłości spółki. Próbę uratowania klubu podejmie specjalnie powołany komitet Ratujmy ŁKS. W jego skład weszły miasto, władze ŁKS-u oraz jego piłkarze i kibice, wśród których zostanie przeprowadzona zbiórka pieniędzy. Jej celem jest uzbieranie 2 mln zł, które pozwolą klubowi dokończyć sezon.
Szymon Bujalski: Wierzycie, że zbiórka zakończy się sukcesem? Filip Kenig: Jeżeli udałoby nam się zebrać te 2 mln zł, to byłby to bez wątpienia ogromny sukces. Musimy wierzyć, nie mamy wyjścia... Problem jest jednak znacznie szerszy, bo jest nim nie tylko obecny dług, lecz także brak odpowiedniej infrastruktury, sponsorów czy bogatego właściciela. Takiego, który wejdzie w ŁKS ze sporym zastrzykiem gotówki, który jest niezbędny do przetrwania. Tak naprawdę, żeby w tej chwili myśleć o funkcjonowaniu bez inwestora, to musielibyśmy utrzymywać się jak
Barcelona, czyli z opłat kibiców. Pieniądze, które otrzymujemy od Canal Plus, plus inne wpływy dają nam około 5,5 mln zł. Do tego można dodać 1 mln zł z promocji przez sport, czyli łącznie wychodzi 6,5 mln zł. Za takie pieniądze nie da się grać w ekstraklasie, bo minimalny
budżet klubów powinien wynosić w niej około 9 mln zł. Naprawdę minimalny. A przecież w tabeli za nami są kluby, których budżety sięgają 20 mln zł. Dlatego powtórzę raz jeszcze: w ŁKS-ie musi pojawić się inwestor. Problem w tym, że taka osoba musiałaby liczyć na zwrot pieniędzy w przyszłości. Pytanie, czy w polskiej piłce i obecnej sytuacji ŁKS-u taki zwrot jest możliwy?
Rozmawiałem z zaprzyjaźnionymi kibicami ŁKS-u, czytałem fora internetowe. Wiele osób pyta się, co dalej? Powiedzmy, że uzbieracie 2 mln zł, ale to pozwoli dograć tylko do końca obecnego sezonu. A co z następnym sezonem? Macie jakiś plan na przyszłość? - Plany mieliśmy od początku, tylko że niewiele z nich udało nam się zrealizować. Nie udało się pozyskać nikogo do zaangażowania w budowę ŁKS-u. Tak jak mówiłem po spotkaniu z panią prezydent, zbiórka pieniędzy to pomoc doraźna, tymczasem tutaj potrzebne jest rozwiązanie systemowe. Bez niego żaden klub w naszym mieście nie będzie mógł z nadzieją patrzeć w przyszłość.
Liczycie, że na apel ratowania ŁKS-u odpowiedzą bardziej zwykli kibice czy może łódzkie firmy? - Apel jest skierowany do wszystkich. Jeżeli padł pomysł zorganizowania zrzutki, która może uratować klub, to po prostu musieliśmy z tego pomysłu skorzystać. A o tym, czy on się powiedzie, przekonamy się wkrótce.
Jeżeli uzbieracie nie dwa, a milion złotych, to takie wpływy w jakiś sposób was uratują? - Na pewno. Przede wszystkim dadzą spółce więcej czasu. Mogę zapewnić, że wszystkie zebrane pieniądze wykorzystamy w najlepszy możliwy sposób, ale bez uzbierania dwóch milionów przyszłość spółki wciąż będzie bardzo niepewna. Sytuacja dalej będzie wyglądać tak, jak wygląda. Czyli będziemy wegetować.
Zbiórka będzie transparentna? Kibice będą wiedzieli, na co dokładnie idą ich pieniądze? - Nie robimy żadnej tajemnicy z długów spółki, z tego, ile zalegamy piłkarzom czy innym podmiotom. Takie dane chcemy zresztą opublikować na naszej stronie internetowej. Chcemy pokazać, jak wygląda struktura wydatków spółki, jak wygląda jej finansowanie i skąd się biorą problemy. Chcemy to zrobić, by nikt nie myślał, że pieniądze np. przelejemy na nasze prywatne konta.
Widmo upadłości cały czas wisi nad ŁKS-em? - Cały czas.
Kibice mają ratować ŁKS. Trzeba zebrać 2 miliony złotych!