Sport.pl

Mundial 2018 Niereformowalny Didier Deschamps. Śmieją się, że prowadzi Francję jak ktoś, kto ma Ferrari, a nie lubi prędkości. Ale on to Ferrari wyszykował sam. A zastał wrak

Jest taki jak jego drużyna: tak wiele umie i tak wiele go kosztuje, by pójść na całość. Nie znosi przegrywać, ale jeszcze bardziej - wspominać dawnych zwycięstw. Dla Didiera Deschampsa ważne jest tylko tu i teraz

Podobno krzyczał w szatni z radości po 1:0 z Belgią. I pozwolił piłkarzom krzyczeć. To Blaise Matuidi musiał się wtrącić: "Panowie, żadnej euforii, bo mamy jeszcze jeden mecz".

Gdy Didier Deschamps był piłkarzem, zawsze to on się wtrącał. "Nie wypuścimy tego, prawda? Nie w takim momencie" - recytował, gdy w 1998 roku Francuzi byli o 45 minut od mistrzostwa świata, przy prowadzeniu w przerwie z Brazylią 2:0. I cała szatnia go słuchała. Niewysokiego kapitana przed trzydziestką, który pozornie niczym się w tamtej drużynie nie wyróżniał, poza pracowitością. Nie był utalentowany jak Zidane, majestatyczny jak Blanc, elokwentny jak Thuram czy Petit, szalony jak Barthez. Nigdy mu też nie chodziło o to, żeby się wyróżniać. Albo żeby go kochali. Wystarczyło mu, że miał posłuch. I to nie był posłuch wodza, który dopiero w szatni pokazywał jak jest twardy. To był posłuch Dede, który chce dla wszystkich najlepiej. Nigdy nie odstawi nogi, gdy chodzi o dobro grupy. Ale jeśli zaatakują jego, potrafi zejść z drogi.

Deschamps, worek treningowy Cantony

Wymarzony przeciwnik dla Erica Cantony, który poniża Deschampsa publicznie od lat, traktując go jak worek treningowy. To przez Cantonę do Deschampsa piłkarza przylgnęło określenie "nosiwoda", który sam nie ma talentu, więc wyręcza w bieganiu tych, którzy talent mają. Deschampsa trenera Cantona atakował jeszcze mocniej, przede wszystkim za niepowoływanie takich utalentowanych, ale trudnych piłkarzy jak Karim Benzema czy Hatem Ben Arfa (sam Cantona nie został powołany na mistrzostwa świata 1998 i o utalentowanych a trudnych sporo wie). Sugerował, że chodziło o ich pochodzenie, a nie o to że jeden był bohaterem skandali, a drugiemu się nie chciało być tak wielkim jak mógł być. "Oni mają swoje korzenie. A Deschamps ma bardzo francuskie nazwisko. Takie naprawdę francuskie. Może jest jedyny we Francji, który ma aż tak francuskie nazwisko. Deschampsowie nigdy się z nikim nie mieszali. Wiecie, jak mormoni w Ameryce" - używał sobie na nim Cantona, gdy stało się jasne, że obaj piłkarze nie zagrają w Euro 2016. A Deschamps w ogóle nie chciał komentować tych słów.

"1998 rok? Niech każdy żyje w swojej erze. Mój syn mówi, że ja jestem z prehistorii"

Nie lubi takich pyskówek, nie lubi też wspominać dawnych czasów. Mówi, że każdy powinien żyć w swojej erze. Porównania do 1998 (Francja jest w finale MŚ po raz trzeci w ciągu 20 lat i pod tym względem nie było nikogo lepszego w tym czasie) w niczym nie pomogą. W wywiadach chwali swoich byłych mistrzów, Aime Jacqueta z reprezentacji, Marcelo Lippiego z Juventusu. Ale pytany, co od nich wziął, ucina: niczego nie wziąłem. Bo czasy się zmieniają.

- Nie da się dziś robić w szatni tego, co tamci trenerzy robili. Nawet ja już słyszę od mojego syna, że jestem z prehistorii. Musisz się cały czas zmieniać razem z futbolem. To że twój plan się sprawdził w jakimś miejscu z jakąś grupą, nie znaczy ze sprawdzi się dzisiaj - mówił Deschamps "Guardianowi". - Zmieniła się mentalność całych społeczeństw. Dziś osiemnastolatek, w każdym zawodzie, chce dostać wszystko. I dostać od razu. Jest pewny siebie, bo opanował nowoczesne technologie i uważa, że to mu daje przewagę nad starszymi. Nie ma dla tego pokolenia granic. Nie ma oporów, by zająć miejsce 30- czy 40-latków. To ma dużo dobrych stron. Ale złe też ma - mówi Deschamps.

Smutek Francuzów po niespodziewanej porażce w finale Euro 2016 Smutek Francuzów po niespodziewanej porażce w finale Euro 2016 JOHN SIBLEY/REUTERS

Zrobię wszystko, tylko nie każcie mi być spontanicznym

Żaden francuski piłkarz nie wygrał z kadrą więcej niż on, kapitan pokolenia mistrzów świata i Europy 1998-2000. Wygrał też Ligę Mistrzów z Marsylią i Juventusem. Żaden trener przed nim nie poprowadził Francji w dwóch z rzędu finałach wielkich turniejów. Dokładając do tego po drodze finał Ligi Mistrzów z pięknie grającym Monaco 2004, wprowadzenie z powrotem do Serie A zdegradowanego karnie Juventusu, mistrzostwo z Olympique Marsylia 2010. Ale Deschamps ciągle sprawia wrażenie człowieka, który czuje się tam, na wielkiej scenie, trochę nie na swoim miejscu. Cały czas z taką miną, jak na przeglądzie u dentysty. Gotowy podjąć każde wyzwanie, byle tylko nikt mu nie kazał być spontaniczny. Nawet gdy go chcieli porwać do tańca podczas świętowania mistrzostwa Francji z Marsylią, pierwszego od 18 lat, pierwszego od tego zdobytego jeszcze z Deschampsem jako piłkarzem, poprosił, by mu tego nie robić. Dziękuje, postoi.

Na konferencji przed półfinałem nawet próbował żartować: zaczął robić wesołe miny, gdy reporterzy zostali po kilku minutach poproszeni, jak zwykle, o wyjście z sali. - Uważaj, to jest niebezpieczny sprzęt, możesz sobie zrobić krzywdę - zagadywał nienaturalnie wysokim głosem mijającego go fotoreportera. Ale szybko przestał, rozśmieszanie to zdecydowanie nie jest jego żywioł. Oczarowywanie też nie. Ani na boisku, ani na konferencjach prasowych.

"Szczęściarz? Może coś w tym jest. Ale ja ciężko pracuję, naprawdę"

Jego trener z mundialu 1998 Aime Jacquet był na wojnie z prasą, zwłaszcza z "L'Equipe". Deschamps nie jest. I wymaga od piłkarzy, żeby takich wojen nie wszczynali. Chętnie odpowiada, nawet na pytania po których np. Stanisław Czerczesow zakuwa w kajdany i wysyła do tiurmy. Na przykład, czy uważa się za szczęściarza. To mu zawsze zarzucano: że byli lepsi od niego, ale to jego najbardziej lubiło szczęście. - Szczęściarz? Musiałbym się zastanowić. Może i tak. Ale ja ciężko pracuję, naprawdę. Mamy świetny sztab, który bardzo się stara - mówił Deschamps przed meczem z Belgią. A mecz był trochę jak ta konferencja: z trudnymi sprawami się Francja świetnie zmierzyła, powodu do zachwytów nie dała, a prób zabawienia widzów nawet nie podjęła. Eden Hazard, który przeniósł się z Belgii gdy miał 15 lat i tam dorastał, powiedział po meczu, że woli tak przegrywać jak Belgia, niż tak wygrywać jak Francja. A Thibaut Courtois mówił o antyfutbolu. 

To są zarzuty, które Deschamps ciągle słyszy. Że mając tak utalentowaną grupę, wybiera przede wszystkim bezpieczeństwo z tyłu. Że Francja mogłaby dobrym futbolem obdzielić wszystkich do syta, a ona go sączy, przez te krótkie chwile turnieju, gdy się czuje wystarczająco bezpieczna. Deschamps słyszy, że jest jak Dunga, nudziarz jako kapitan mistrzów świata, nudziarz jako trener. Że ma Ferrari, a jeździ nim cały czas po zabudowanym i poniżej limitu prędkości. Że Francja grała w półfinale jak mały piłkarski kraj, a Belgia jak wielki. Wielu Francuzów odbiera ten awans do finału jako wywalczony nie dzięki Deschampsowi, a mimo niego.

Trener, który cały czas coś zmienia

- Nie wszystko robimy dobrze. Ale mamy wiarę, która góry przenosi. I przenieśliśmy - mówił po awansie Deschamps. Francja na pewno mogłaby grać piękniej. Ale trudno jej zarzucić, że zagrała źle. Dała Belgom na długie minuty poczucie, ze to oni kierują meczem, ale nie dała im tego, czego najbardziej chcieli, czyli okazji do kontr. Wystawienie Blaise'a Matuidiego na lewym skrzydle, co krytycy Deschampsa uznali po ogłoszeniu składów za symbol jego zachowawczych rządów w kadrze, okazało się bardzo dobrym planem. Matuidi nie tylko atakował, ale też robił udane wślizgi z taką regularnością, jak kiedyś Deschamps. A Francja zaczynała przecież turniej od bardzo ofensywnego ustawienia, z Ousmanem Dembele na skrzydle. Ale na boisku to tak groźnie jak na kartce ze składami nie wyglądało. Więc Deschamps zaczął zmieniać. To jest trener który cały czas coś zmienia i cały czas buduje. O tym czasem zapominają ci, którzy by chcieli zobaczyć, jak to Ferrari szarżuje: że to on je zbudował, a poprzednicy nie potrafili. Talentu Francji nigdy nie brakowało, a jednak od 2006, gdy poprzedni raz grała w finale, przynosiła kibicom wstyd. Albo jako patologiczna kadra z RPA 2010, wypowiadająca posłuszeństwo Raymondowi Domenechowi i wyeliminowana już w grupie. Albo jako nijaka kadra z kolejnych mistrzostw Europy, kończonych najwyżej w ćwierćfinale.

"Ciągle jeszcze nie przepracowaliśmy do końca porażki z 2016"

Deschamps przejął w 2012 drużynę bez ducha, pełną punktów zapalnych. Zaczął przebudowę, poodrzucał piłkarzy, którzy nie pasowali do grupy, odmłodził ją. Lubi pracę z młodymi. Lubi ich testować. Powtarza, że u młodych nie ma czegoś takiego jak talent. Jest tylko potencjał. O talencie można powiedzieć dopiero, gdy jest powtarzalność przez lata. Jego największą porażką jest, gdy piłkarz samo powołanie do kadry uważa za sukces. Deschamps daje piłkarzom błądzić. Ale wyrzuca tych, którzy się nie starają.

Z mundialu w Brazylii 2014 budowana przez niego reprezentacja odpadła jeszcze w ćwierćfinale, przegrywając 0:1 z późniejszymi mistrzami Niemcami. Dwa lata później w Euro u siebie doszła do finału. W półfinale wygrywając z Niemcami 2:0. Wydawało się, że najtrudniejsze już za nią. A potem było ogromne rozczarowanie. Porażka z Portugalią osłabioną już na początku kontuzją Cristiano Ronaldo. Po golu Edera, po francuskiej bezradności przez długie minuty. Deschamps mówił po wtorkowym zwycięstwie nad Belgami, że tamtej porażki ciągle jeszcze do końca nie przepracowali. Oni, choć po dwóch latach z wyjściowego składu została tylko połowa piłkarzy.

Jak w 1998: drużyna wielu bohaterów. A na pomniki pewnie trafi jeden

Finalistów takich jak Bacary Sagna, Laurent Kościelny, Patrice Evra, Moussa Sissoko, Dmitri Payet nie ma nawet w kadrze na mundial. N'Golo Kante siedział wtedy w finale na ławce, nie było kontuzjowanego Raphaela  Varane'a. nie było Benjamina Pavarda, Lucasa Hernandeza. Zmieniło się trzech z czterech obrońców, a średnia wieku tej czwórki to 23 lata. Doszedł genialny Mbappe, ale trzeba go było dobrze wkomponować. Ponad połowa kadrowiczów nie grała w mundialu. A są w finale.

Dwa lata temu po finale Euro zostało wspomnienie drużyny, która nie była w stanie w chwili próby przeskoczyć własnych ograniczeń. Teraz w mundialu Francja gra tak, jakby nie miała żadnych ograniczeń, poza tymi które narzuci sobie sama. Deschamps zbudował drużynę wielu bohaterów,  trochę jak ta z 1998, w której raz Francję  ratował Laurent Blanc, raz Lilian Thuram, świetny był Emmanuel Petit, czarną robotę robił Deschamps. A potem wszyscy wzięli sobie na ołtarze Zinedine'a Zidane'a i tak już zostało. Teraz też można przebierać w bohaterach: świetny Lloris, świetna obrona, świetny Pogba z Kante, niezawodny Griezmann.  A pewnie w przypadku tytułu w pamięć najbardziej zapadnie Mbappe. Deschamps - na pewno nie. I na miejsce w pamięci, ale bez tytułu, na pewno by się nie zamienił.

Więcej o:
Komentarze (26)
Mundial 2018 Niereformowalny Didier Deschamps. Śmieją się, że prowadzi Francję jak ktoś, kto ma Ferrari, a nie lubi prędkości. Ale on to Ferrari wyszykował sam. A zastał wrak
Zaloguj się
  • zenonbush

    Oceniono 7 razy 7

    Nie sztuką jest wziąć 19-23 latków, dotrzeć z nimi do finału i go wygrać. Prawdziwą sztuką jest wziąć 30 letnie doświadczone gwiazdy i wyjść z nimi z grupy.

  • matur

    Oceniono 5 razy 5

    Dedykacja dla Adama Nawałki:
    „To że twój plan się sprawdził w jakimś miejscu z jakąś grupą, nie znaczy ze sprawdzi się dzisiaj”.
    On mówi o 20 latach ale jak widać i do krótszych okresów to prawda objawiona

  • billyg976

    Oceniono 4 razy 2

    Nieważne kto z Francją zagra w finale, oni na pewno w niedziele będą mistrzami świata.

  • drabe1

    Oceniono 1 raz 1

    A ja doskonale pamiętam tamtą wspaniałą drużynę sprzed dwudziestu lat, a w niej Didiera Deschampsa. Był wtedy blondynem o nastroszonej fryzurze, Wyglądał tak sobie, ale latał po boisku jak fryga. Pamiętam, że kiedy francuscy piłkarze stanęli szeregiem, obejmując się ramionami i zaśpiewali " Marsyliankę " łzy mi stanęły w oczach, a płaczliwy nie jestem

  • zen0biusz

    Oceniono 1 raz 1

    "Eden Hazard, który przeniósł się z Belgii gdy miał 15 lat i tam dorastał, powiedział po meczu, że woli tak przegrywać jak Belgia, niż tak wygrywać jak Francja. A Thibaut Courtois mówił o antyfutbolu. "

    I dlatego to Francuzi grają o złoto. Zwykła prosta mentalność zwycięzcy.

  • kaktus118

    Oceniono 1 raz 1

    Bardzo przyjemnie się czytało @Wilkowicz

  • ania_pawlowska

    Oceniono 1 raz 1

    Koszulki sportowe - pilkarskie - i inne. - KUPIE !!!!

    Dowolne kluby - dowolne rozmary - dowolny stan !!!!

    Moje ogloszenia na portalu Polskie-Ogloszenia.PL

  • leoleo

    Oceniono 3 razy 1

    większość piłkarzy deschampa potrzebuje krótkiej smyczy, w klubach są rozpieszczani niemożliwie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX