"Remontada". Tak Hiszpanie nazywają szalone sportowe pościgi, które zaczynają się, gdy jedna drużyna szans na zwycięstwo - pozornie - już nie ma, a kończą, gdy skazani na klęskę schodzą z boiska jako zwycięzcy.
Wczoraj było blisko "remontady", która przeszłaby do historii El Clásico. Real - po porażce na Santiago Bernabeu 1:2 - do 68. minuty rewanżu przegrywał 0:2. Ale ostatnie minuty spędził na ostrzeliwaniu bramki José Manuela Pinto. Udało mu się raz, udało się drugi raz. Było też blisko trzeciego.
Ale Barca przetrwała. - Przyjechaliśmy tu po to, by awansować do dalszej fazy rozgrywek. Wiedzieliśmy, że to trudne zadanie, ale taki był nasz cel. W szatni słyszałem głosy piłkarzy, którzy nie wierzyli w nasz sukces, mówili, że wygrana tutaj jest niemożliwa - powiedział po meczu
Jose Mourinho. - Grałem tutaj jako szkoleniowiec Chelsea, Interu i Realu. Dla mnie mecz na Camp Nou to nie pierwszyzna.
- Pogratuluję Barcelonie, za to co zrobiła na Santagio Bernabeu, ale na pewno nie w związku z awansem do półfinału - zaskoczył Mourinho. Podczas konferencji prasowej Portugalczyk nie chciał się zgodzić ze zdaniem dziennikarzy, którzy stwierdzili, że szkoleniowiec popełnił błąd, desygnując do gry od pierwszej minuty Higuaina zamiast Benzemy.
- Graliśmy bardzo dobrze w pierwszej połowie. Mieliśmy jedynie 10-minutowy przestój. Zmobilizowanie piłkarzy na drugą połowę nie było trudne - zdradził Mourinho.
Pomocnik Realu Xabi Alonso dodał, że w drugiej połowie Królewscy odzyskali utraconą dumę.
- Było bardzo blisko. Nasza drużyna ma jakość i olbrzymi potencjał. Zagraliśmy świetny mecz, mieliśmy swoje szanse, ale Pinto grał wyśmienicie. Nie wyjeżdżamy stąd szczęśliwi, ale na pewno dumni