Sport.pl

MŚ 2014. Ośmiu wspaniałych, czyli bohaterowie drugiego planu

Że bez Messiego, Neymara, Robbena, Rodrigueza czy Müllera nie byłoby awansu ich drużyn do ćwierćfinałów, wiemy. Michał Okoński, dziennikarz 'Tygodnika Powszechnego' i autor bloga 'Futbol jest okrutny', pisze o bohaterach drugiego planu.

Holandia: Dirk Kuyt

Czyli pan uniwersalny. W meczu z Meksykiem zaczął jako grający po lewej stronie cofnięty skrzydłowy, potem przeszedł na prawą. Kiedy Holendrzy gonili wynik, przypomniał sobie o tym, że przez lata był napastnikiem, a kiedy wynik udało się dogonić - wrócił na prawą obronę. Zaczynał mundial jako rezerwowy: spodziewaliśmy się raczej, że będzie wchodził na końcówki spotkań, a tu się okazało, że gra w pierwszym składzie. Więcej: okazało się, że na zgrupowaniu reprezentacji podczas przedmundialowych tygodni przygotowywał się właśnie do odgrywania roli bardziej defensywnej niż ta, z której zawsze go znaliśmy. Wychwalający go na łamach "Guardiana" Alan Smith przypomniał, że czasach wspólnej pracy w Liverpoolu Rafa Benitez nazywał Kuyta "Pan Duracell", ze względu na telewizyjną reklamę, w której wyposażone w bateryjki króliczki zasuwały bez chwili wytchnienia. I Holender zasuwał również: mimo 33 lat i mimo piekielnego upału w Fortalezie przebiegł aż 10 831 metrów i miał 34 sprinty; tylko trzech piłkarzy - każdy sporo od niego młodszy - biegało więcej.

Brazylia - Chile 1:1 (3:2 w karnych) Brazylia - Chile 1:1 (3:2 w karnych) Fot. POOL

Brazylia: Julio Cesar

Bramkarz gospodarzy turnieju pół roku temu o grze na mistrzostwach mógł tylko marzyć. Zamrożony w drugoligowym QPR przez Harry'ego Redknappa, wymykał się ponoć potajemnie do parku, żeby móc robić to, czego nie wolno mu było robić w klubie: wreszcie pograć w piłkę. W końcu trafił do Kanady, gdzie ściągnął go dawny kolega klubowy, obecnie trener Ryan Nelsen: zaczął grać, a Luis Felipe Scolari postanowił dać mu jeszcze jedną szansę. Rzecz nie była oczywista, zważywszy, że z poprzedniego mundialu Brazylia odpadła właśnie po jego błędzie w meczu z Holandią. Dziś, dzięki obronionym dwóm karnym w meczu z Chile, jest brazylijską ikoną. Znając los bramkarzy trzeba powiedzieć: do następnego błędu.

Francja - Nigeria 2:0 Francja - Nigeria 2:0 Fot. Ricardo Mazalan

Francja: Mathieu Valbuena

To miał być turniej Ribery'ego, ale wyeliminowała go kontuzja. To był początkowo turniej Benzemy, sporo obiecywaliśmy sobie także po Pogbie (mimo iż strzelił bramkę w 1/16, trudno jednak uznać go za najlepszego na boisku), nieprzyjemną niespodzianką było niemal całkowite wyłączenie z gry przez Nigeryjczyków świetnego w poprzednich meczach Cabaye'a. Piłkarze z Afryki nie zdołali jednak wyłączyć Valbueny. Filigranowego, na wczesnych etapach kariery odrzucanego przez kluby z powodu niskiego wzrostu, ale na boisku myślącego jak mało kto. O ile kluczem do rozgrywania większości akcji Francuzów jest dynamika, Valbuena potrafi "schłodzić" grę: zamiast zagrywać kolejnej szybkiej, i w związku z tym często nieprecyzyjnej piłki, umie przez chwilę się zastanowić nad wybraniem najlepszej opcji. Im dalej w turniej, tym bardziej wyjściowa jedenastka Francuzów się krystalizuje (meczem z Nigerią Griezmann chyba ostatecznie wygrał rywalizację z Giroud...), i tym większą rolę odgrywa w niej coraz odważniej wychodzący na centralne miejsce krasnal.

Angel Di Maria Angel Di Maria Fot. IVAN ALVARADO

Argentyna: Angel di Maria

Argentyna nie przekonuje, ale Argentyna gra dalej - tak można by podsumować okropny w gruncie rzeczy (zwłaszcza na tle wieczornej jazdy bez trzymanki w spotkaniu Belgia-USA) jej mecz ze Szwajcarią. Angel di Maria próbował pokazać się w nim od początku do końca: strzelał, dryblował, dośrodkowywał... Problem w tym, że na ogół wychodziło mu fatalnie: do 70. minuty stracił piłkę aż 28 razy i doprawdy można było się dziwić, dlaczego Sabella nie zdejmuje go z boiska i ciągle szuka mu optymalnego miejsca do gry - czy to z prawej, czy z lewej, czy w środku pola. Tylko 62 proc. celnych podań, zaledwie 17 proc. dośrodkowań, które znalazły cel - wygląda na to, że wyróżniamy go nie za to, że wreszcie trafił, ale za charakter. Za to, że żadna z tych prób nie zniechęciła go przed podjęciem następnej; za to, że nie stracił energii, która pozwoliła mu w końcu dobiec do podania Leo Messiego i stać się bohaterem narodowym. Mocny kontrkandydat: Javier Mascherano, za jego siedemnaście (mundialowy rekord) wślizgów.

Kolumbia: Juan Cuadrado

Nie kontuzjowany Falcao, co oczywiste, ale też nie James Rodriguez - zapewne najlepszy piłkarz tegorocznych mistrzostw świata - ale Cuadrado, który po świetnym sezonie w Fiorentinie podtrzymuje dobrą passę również na mistrzostwach świata. Doskonały drybler, potrafiący także nieźle bronić (występy na prawej obronie nie są dla niego problemem), piekielnie szybki ? stanowi doskonałe uzupełnienie sensacyjnej "dziesiątki", strzelił bramkę i ma cztery asysty. Trener Jose Pekerman mówi, że Cuadrado poradziłby sobie w Barcelonie, ale ponoć interesuje się nim również, tradycyjnie poszukujący skrzydłowych, Manchester United. Na tle Naniego czy Valencii - doskonały wybór.

Jose Holebas i Cristian Gamboa Jose Holebas i Cristian Gamboa Fot. DAMIR SAGOLJ

Kostaryka: Cristian Gamboa

Jak się gra trójką obrońców, rośnie znaczenie cofniętych skrzydłowych, biegających wzdłuż linii bocznej od jednego do drugiego pola karnego. Było na tym mundialu kilku, którzy zaimponowali, ale Kostarykańczyk Gamboa podobał mi się najbardziej. Znakomicie współpracujący z Bryanem Ruizem, lustrzane odbicie biegającego po lewej stronie Diaza, angażujący się także w pressing i odbiór piłki (w przypadku meczu z Grecją - także na ich połowie). Najlepszy mecz, jak dotąd, rozegrał z Urugwajem, kiedy asystował przy kluczowej, wyrównującej bramce Campbella - z Grecją zmieniony po prawie 80 minutach nieprzerwanego biegania i walki z lewym obrońcą Holebasem. Mocny kontrkandydat: cała drużyna.

Przy piłce Toni Kroos Przy piłce Toni Kroos Fot. EDGARD GARRIDO

Niemcy: Toni Kroos

Z wahaniem, ale jeśli nie on, to kto? Wybory oczywiste to Thomas Müller i Manuel Neuer, wybór uzupełniający to Andreas Schürlle, którego wejście ożywiło mecz z Algierią, jest jeszcze z meczu na mecz coraz głośniej krytykowany (mimo strzelonej Algierczykom bramki) Mesut Özil. Poprzestańmy jednak na wspomnieniu Kroosa, piłkarza-metronoma, bez którego niemieckiej tiki-taki po prostu by nie było. Na mundialu w Brazylii zanotował już 394 podania - najwięcej ze wszystkich - przy imponującej celności na poziomie 91 proc.; więcej od Mascherano i Lahma. Cytowałem niedawno, w tekście o kryzysie "dziesiątki", opinię, że tacy zawodnicy - dynamiczni i ciężko pracujący zarówno w ofensywie, jak w walce o odbiór piłki, "kreatywni bez błysku i przerywający grę bez przemocy" - stanowią przyszłość futbolu. Nawet jeśli ktoś w końcu wymyśli sposób na niemiecką tiki-takę, Kroos sobie poradzi.

Dries Mertens i Marc Wilmots Dries Mertens i Marc Wilmots Fot. SERGIO MORAES

Belgia: ławka rezerwowych

Ze Stanami Lukaku i Mirallas. Z Koreą Południową Origi. Z Rosją Origi. Z Algierią Mertens, Fellaini i znowuż Origi. Można w tym widzieć nieustanne konstruowanie optymalnego ustawienia przez Marca Wilmotsa, można - jak mówi on sam - uznawać, że udany turniej wymaga rotacji między piłkarzami i tłumaczyć, że wybór drużyny zawsze zależy od rodzaju przeciwnika. Niewątpliwie część podopiecznych go rozczarowała (casus Dembele, który wyszedł w meczu inauguracyjnym, ale ostatnio z ławki się nie podnosił), niewątpliwie część rezerwowych na dobre wskoczyła do podstawowego składu (Fellaini i Mertens), ale są również racy, jak Origi i Lukaku, którzy grają w zasadzie na zmianę. "Wiele meczów rozstrzyga się tak naprawdę w ciągu ostatniego kwadransa - mówi Wimots - ale wtedy na dokonywanie zmian zwykle jest już za późno, bo zmiennicy nie zdążą wejść w rytm meczowy". Dlatego sam wprowadza rezerwowych wcześniej, mniej więcej po upływie godziny, kiedy rywal jest już zmęczony, a zmiennicy mają czas się rozegrać. Efekty widać.

Więcej o: