Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Strzelił 24 bramki w sezonie, ale do Jagiellonii raczej nie wróci

Kilkunastu zawodników z ważnymi kontraktami w Jagiellonii w kończącym się sezonie było wypożyczonych do innych klubów. Jeden z nich okazał się bardzo skuteczny. Michał Fidziukiewicz zdobył 24 gole. Nie zanosi się jednak na to, żeby rosły 21-latek wrócił teraz do Białegostoku.
Wychowanek Miejskiego Ośrodka Szkolenia Piłkarskiego z Białegostoku w ekstraklasie debiutował w sierpniu 2008 r. Trener Michał Probierz wystawił go w podstawowym składzie w meczu z Lechem Poznań. Później wpuszczał nastolatka najwyżej na krótkie zmiany. Fidziukiewicz ostatni występ w krajowej elicie zaliczył w kwietniu 2010 r. Był coraz bardziej zawiedziony, prezentował się też coraz gorzej i w końcu trafił na wypożyczenie do grającego wówczas w II lidze Ruchu Wysokie Mazowieckie. Tam stopniowo się odbudowywał.

Ostatni sezon rozpoczynał już w barwach III-ligowej ekipy z Dąbrowy Białostockiej. W Dębie mierzący 186 cm napastnik jesienią w 16 meczach 13 razy trafiał do siatki i był najskuteczniejszym graczem nie tylko zespołu z Dąbrowy Białostockiej, ale całej III ligi (grupa podlasko-warmińsko-mazurska). Fidziukiewicz miał szansę na przepracowanie okresu przygotowawczego do rundy wiosennej z Jagiellonią. Dobrze wypadł w sparingu z udziałem kandydatów do gry w białostockim klubie. Strzelił dwa gole. Chwalił go Czesław Michniewicz, ale Fidziukiewicz zdecydował się na przejście do III-ligowego (grupa pomorsko-zachodniopomorska) Gryfa Wejherowo.

- Na pewno chciałbym spróbować sił w wyższej lidze, ale o I najwyżej słyszałem, a Gryf się mną zainteresował i złożył propozycję. Nie mam zamiaru jeździć później na testy, chcę normalnie przepracować zimowy okres przygotowawczy, z czym nieraz były problemy. Podpisałem roczną umowę w Wejherowie, ale jest opcja, że w przypadku propozycji z wyższej ligi, mogę odejść latem - tłumaczył wówczas Fidziukiewicz i teraz swej decyzji sprzed pół roku nie żałuje. W 13 spotkaniach rozegranych w barwach Gryfa zdobył 11 goli, czym mocno przyczynił się do awansu zespołu z Wejherowa do II ligi.

- Runda w Gryfie była bardzo udana. Do wiosennych zmagań przystępowaliśmy mając siedem punktów straty do Kotwicy Kołobrzeg, ale udało nam się ją odrobić i wywalczyć awans. Ponadto rozegraliśmy dobry mecz z Legią Warszawa w ćwierćfinale Pucharu Polski [porażka u siebie 0:3 i remis w Warszawie 1:1 - red.]. Na pewno więc nie żałuję tego, że zdecydowałem się na grę w Gryfie. Tym bardziej, że III liga podlaska odstaje poziomem od rozgrywek, w których teraz występowałem - mówi Fidziukiewicz. - Cieszę się też z tego, że udało mi się strzelić najpierw tyle bramek w zespole z Dąbrowy Białostockiej, a potem w drużynie z Wejherowa. A trzeba powiedzieć, że w Gryfie w ostatnich czterech, pięciu meczach grałem jako ofensywny pomocnik, a nie napastnik.

Mimo że zespół z Wejherowa zakończył już ligowy sezon, to piłkarze jeszcze nie mają wolnego. W sobotę czeka ich bowiem mecz w finale regionalnego Pucharu Polski. Gryf zagra z Kaszubią Kościerzyna.

- Wywalczyliśmy awans do II ligi, a teraz chcemy zdobyć puchar i sięgnąć tym samym po podwójną koronę - mówi Fidziukiewicz, który zaraz po sobotnim spotkaniu wraca do rodzinnego Białegostoku. Napastnik nie wie jednak jeszcze w jakim klubie będzie występował w przyszłym sezonie.

- Do Gryfa jestem wypożyczony do końca grudnia. W umowie jest jednak zapis, że mogę odejść do klubu z wyższej ligi, ale tak naprawdę nie wiem, gdzie będę grał w przyszłym sezonie - stwierdza napastnik. - Oczywiście jest też taka możliwość, że mogę wrócić do Jagiellonii, ale nikt z białostockiego klubu się ze mną nie kontaktował. Myślę, że jakby ktoś mnie chciał w Jagiellonii, to już dałby znać. Wiem jedno - chcę grać jak najwięcej i oczywiście w jak najwyższej lidze. W Jagiellonii o występy w podstawowym składzie byłoby pewnie ciężko, ale też nie wydaje mi się, żebym odstawał poziomem od zawodników, którzy są teraz w Białymstoku. Na razie skupiam się na sobotnim meczu. Potem być może wyjaśni się coś na temat mojej przyszłości. Na chwilę obecną wygląda to tak, że równie dobrze mogę zostać w Gryfie, jak też odejść do innego klubu, czy też wrócić do Jagiellonii.

Ostatnia z opcji wydaje się być jednak mało prawdopodobna. Trener Tomasz Hajto pytany wcześniej o zawodników, którzy są wypożyczeni z Jagiellonii do innych klubów mówił, że chce przyjrzeć się jeszcze Bartłomiejowi Pawłowskiemu. Młody napastnik przed rundą wiosenną ostatniego sezonu w ekstraklasie zaczął treningi z pierwszym zespołem. Okazało się jednak, że jego status zawodniczy jest niewyjaśniony i dopiero później zawodnik wylądował na wypożyczeniu w II-ligowej (grupa zachodnia) Jarocie Jarocin.

Szkoleniowiec, pytany ściśle o Fidzukiewicza, odpowiada: - Może jemu też trzeba się przyjrzeć, ale zobaczymy ilu ludzi będziemy mieli. Nie możemy mieć w kadrze 35 osób. Chcę mieć tych, którzy będą mieli możliwości grania - stwierdza Hajto.

Trener szuka też napastnika, ale innego typu niż Fidziukiewicz. Tomasz Hajto obserwował kilka razy Macieja Gajosa, który w II-ligowym Rakowie Częstochowa strzelił 11 goli. To szybki, niewysoki gracz.

Więcej o: