Przed spotkaniem z Barceloną piłkarze Leverkusen mogli mieć nadzieję na dobry rezultat - Katalończycy przeżywają ostatnio bardzo trudny okres. W sobotę przegrali na wyjeździe z Osasuną (tracąc aż trzy bramki), a ich starta do przewodzącego tabeli Realu
Madryt urosła do 10 punktów. Messi i spółka w ostatnich 7 meczach poza Camp Nou zdołali wygrać tylko 2 razy.
W pierwszej połowie na BayArena w Leverkusen podopieczni Guardioli także mieli kłopoty. Od początku meczu oczywiście utrzymywali się przy piłce, ale nic z tego nie wynikało. Sytuacje, które zagroziły bramce Leno mogliśmy policzyć na palcach jednej ręki.
Pierwszy celny strzał na bramką bramkarza Leverkusen barcelończycy oddali w 41. minucie meczu. Po fatalnym błędzie gospodarzy w środku pola piłkę przejął Messi i momentalnie uruchomił Sancheza, a ten naciskany przez obrońcę pokonał Leno strzałem między nogami.
Barcelona po pierwszej połowie prowadziła jednak zasłużenie. Piłkarze Leverkusen na połowie przeciwników gościli bardzo rzadko, nie zdobyli się także na celny strzał. Po przerwie wyszli na boisko mniej przestraszeni i szybko przełożyło się to na bramkę. Corluk przedarł się prawą stroną, a obrońców w polu karnym zaskoczył Kadlec.
Barcelona jednak nie dała się im rozpędzić. Trzy minuty później Fabregas kapitalnie wypuścił Sancheza, a ten swoją drugą sytuację w tym meczu zamienił na bramkę.
Mecz stawał się coraz szybszy. Głównie za sprawą coraz odważniejszych ataków gospodarzy, które po wymianie kilku podań często kończyły się w polu karnym Valdesa. Piłkarze Bayeru z czasem jednak słabli i coraz częściej odpuszczali agresywny pressing. Tuż przed końcem meczu Messi zagrał do Alvesa na prawe skrzydło, ten oddał mu piłkę i Argentyńczyk ustalił wynik meczu.
Mimo korzystnego wyniku Katalończycy nie zachwycili, choć po trzech zdobytych na wyjeździe bramkach awans do ćwierćfinału jest raczej niezagrożony. Największym zmartwieniem Gurdioli jest wciąż niepewna postawa drużyny w defensywie. Rewanż na Camp Nou zostanie rozegrany w środę 7 marca.