Sport.pl

Mundial 2014. Mourinho Karaibów, Berbatow Karaibów i jedyny taki Navas, czyli pięć rzeczy których się dowiedzieliśmy z meczu Kostaryka - Grecja

Reprezentacja Kostaryki pokonała po rzutach karnych Grecję (po 120 minutach było 1:1) i zagra o półfinał z Holandią. Czego dowiedzieliśmy się z tego spotkania pisze korespondent Sport.pl i 'Gazety Wyborczej' w Brazylii Paweł Wilkowicz. A dowiedzieliśmy się paru rzeczy o...
Radość piłkarzy Kostaryki po wygranej z Grecją Radość piłkarzy Kostaryki po wygranej z Grecją Fot. Ricardo Mazalan

... Kostaryce

Był taki moment w dogrywce gdy się wydawało, że dla nich nawet strzelanie karnych będzie już ponad siły. Ale strzelali jak mistrzowie, i są w Brazylii 2014 tym, czym dla poprzedniego turnieju był Urugwaj. Bez jego tradycji, ale z jego zaciętością, zgraniem, przemyślanym futbolem. Z podobną liczbą ludności i historią spokojnego kraju w niespokojnym regionie. A sama reprezentacja - z mniejszą liczbą kilometrów na liczniku niż ówczesna urugwajska, to jest drużyna bardzo młoda, co daje nadzieję, że przez cztery lata od mundialu do mundialu ich Diego Forlan nie stanie się z najlepszego piłkarza turnieju piłkarzem niewidzialnym. Ten awans, pierwszy w historii do ćwierćfinału, to zasługa mądrego trenera eksperymentatora z Kolumbii, od lat eksportującej swoich szkoleniowców do krajów tego regionu (trener Hondurasu to również Kolumbijczyk), ale przede wszystkim tego, jak Kostarykańczycy wychowują swoich piłkarzy. Tego że w klubach stawia się na szkolenie młodzieży, na edukację też. Liga kostarykańska to kuriozum w tej części świata, 60 procent jej zawodników skończyło szkołę średnią. Futbolu też, jak widać, uczą tam coraz lepiej. A do tego dochodzi przygotowanie fizyczne, nawet jeśli przeciw Grekom widać było głównie zmęczenie. Słaba para? Być może. Ale żeby trafić na Greków, a nie na Kolumbię, trzeba było wygrać grupę z trzema mistrzami świata.

Radość piłkarzy Grecji z wyrównującego gola, który przyniósł dogrywkę Radość piłkarzy Grecji z wyrównującego gola, który przyniósł dogrywkę Fot. RUBEN SPRICH

... Grecji

Przyzwyczailiśmy się z nich szydzić, ale tak szczerze: właściwie z czego się śmiejemy? Z drużyny, która zna swoje ograniczenia i po prostu nie będzie grać efektownie, bo wyleci na pierwszej przeszkodzie? Z drużyny, której wszyscy ogłaszają: teraz wam się już nie uda, już dość, a ona pierwszy raz wyszła z grupy na mundialu właśnie teraz? Z trenera obcokrajowca, który mówi po grecku jak Grek? Z tego, że Karagounisowi się ciągle chce? Z drużyny, w której piłkarze grają lepiej niż w klubach? O tym, że się zrzekli się premii za mistrzostwa, z prośbą żeby je przeznaczyć na ośrodek kadry, szkoda nawet wspominać. Chętnie bym się zamienił, niech nas nawet znienawidzą za mordowanie piłki, nie nasz problem.

... Keylorze Navasie

Właściwie powinien być dzisiaj punktem pierwszym, nad obydwiema drużynami. Dał przedstawienie jednego aktora. Gdzieś od początku dogrywki piłkarze Kostaryki przestali nawet udawać, że już tylko w nim nadzieja. Może w ogóle nie byłoby emocji, gdyby nie obronił piłki meczowej przy 0:0. Wrócić do meczu, gdy się przegrywa z Grekami... Po tym meczu jest jasne, że Guillermo Ochoa żegna się z miejscem w jedenastkach kolejki. Ale pozostanie największym bramkarskim odkryciem mundialu. Bo że Keylor Navas jest magikiem, wiedzieliśmy od dawna, z Levante. Trener Joaquin Caparros mówi o nim: to jest nasz Diego Costa. W liczbie obronionych strzałów w pięciu wielkich ligach lepszy ostatnio był tylko Rafael z Verony. Navas jest dla tego turnieju tym, kim dla MŚ w 1990 był Luis Gabelo Conejo, gdy Kostaryka szła do drugiej rundy, a on był bohaterem meczów ze Szkocją, Brazylią, Szwecją. Nawet zanosiło się przez moment na to, że się powtórzy historia z kontuzją w drugiej rundzie. Conejo to idol Navasa, jego poprzednik w Albacete, gdzie obecny bramkarz Kostaryki zaczynał grę w Europie. I jego obecny trener w kadrze.

Jorge Luis Pinto Jorge Luis Pinto Fot. YVES HERMAN

... Jorge Luisie Pinto

Można powiedzieć - wuefista, który na treningach zarządza mecze siatkonogi. Ale Mourinho Karaibów - też będzie prawdziwie. Tak, wyświechtane, ale ich akurat naprawdę wiele łączy. Przede wszystkim zainteresowanie neurocoachingiem, periodyzacją, czyli tym wszystkim co dotyczy trenowania umysłu piłkarza razem z trenowaniem ciała. Pinto już od 15 lat jest zafascynowany periodyzacją taktyczną, jak Mourinho podporządkowuje wszystkie ćwiczenia sytuacjom meczowym. W Kostaryce znalazł piłkarzy, którzy chcą się uczyć, słuchają go, i grają w kadrze lepiej niż w klubach. Słuchali również wtedy, gdy kostarykańska prasa ciosała Pinto kołki na głowie. A do tego Pinto dał najlepsze chyba jak do tej pory podsumowanie taktycznej zmiany, którą oglądamy na tym turnieju. - Posiadanie piłki wyszło z mody, bo to co dziś jest w cenie to momenty wspólnego tworzenia - mówi. Z Louisem van Gaalem, następnym przeciwnikiem w mundialu, Pinto też zdaje się znalazłby wspólny język.

Bryan Ruiz cieszy się z gola Bryan Ruiz cieszy się z gola Fot. DAMIR SAGOLJ

... Bryanie Ruizie

Skoro mamy już Mourinho Karaibów, to jest i karaibski Dymitar Berbatow. Bryan Ruiz potrafi z piłką zrobić wszystko, ale powinien grać z cygarem i kieliszkiem wina w dłoni. Nigdy mu się nie spieszy, obraża go pomysł nadstawiania karku w walce - takim go zapamiętali w Premier League po nieudanej przygodzie z Fulham (właściwie trzeba by napisać: czego dowiedzieliśmy się o Fulham, skoro miało jednocześnie jego i Berbatowa). Ale w kadrze jest takim Ruizem jakim był przed Fulham i po Fulham, czyli w FC Twente i PSV Eindhoven. Kapitan pełną gębą. Gol strzelony Włochom, teraz Grekom. Tak się przechodzi do legendy.

Więcej o: