Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Czy Messi na mundialu "leniuchował"?

W ostatecznych rozstrzygnięciach mundialu nie było bardziej kontrowersyjnej decyzji nad wybranie Lionela Messiego najlepszym piłkarzem brazylijskiego turnieju. Czy ten głównie człapiący w finale Argentyńczyk naprawdę na to zasłużył?
20 000 złotych w puli nagród »

Nie pomagała mu argumentacja komisji technicznej FIFA, na czele której stał Gerard Houllier, były szkoleniowiec m.in. Liverpoolu. - Nasza analiza brała pod uwagę także fakt, że był kapitanem swojego zespołu - niezbyt sensownie tłumaczył Francuz. - W półfinale jako pierwszy podszedł do rzutu karnego w serii "jedenastek" - dodawał.

O Messim pisano także w kontekście zmęczenia presji, siły niemieckiej defensywy i stylu gry reprezentacji Argentyny. Jednak nagranie niemal wymiotującego Messiego w trakcie niedzielnego finału wywołało kolejną falę dyskusji. Gdy ojciec piłkarza przyznał, że kapitan "Albicelestes" biegał, jakby jego nogi ważyły po sto kilogramów, kibice szybko podzielili się na dwa obozy. Dla jednych Messi leniuchował, według innych geniuszowi po prostu wyczerpały się baterie. Gdzie leży prawda?

Poniekąd w nieszczęściu ostatniego sezonu. Jedną z bardziej popularnych obserwacji po kiepskim roku Barcelony była ta, że udział Messiego w akcjach drużyny stopniowo malał. Statystyki potwierdziły, że otrzymywał on mniej podań, co może wynikać z kilku rzeczy - ze słabej formy kolegów (Xaviego, Fabregasa), z coraz lepiej broniących rywali, zmienionej pozycji i wspomniany brak sił. Jednak przecież w finale mundialu przebiegł mniej więcej tyle, co w meczach poprzedniej edycji Ligi Mistrzów.

Nie bez winy jest różnica w stylu gry Barcelony i reprezentacji Argentyny. W klubie Messi jest ustawiony w ataku, ma przyzwolenie na "leniuchowanie", nie włączając się do kilku akcji defensywnych z rzędu. Z kolei w kadrze jest on niemal w sercu drużyny, ale kosztem tego, że przed nim zwykle jest pięciu, sześciu rywali. Wystarczy przypomnieć sobie akcję bramkową z meczu z Bośnią, by zrozumieć jego zależność od kolegów - gdy nie miał okazji do rozegrania z napastnikiem, indywidualną akcję zatrzymywał już drugi lub trzeci obrońca. Do bramki było Messiemu po prostu za daleko, by ciągle mógł działać cuda.

Pewną wskazówkę daje lektura książki o Messim autorstwa Guillema Balague'a. - Struktura mięśniowa Leo wywołuje bardzo wysokie zużycie energii, która w całości wyczerpuje się bardzo szybko - pisał Hiszpan - Równie szybko się regeneruje, ale ta różnica jest zbyt duża, by Messi nie mógł pozwolić sobie na odpoczynek - dodawał Balague, tłumacząc, że specjalne badania zarządził jeszcze Pep Guardiola. Nic dziwnego, że on i Tito Vilanova byli tymi, którzy najwięcej wydobywali z Messiego - po prostu znali go doskonale pod każdym względem.

Na mundialu Messi oczywiście spisał się bardzo dobrze. Słusznie zauważył Rafał Stec na swoim blogu, że pech Argentyńczyka polega na tym, że jego cztery gole i asystę ocenia się według wyśrubowanych rekordów z ostatnich kilku lat. Dla każdego innego piłkarza taki wynik byłby powodem do dumy, a Messi miał przecież przez większość mundialu cierpieć. W finale średnio miał ledwie jeden kontakt z piłką na dwie minuty. Pewnym podsumowaniem występu był uśmiech niedowierzania na jego twarzy po zmarnowanym w ostatnich sekundach rzucie wolnym na połowie Niemców. Jeśli wierzyć doniesieniom bezpośrednio z obozu Argentyńczyków, Messi rozkleił się kompletnie dopiero w szatni, gdy przyszedł do niego syn.

Z kolei autor bloga "Five Thirty Eight" Benjamin Morris podszedł do sprawy jeszcze bardziej metodycznie - policzył kilometry przebiegnięte przez piłkarzy na mundialu, wyciągnął średni dystans pokonywany w minutę oraz porównał te wyniki z ich wpływem na losy zespołu. Messi był tym napastnikiem, który na mundialu biegał najmniej, niezależnie od tego, czy jego zespół miał, czy nie piłkę - jego "spacerowanie" wcale nie było wrażeniem telewizyjnego kibica.

Oczywiście statystyki czy zestawianie efektów jego boiskowej pracy z przebiegniętymi w minutę metrami nie mówią wszystkiego. Wedle tego wzorca znacznie lepiej wypadł Mario Goetze, który w finale strzelił gola, w sześćdziesiąt sekund średnio pokonywał większy dystans, a "produkt" był niemal taki sam jak u Messiego. Nikt jednak nie będzie próbował podważyć tezy, że to Argentyńczyk był na mundialu lepszy od Niemca.

Ken Early, autor pierwszego artykułu o fenomenie truchtającego Messiego, napisał, że "wszystko to musi oznaczać, że najlepszy piłkarz najszybszej ery w futbolu tak naprawdę niezbyt wiele biega". Może jednak ten efekt, czy też medyczny fenomen, stanowi o sile Argentyńczyka? Jego "lenistwo" gubi czujność rywala, grający dwa tempa szybciej przeciwnicy nagle tracą go z widoku, a on sam doskonale wie, kiedy ma przyspieszyć, by stworzyć przewagę, zaliczyć asystę, strzelić gola. Talentu do tego nikt nie powinien mu odmawiać, nawet jeśli na mundialu byli od niego lepsi.

Megagaleria kibicek MŚ 2014 [KLIKNIJ]


Czy Messi leniuchował?
Więcej o: