Sport.pl

Mistrzostwa Świata 2018. Belgia - Japonia. Ofensywna siła Czerwonych Diabłów zachwyca. Rodakom może dać awans i... telewizory

- Nie myślimy, że ten mecz wygramy łatwo - stwierdził szykujący się do spotkania z Japonią Dries Mertens. Zawodnik Napoli wie jednak, że zwycięstwo w 1/8 finału jest obowiązkiem 'Czerwonych diabłów', drużyny która ma prawdopodobnie największy potencjał ofensywny na mundialu. Po części już go pokazała. Kolejne jej gole będą oznaczały... darmowe telewizory dla rodaków.

Belgowie przed starciem z Japonią wydawali się być ostrożni. Być może w ich głowie była jeszcze lekcja udzielona im przez Walię w ćwierćfinałach Euro 2016. Porażka 1:3 mocno zabolała faworyta meczu, który jeszcze przed nim myślami wybiegał już chyba do półfinału francuskiej imprezy. Zresztą ta rywalizacja w roli skazanego za triumf, równie źle mogła zakończyć się już wcześniej. Na mundialu w 2014 roku Belgowie w 1/8 finału męczyli się z teoretycznie słabszą ekipą USA. Korzystny wynik udało im się osiągnąć dopiero w dogrywce (2:1). Ponieważ do Rosji pojechała połowa składu pamiętająca tamtejsze boje, to do roli faworyta meczu z Japonią, podopieczni Roberto Martineza podchodzą spokojniej.

- Nie myślimy, że ten mecz wygramy łatwo - przyznał Mertens, jakby wyczuwając, że z jednej strony jest to obowiązek reprezentacji, która nie doznała porażki w 22 ostatnich meczach.

Zresztą sam trener Belgów na jednej z konferencji prasowych w Moskwie zwracał już uwagę na wyrównywanie się piłkarskiego poziomu na świecie i niebezpieczeństw determinowania faworytów.

- Technologia idzie do przodu, nic nikogo już nie może zaskoczyć. Każdy każdego analizuje i wszystko o nim wie. W reprezentacjach pracują dobrzy trenerzy, wszystkie sztaby działają w sposób profesjonalny. Profesjonalizuje się zarządzanie drużynami, ich treningami, przez co wyrównuje się poziom - opisywał Hiszpan. Szybko dodał, że niespodzianek na tych i przyszłych mundialach będziemy mieć więcej. Może w jakimś stopniu przewidział także blamaż 'La Furia Roja'. Zresztą niedzielny mecz mistrzów świata z 2010 roku z Rosją wzbudził wśród oglądających go w swym hotelu w Rostowie Belgów spore zdziwienie. Według relacji świadków także i uśmiechy na twarzach. Zawsze to jeden utytułowany rywal mniej do walki o końcowy triumf.

Diabelska siła ognia

'Czerwone Diabły' wyposażone w piekielną siłę rażenia, chcą jednak japońskie marzenia na niespodziankę szybko rozwiać. O to by Belgia nie powtórzyła losów Hiszpanii, Portugalii czy Argentyny ma zadbać tercet jakiego może pozazdrościć im każda drużyna.  Hazard-Lukaku-Mertens (HLM) to za czasów Martineza grupa do zadań specjalnych, która zdobyła 54% z wszystkich strzelonych w tym czasie goli Belgii. Daje to 40 trafień na 73 bramki, a wynik ten uzyskano raptem w 23 meczach.

Dowodów na skuteczność tej ofensywy jest więcej. 'Czerwone Diabły' były obok Niemiec najbardziej bramkostrzelną drużyną eliminacji MŚ w Europie. Na mundialu dalej są na topie tego zestawienia. W fazie grupowej nikt nie strzelił bowiem więcej niż 9 goli.

- Doszliśmy do najwyższego poziomu, jaki mogliśmy osiągnąć - przyznał Eden Hazard pytany o strzeleckie popisy. - Ciągle jesteśmy w ruchu, wymieniamy się pozycjami, wspieramy. To powoduje, że kreujemy dużą liczbę sytuacji - opisywał zawodnik Chelsea.

MŚ 2018. Belgia - Tunezja 5:2.Radość  Edena Hazarda MŚ 2018. Belgia - Tunezja 5:2.Radość Edena Hazarda Fot. Matthias Schrader / AP Photo

Grają o telewizory

Jak dodał Hazard, trochę w formie żartu, Belgów napędza też możliwość pomocy rodakom. Pewna sieć sklepów RTV-AGD w ich kraju zapewniła, że odda kibicom pieniądze za zakupione telewizory jeżeli narodowa reprezentacja strzeli na mundialu więcej niż 15 goli. Koledzy napastnika skorzystali z tej promocji.

- Chciałbym, by znajomi na naszej skuteczności skorzystali - uśmiechnął się napastnik.

Wracając jednak do bardziej poważnych rozważań nad belgijską siłą ataku, wszyscy przyznają, że na drużynę pozytywnie wpłynęło ustawienie 3-4-2-1, które pomaga w płynnej grze do przodu.

- Jeśli chodzi o dystans funkcjonujemy jakby bliżej siebie. Mamy większą łatwość w szybszym znajdowaniu partnera. Ja bardziej wyczuwam też gdzie będzie lub co chce zrobić Lukaku, przez co ma on lepsze wsparcie moje, ale i Hazarda - opisywał to Mertens. Wszyscy napastnicy chwalą sobie też współpracę z Thierrym Henrym. Mistrz świata z 1998 roku pomaga i doradza im nie tylko na boisku, ale też jest wsparciem mentalnym. Zaszczepia w Belgach charakter zwycięzców. Na razie z niezłym skutkiem, bo ich reprezentacja wygrała wszystkie mecze fazy grupowej, łącznie z ostatnim starciem z Anglią, w którym zagrała w nieco zmienionym, by nie powiedzieć rezerwowym składzie.

MŚ 2018. Belgia - Tunezja 5:2 MŚ 2018. Belgia - Tunezja 5:2 VICTOR CAIVANO/AP

Dorośli do goli

Jak przyznają ci, od których w belgijskiej ekipie najwięcej zależy i którzy niemal w komplecie odpoczywali w meczu z Wyspiarzami, doświadczenie z poprzednich dużych imprez, umiejętne rozkładanie sił i łatwość zdobywania bramek ma teraz zaprocentować.

- Wiemy co wtedy zrobiliśmy dobrze, a co źle. Wyciągnęliśmy lekcję. Jeśli w meczu ze Stanami Zjednoczonymi oddaliśmy ponad 30 strzałów, z czego ponad połowę celnych i nie mogliśmy zdobyć bramki, to teraz do finalizowania sytuacji dorośliśmy - wyznał Hazard. On akurat z Anglią jako jedyny ze wspomnianej trójki rozegrał całe zawody.

Mecz Belgia - Japonia o 20:00 w Rostowie na Donem. Chociaż nikt w ekipie 'Czerwonych Diabłów' nie wybiega w przyszłość to zwycięzca tej pary zagra z lepszym z meczu Brazylia-Meksyk, zapewne część zawodników Martineza będzie będzie wydarzenia z Samary podglądać.

Więcej o: