Sport.pl

Mistrzostwa świata w piłce nożnej. Bartosz Białkowski dla Sport.pl: Nie łatwo jest być tym trzecim. Ale robię wszystko, aby na kolegach wywierać presję

Po 11 latach Bartosz Białkowski znów jest na mistrzostwach świata. Tym razem 30-latek w reprezentacji pełni rolę trzeciego bramkarza. - Można pomyśleć, że jestem tu niepotrzebny. To nieprawda. Muszę wywierać presję na kolegach - mówi Sport.pl golkiper Ipswich Town.
Bartosz Bialkowski Bartosz Bialkowski KUBA ATYS

Sebastian Staszewski: Chciałbym pogratulować panu spełnienia marzeń. Bo pamiętam mistrzostwa świata do lat 20 w Kanadzie, gdy wszyscy wróżyli panu wielką karierę. Grał pan w Southampton, interesowały się panem kluby Premier League, lada dzień miał pan trafić do seniorskiej reprezentacji. Zamiast tego były lata oczekiwań i w końcu - nieco niespodziewane powołanie na mundial w Rosji. Ulżyło, kiedy wsiadł pan do samolotu?


Bartosz Białkowski: Oj tak. Po mistrzostwach w Kanadzie myślałem, że pierwsze powołanie do dorosłej reprezentacji Polski przyjdzie dużo szybciej. Moje piłkarskie życie potoczyło się jednak tak, a nie inaczej, i długo musiałem na nie czekać. Ale lepiej późno, niż wcale. I tak, ulżyło mi. Ciężko pracowałem na to, żeby sztab szkoleniowy kadry w końcu mnie zauważył. Pierwszy telefon selekcjonera Adama Nawałki był w marcu. Później wszystko poszło z górki.

Bycie na mistrzostwach do lat 20 i bycie na seniorskim turnieju to dwa różne stany?

- Wtedy to też było dla nas ogromne przeżycie, ale jednak mistrzostwa seniorów to spełnienie marzeń. Każdy chce tu być, a jesteśmy tu my, dwudziestu trzech piłkarzy. Dlatego nie można porównać tych imprez. Co nie zmienia faktu, że tamten mundial był dla mnie wyjątkowy. Pamiętam, jak w meczu z Brazylią do piłki podszedł trzy lata młodszy od nas Grzegorz Krychowiak i zdobył bramkę. Strasznie nas to dziwiło, bo na treningach nigdy tego nie robił!

Wojciech Szczęsny z 2007 roku, który oglądał pana mecze z ławki rezerwowych, różni się od tego, którego grę w 2018 roku to pan obserwuje?

- Urósł na pewno, chociaż już wtedy był wysokim chłopakiem. Ale poza tym nic a nic się nie zmienił. Wciąż jest pozytywną postacią, optymistycznie podchodzi do życia. Wesoły gość.

A pan? Nie pasuje pan do stereotypu bramkarza-wariata.

- Mam rodzinę, dwoje dzieci. Wyszumiałem się za młodu. Teraz przyszedł czas na stabilizację.

Wasze kariery przeplatały się przez lata. Z Wojtkiem spotkaliście się w reprezentacji młodzieżowej, Wojtek z Łukaszem trenowali natomiast w Arsenalu. Dziś wszyscy jesteście w drużynie Nawałki. Można powiedzieć, że nie ma między wami złej krwi?

- Nie ma żadnej złej krwi. My, bramkarze, mamy do siebie ogromy szacunek. Wiadomo, że grać może tylko jeden, ale nie wpływa to na szanowanie siebie nawzajem. Bramkarz to specyficzna pozycja. Jeden błąd kończy się często utratą bramki i trzeba przeżywać ciężkie chwile. Wszyscy to rozumiemy i staramy się siebie wspierać, a przy okazji bardzo się lubimy.

Na treningach czujecie się czasem jak na zajęciach w Anglii? Bo trener Jarosław Tkocz zaczął używać nawet angielskich słów!

- W Arłamowie trenowaliśmy ciężej, niż tu, ale trener Tkocz to pozytywna postać i często wtrącał zagraniczne słowa. Powiem szczerze, że jak na pierwszy raz, to jego akcent daje radę. Natomiast to, że wszyscy mamy za sobą grę w Anglii nie świadczy chyba o niczym. Wojtek występuje zresztą we Włoszech. O naszej obecności zdecydowała tylko forma bramkarska.

Przez ostatnie lata bywał pan Syzyfem, który wciąż pchał swój głaz. Mógł się więc pan przyzwyczaić do trudnego położenia. A jak trudne jest bycie bramkarzem numer 3?

- Nie jest to łatwa rola. Z jednej strony można mieć takie myśli, że jest się niepotrzebnym. Ale ja podchodzę do tego inaczej. Trenuje ciężko na każdym treningu, daję z siebie maksa, bo moja praca motywuje Wojtka i Łukasza do walki. A ja? Jestem gotowy na różne scenariusze.

Bartosz Białkowski Bartosz Białkowski Ispwich Town/Twitter

Wygrany 1:0 mecz z Brazylią w Kanadzie zdefiniował reprezentację do lat 20. Podobną wartość może mieć wtorkowy mecz z Senegalem?

- Tak, ale nie możemy stawiać wszystkiego na jedną kartę. To bardzo ważny mecz, ale chyba nie kluczowy, bo zostaną nam jeszcze spotkania z Kolumbią i Japonią.

Co z pana transferem? Podobno rozmawiał pan z West Ham, Crystal Palace.

- Okaże się. Na razie koncentruję się na mistrzostwach. Wrócę do klubu i podejmę decyzję.

Czyli transfer dopiero po mistrzostwach?

- Czas na inne rzeczy przyjdzie dopiero po Rosji.

Więcej o: