Sport.pl

MŚ 2014. Czego się dowiedzieliśmy z meczu Holandia - Argentyna?

Jak van Gaal ukręcił bicz na siebie, czyli pięć rzeczy, których dowiedzieliśmy się po półfinale Holandia-Argentyna o...
Sergio Romero Sergio Romero Fot. DOMINIC EBENBICHLER

Argentyńskich bramkarzach o imieniu Sergio

Kiedyś był Goycochea, teraz jest Romero. Pierwszy Sergio był bohaterem gdy Argentyna poprzedni raz grała w finale, w 1990 roku. Bronił w seriach karnych i z Jugosławią i Włochami. Drugi Sergio teraz wyrósł na bohatera z pierwszego planu, ale znakomity jest od początku turnieju. Znakomity wtedy gdy to się najbardziej liczy, bo czasem niepotrzebnie komplikuje łatwe sytuacje. Ale w tych najtrudniejszych ratował Argentynę już niejeden raz. Co ciekawe, to van Gaal sam ukręcił bicz na swoją Holandię. To on ściągnął Romero z argentyńskiego Racingu Avellaneda do Europy, do AZ Alkmaar, za śmieszne 1,5 mln euro. Razem zdobyli mistrzostwo Holandii i awansowali do Ligi Mistrzów. Romero wspominał niedawno, że być może by nie wytrwał w Europie, gdyby nie to, że z van Gaalem mógł rozmawiać po hiszpańsku. Nie była to odskocznia do wielkiej klubowej kariery. Romero przeszedł najpierw do Sampdorii, potem do Monaco, ale nie ma tam pewnego miejsca w składzie. Ale Goycoechea też wielkiej klubowej kariery nie miał.

Półfinałach

Presja rośnie, wiadomo. Ale tutaj urosła już na skalę najnudniejszych finałów. W tej równowadze strachu minęło 120 minut. Był mecz wślizgów, wybić głową, zderzeń głową, Ronów Vlaarów. Dzień, w którym najlepsze dryblingi udawały się obrońcom przy wyprowadzaniu piłki i bramkarzowi Jesperowi Cillessenowi. Zginęły gwiazdy. Leo Messi jako lider drepczący, z czasem w opcji oszczędzania baterii, bo nie atakował, ale nie robił też żadnych pogoni za piłką w obronie. Nawet tak człapiąc dał się zapamiętać z dogrywki, gdy podawał do Rodrigo Palacio i Maxi Rodrigueza. Ale jednak dziwnie się na to patrzyło. Przepadł też Arjen Robben, znów kiepsko zsynchronizowany z drużyną, samolubny. Z drugiej strony, gdyby się nie zdecydował na strzał z daleka w 98. minucie, gdy lepiej ustawieni czekali na podanie, Holandia mogłaby się przed karnymi nie doczekać celnego strzału.

Argentyńczycy cieszą się z awansu do finału Argentyńczycy cieszą się z awansu do finału Fot. Manu Fernandez

Argentyna

Zostawia nas przed finałem z wrażeniem, że jeszcze nie pokazała wszystkiego. Miała najłatwiejszą drabinkę ze wszystkich gigantów turnieju i wykorzystała to znakomicie. Ani razu w tym turnieju nie przegrywała, w całej fazie pucharowej nie straciła gola.

Holandii

Póki nie była wśród faworytów, w rundzie grupowej, rozrywka była pierwszorzędna. Ale od kiedy poczuła, że może tu osiągnąć coś więcej, nie podejmuje żadnego zbędnego ryzyka. Nie strzeliła gola od 240 minut. Momentami grała przeciw Argentynie sześcioma obrońcami, wtedy gdy Nigel de Jong wracał za Messim pod swoje pole karne. Dirk Kuyt był bardzo dobrym obrońcą, ale bardzo słabo podawał. Robin van Persie wyręczał stoperów wybijając piłki głową, ale w ataku jak z Kostaryką, przepadał bez wieści. Czekaliśmy na kolejny błysk van Gaala i jego sztabu. Skończyło się na pomyśle indywidualnego krycia najgroźniejszych piłkarzy rywali.

Javer Mascherano Javer Mascherano Fot. Thanassis Stavrakis

Javierze Mascherano

Że ma już pewne miejsce w jedenastce gwiazd mundialu. Diego Maradona mówił, że Argentyna to Mascherano i dziesięciu pozostałych. Ale bywały takie momenty, gdy ten półfinał to był Mascherano i 21 pozostałych. Łatał wszystkie dziury, wytrzymywał zderzenia głowami, zarządzał ustawieniem drużyny. I jeszcze miał najwięcej sił, gdy trzeba było zrobić sprint za Robbenem i zatrzymać go wślizgiem w ostatnich minutach przed dogrywką. Gdyby tego nie zrobił, nie byłoby dogrywki, Romero, finału.

Więcej o: