Sport.pl

Mundial 2018. Jerzy Brzęczek - psychologia i proste środki

Rozmowa, zrozumienie, pomoc. Trzy pozornie proste etapy, które bez spełnienia odpowiednich warunków nie będą miały racji bytu. On chce - a właściwie powinien - przez nie przebrnąć. Wszystko ma być jasne, wypowiedziane otwarcie. Również futbol.

Życiowa prawda

– Nawet stojąc nad przepaścią staram się pamiętać o pozytywnym myśleniu – te jakże adekwatne słowa padły na spotkaniu z kibicami Lechii kilka meczów po tym, jak w krótkim czasie został zatrudniony kolejny szkoleniowiec. Był świadomy, że stoi przed ogromnym wyzwaniem. Nie tylko jako trener, a przede wszystkim człowiek.

Jerzy Brzęczek nie spogląda teraz w bezdenny dół, ale pozytywna aura jest jednym z warunków, które należy spełnić, żeby stopniowo, bez jakiegoś przyspieszania, przejść przez wszystkie etapy, które pozwolą na prowadzenie kadry w odpowiedniej formie. Zarówno fizycznej, jak i psychicznej.

Nadzieja dla zagubionych

Alan Uryga, Arkadiusz Reca, Adam Dźwigała. Przynajmniej jedna kwestia łączy to trio: unikalny pomysł. Chociaż każdy z przypadków należy rozpatrywać indywidualnie, to w mniejszym bądź większym stopniu potrzebowały odpowiedniego poprowadzenia. Wytyczenia ścieżki.

Najbardziej wyraźny jest przykład Recy (obecnie Atalanta Bergamo), którego trener Brzęczek przesunął na stałe w niższe sektory boiska. Potrzebował zaledwie trzech miesięcy, żeby z całkiem regularnie grającego w pomocy zawodnika uczynić etatowego lewego obrońcę, od którego praktycznie zaczynało się układanie składu. Była to jedna z ważniejszych decyzji – nie tylko dla samego piłkarza, ale również dla drużyny, której efektywność formacji znacznie zyskała.

Podczas gdy 23-latek potrzebował impulsu do ukształtowania, inni wymagali nieoczywistego poprowadzenia. Indywidualnej pracy, która wcale nie musiała przynieść korzyści. W Płocku ponownie spotkał się z Dźwigałą, którego znał jeszcze z przygody w Gdańsku i już wówczas dostrzegł w nim materiał do pracy. Razem z innym piłkarzem, zdecydowanie potrzebującym wsparcia, wyrósł na pewny punkt defensywy.

Szkoleniowiec pomógł Urydze (na dobre?) przeskoczyć ograniczenia, chociaż wydawało się to misją absolutnie niemożliwą. Defensor potrzebował znacznie więcej czasu, żeby na dobre wskoczyć do pierwszego składu, ale kiedy już to zrobił (w rundzie wiosennej), kibice musieli przyznać, że jest potrzebny (i na środku obrony, i z konieczności na boku). Uryga stał się elementem szerszego planu – nie tylko obronnego, ale i ofensywnego. W miesiąc strzelił cztery bramki. Pierwsze w seniorskiej karierze, trzy po stałych fragmentach gry.  

Trener-psycholog

Na tym samym spotkaniu z kibicami, Jerzy Brzęczek przytoczył historię o jego początkach w Lechii. Kiedy pojawił się na pierwszym treningu, trudno było dostrzec jakiekolwiek życie w tej drużynie – zwieszone głowy, depresyjny nastrój, dolne rejony tabeli (13. miejsce). Po kilku tygodniach coś się zmieniło. Potwierdziły to wyniki, bo choć w wielu przypadkach rodzone w bólach, to znacząco odmieniły sytuację gdańszczan. Bezpośrednio po starcie rundy wiosennej zanotowali sześć meczów bez porażki (cztery zwycięstwa), sezon zakończyli na piątej pozycji. 

Dużą rolę odegrała nie sama taktyka, a otwartość, unikalne podejście do każdego zawodnika. Szkoleniowiec zaznaczył, że to on pragnie być psychologiem drużyny. Chce złapać z nią szczególną więź, bo dzięki temu będzie w stanie w jakikolwiek sposób pomóc. – Nikt z zewnątrz nie zrobi tego lepiej – parafrazując wypowiedź, która padła na tym arcyważnym spotkaniu z entuzjastami Lechii.

Z bezkształtnej masy

Warunki w Gdańsku były dalekie od idealnych. Nie tylko na linii sztab szkoleniowy-zarząd, ale pod względem kadrowym. Jerzy Brzęczek stał się nie tylko strażakiem, który ugasił pożar i właściwie nie usłyszał za to słowa „dziękuję”, ale pokazał, że potrafi ulepić z bezkształtnej masy coś, co ma ręce i nogi.

W Gdańsku problemy się nawarstwiały. Trudno przypomnieć sobie więcej niż jedną sytuację, gdy trener miał spokojną głowę i mógł bez bólu ułożyć skład wedle uznania. Musiał lepić z tego, co dostał. Najbardziej wyraźne było to na samym finiszu rozgrywek w sezonie 2014/15, gdy ze składu wypadła mu większość kluczowych piłkarzy z linii obrony. Załatanie dziur okazało się na tyle skuteczne, że spotkanie z Legią zakończyło się bezbramkowym remisem.

Na znacznie lepsze warunki do pracy trafił w Płocku, chociaż tam także nie obeszło się bez stresu. Jerzy Brzęczek nie odwiesił strażackiego kasku na kołek obejmując drużynę na krótki moment przed startem sezonu.

Ciężka praca

Zajęcia rzeźbiarskie nie odbywały się jedynie w obszarze kadrowym, ale również taktycznym. W tym aspekcie również znajdują odzwierciedlenie jasne i konkretne cele. Sam futbol nie jest uproszczony – to wykładnia wydaje się być prosta.

Poprawa w grze płocczan nie pojawiła się nagle albo jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Słowa trenera Brzęczka nie mają mocy sprawczej. To wszystko wymagało nie tylko czasu, a przede wszystkim ciężkiej pracy. Wyraźna zmiana dostrzegalna była dopiero po zimowej przerwie.

Przede wszystkim szkoleniowiec koncentruje się na taktyce dopasowanej do potrzeb. Bez kombinowania i tłuczenia piłkarzom do głowy tego, czego nie będą w stanie zrealizować. Schematy mają być przejrzyste, komunikaty zrozumiałe. Cały proces ich wdrażania jest oczywiście zdecydowanie bardziej złożony, ale bardzo dobrze widoczny na przykładzie Wisły Płock.

Proste środki

Po przerwie zimowej ukształtowała się nowa drużyna. Świadczą o tym nie tylko wyniki, a przede wszystkim gra. Zwiększona została rola stałych fragmentów, w okresie przygotowawczym wypracowano odpowiednie mechanizmy powrotu do defensywy i zawężania pola gry w środkowej strefie.

Od startu sezonu do lutego (21 kolejek) 10 goli padło po akcji rozpoczętej ze stałego fragmentu, w samych ostatnich 16 meczach takich bramek było aż 15. 47% trafień Wisły Płock jest wynikiem dobrze wykonanego rzutu rożnego, wolnego, karnego lub z autu.

Zwracały uwagę przede wszystkim rzuty rożne z głębokim wejściem w pole karne (duża rola Urygi) i ćwiczone schematy autów (dalekie wznowienia przez Recę, uwalnianie zawodnika, do którego z założenia skierowana jest piłka). Wyraźnie zaakcentowana została rola lidera, który nadawał kierunek gry i zarządzał formacją (poszerzanie/zawężanie pola).

Zmaksymalizowane zostały efekty przy jednoczesnym uwypukleniu zalet poszczególnych piłkarzy. Ze względu na szybkość graczy ustawionych w bocznych sektorach boiska, bardzo często szukano rozwiązań gry przez skrzydło. Wypracowano to do takiego stopnia, że bez większych trudności rezerwowi wskakiwali w buty sezonowych „weteranów”.

Trzy etapy

Przebieg pracy trenera Brzęczka w Lechii Gdańsk i Wiśle Płock wskazuje na dość metodyczne działania szkoleniowca. Istotny element stanowi szeroka diagnoza problemów, która ma pomóc w dotarciu do źródła, zrozumieniu ich sedna i przywróceniu tego, co w futbolu najważniejsze. Do pewnego stopnia udało mu się to osiągnąć u gdańszczan w czasie zimowego zgrupowania. Lechiści potrzebowali przede wszystkim odzyskać radość z gry w piłkę, by sztab mógł się zabrać za przygotowanie taktyczne.

Płocczanie wymagali bardziej indywidualnego podejścia. Szkoleniowiec musiał wyciągnąć – dotychczas silnie ukryte – zalety poszczególnych piłkarzy, żeby skorzystali i oni, i cała ekipa.

W obu przypadkach przychodził w roli strażaka, by niezależnie od warunków najpierw ugasić pożar (niska pozycja w tabeli, wymiana trenera w ostatniej chwili), a dopiero później zabrać się za konkrety. Zadanie było o tyle utrudnione, że w dużej mierze opierało się na rzeźbieniu w bezkształtnej masie.

Rozmowa, zrozumienie, pomoc – trzy główne etapy, które wpisują się w metodyczne podejście Jerzego Brzęczka do prowadzenia drużyn. W obliczu nowego wyzwania można odnaleźć pewne punkty wspólne, np. potrzebę wdrożenia prostych środków, oczyszczenie atmosfery. Kto wie, czy właśnie stałe fragmenty gry, których kluczowa rola potwierdziła się na mistrzostwach świata, nie okażą się pierwszym krokiem do uzdrowienia kadry. Wszak ten element został mocno zaniedbany w przygotowaniach Polaków do meczów w Rosji.

Więcej o:

Najnowsze informacje

Komentarze (56)
Mundial 2018. Jerzy Brzęczek ? psychologia i proste środki
Zaloguj się
  • atr8

    Oceniono 15 razy 9

    P. Sieczka dostała zamówienie na miłą laurkę dla Brzęczka i wywiązała się super. Pierwszy etap ocieplania wizerunku po szoku.

  • rezun-one

    Oceniono 5 razy 5

    Pamiętam że pozbyto się Brzęczka z Gdańska bo Lechia nie załapała się na pudło, uznano to za winę trenera, bez niego w następnym sezonie zespół cudem nie spadł z ligi.
    Brzęczek ma "szczęście" do idiotów decydentów, oby tym razem było inaczej.

  • Piotr Sobkowski

    Oceniono 5 razy 5

    Apropos stalych fragnentow, to Polska wszystkie bramki na mistrzostwach strzelila wlasnie ze stalych fragmentow, wiec to jedyny element, ktory jakos funkcjonowal.

  • t0tylk0ja

    Oceniono 5 razy 5

    Wbrew wielu negatywnym opiniom kibiców Legii na temat zatrudnienia Brzęczka w klubie z Warszawy byłem zwolennikiem jego pracy na Łazienkowskiej. Uważam, że w Legii by się sprawdził. Do tego miałby tak samo jak w Płocku za plecami dobrego dyrektora sportowego, bo uważam, że Ivan Kepcija dobrze na tym stanowisku funkcjonuje. Trochę szkoda, że Jurek trafił w tym momencie do kadry, jeśli coś mu nie wyjdzie znowu będzie musiał odbudowywać swoją pozycję w lidze. Życzę mu by jednak misja jaką powierzył mu Boniek udała się.

  • kralik111

    Oceniono 4 razy 4

    Z druzyna nie ma wiekszego problemu, bo na mundialu glownem problemem bylo ich fatalne przygotowanie fizyczne o czym dziennikarze nie chca pamietac.

  • ttwo

    Oceniono 8 razy 4

    Pani Aleksandro, wielkie dzięki za uświadomienie nam, przeciętnym kibicom, jaki skarb Boniek znalazł. Chociaż po przeczytaniu tego artykułu ie widzę szans dla Brzęczka na prowadzenie reprezentacji. Jutro, a najdalej w poniedziałek zatrudni go Chelsea czy inny Real.

  • herp_derp

    Oceniono 8 razy 4

    A nie lepiej zrobić to jak Czerczesow? Znaczy się zapie...ć, zapie...ć i zapie...ć? A jak któraś panienka strzeli focha, to wysłać do domu, jak tego pyskatego Chorwata.

  • libero2015

    Oceniono 3 razy 3

    I zaczyna sie dziennikarska powtorka z rozrywki. Jeszcze trener nie powiedzial slowa, nie przedstawil swojej koncepcji, ludzi itd. a juz pojawiaja sie artykuly co Brzeczek zrobi, jaka ma filozofie pracy z kadra itd. Schizofrenia budowana przez dziennikarzy trwa. Bo redaktorek zapomnial napisac, ze to jest jego wlasna recepta, a nie wbrew temu jak sugeruje Brzeczka. I taka uwaga - jezeli pan redaktor ma tak szczegolowe koncepcje dotyczace trenowania kadry, to raczej zamiast pisac te artykuly niech zlozy CV do PZPN. Dziennikarstwo powinno sie zajmowac dostarczaniem najbardziej wiarygodnych faktow i wypowiedzi, zweryfikowanych u zrodla, a nie kreowaniem alternatywnej rzeczywistosci. To sa podstawowe obowiazki dziennikarza, wynikajace z etyki tego zawodu, a nie jego wybor. Powtorze - obowiazki.

  • andrzej.centuria

    Oceniono 3 razy 3

    grafomański tekst, szokuje mnie naukowe, wręcz laboratoryjne podejście do tzw. unikalnych cech naszych ligowych kopaczy - powiem krótko, choćbyś pan zawijał w najbardziej kolorowy papierek, to z gówna bicza nie ukręcisz, a nasza liga to gó... i wszystko co z niej pochodzi ma zapach i posmak gówna.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX