Sport.pl

MŚ 2014. Algiera jak Bułgaria '94? Czekamy na sensacje w fazie pucharowej

Po raz ósmy w fazie pucharowej piłkarskich mistrzostw świata zagra 16 drużyn. Czy już w 1/8 finału dojdzie do takich sensacji, jakie świetnie pamiętamy z minionych turniejów? W sobotę pierwsze mecze o ćwierćfinał. O godz. 18 Brazylia - Chile, a o 22 Kolumbia - Urugwaj. Relacje na żywo w Sport.pl.
Alexis Sanchez Alexis Sanchez Fot. PAUL HANNA

Czas na szaleństwa czysto piłkarskie?

Gdyby w Belo Horizonte Brazylijczycy przegrali z Chilijczykami, bylibyśmy świadkami dużej niespodzianki. Ale czy sensacji? Alexis Sanchez i spółka do fazy pucharowej awansowali z grupy kosztem wciąż jeszcze aktualnego mistrza świata Hiszpanii. W bezpośrednim starciu pokonali najlepszy zespół ostatnich lat 2:0. Przed rozpoczęciem brazylijskiego turnieju nikt nie stawiał na takie rozstrzygnięcie, ale teraz akcje Chile stoją dużo wyżej.

Bukmacherzy uważają, że bardziej prawdopodobne jest ich zwycięstwo nad gospodarzem mundialu niż triumf Szwajcarii nad Argentyną albo Nigerii nad Francją, nie mówiąc o wygranej Algierii w starciu z Niemcami. Firma Fortuna na zwycięstwo "Listów Pustyni" oferuje kurs aż 10,5 przy kursach 7,5 na wygraną Nigerii, 7,2 na Szwajcarię i "tylko" 5,75 na Chile.

Wytypować zwycięstwo Algierczyków mogą chyba tylko tak szaleni ludzie jak ci, którzy przed mundialem stawiali, że Luis Suarez kogoś ugryzie. Ale przecież gwiazdor Urugwaju to zrobił. Teraz czas na szaleństwa czysto piłkarskie?

W historii mistrzostw świata niespodziewane wyniki notowano raczej w fazie grupowej, ale i z pucharowej, w której rozgrywanych jest mniej spotkań, pamiętamy kilka takich rozstrzygnięć, na jakie postronni kibice czekają i tym razem.

Bez Maradony, za to z Maradoną Karpat



Rumunia już dochodząc do 1/8 finału MŚ 1994 wyrównała swoje największe osiągnięcie w historii. O ćwierćfinał amerykańskiego mundialu zagrała z Argentyną - mistrzem świata sprzed z 1978 i 1986 roku, finalistą Mundialu '90. W grupie Rumuni pokonali Kolumbię i USA, ale doznali też klęski 1:4 ze Szwajcarią. Argentyńczycy rozpoczęli turniej znakomicie. Rozbili 4:0 Grecję, a jedną z bramek zdobył Diego Armando Maradona. Fani "Albicelestes" wierzyli, że ich idol znów poprowadzi zespół do tytułu, ale po drugim meczu i drugim zwycięstwie - 2:1 nad Nigerią - bóg piłki został wyrzucony z turnieju. Testy antydopingowe wykazały w jego organizmie obecność efedryny.

- Odcięli mi nogi - powiedział wtedy Maradona, próbując wytłumaczyć światu, że jest czysty, a za wszystkim, co złe stoją jego wrogowie. Wpadka Maradony odcięła prąd jego kolegom na ostatni mecz fazy grupowej. Argentyńczycy przegrali 0:2 z Bułgarią. Ale w 1/8 finału razem z Rumunami stworzyli jeden z najlepszych meczów w historii mistrzostw świata. W tym spotkaniu błyszczał Maradona Karpat, czyli Gheorghe Hagi. W Pasadenie, w obecności 90 tysięcy kibiców, kapitan Rumunów strzelił swojego trzeciego gola w turnieju, wcześniej popisał się rewelacyjną asystą przy bramce Iliego Dumitrescu na 2:1. Po sensacyjnym zwycięstwie drużyny Anghela Iordanescu 3:2 w ćwierćfinale uległa ona Szwecji po konkursie rzutów karnych (1:1 po 90 minutach, 2:2 po dogrywce), ale Haghi trafił do "jedenastki" turnieju, a Rumunia zanotowała taki występ w wielkiej imprezie jak nigdy wcześniej ani później.

Stoiczkow i Leczkow "wyleczyli" Niemców



Jeszcze większą sensację na mundialu w USA sprawili Bułgarzy. W 1/8 finału Christo Stoiczkow strzelił gola Meksykowi, to wystarczyło tylko do remisu 1:1, ale rzuty karne lepiej wykonywali koledzy asa Barcelony. W ćwierćfinale z Niemcami lider drużyny popisał się pięknym golem z rzutu wolnego na 1:1. A kapitalna "główka" Jordana Leczkowa dała Bułgarom zwycięstwo 2:1 nad mistrzami świata. Sprawcy sensacji przegrali później półfinał z Włochami (1:2) i mecz o trzecie miejsce ze Szwedami (0:4), ale i tak osiągnęli wynik, w który sami nie wierzyli po porażce 0:3 z Nigerią w pierwszym spotkaniu fazy grupowej. Stoiczkow został królem strzelców tamtego turnieju, a później zdobył Złotą Piłkę za rok 1994.

Lanie od Sukera



W 1998 roku, na mundialu we Francji, klasę w meczu z Niemcami potwierdził inny wielki piłkarz z Bałkanów. Debiutujący na mistrzostwach świata Chorwaci w ćwierćfinale z ówczesnymi mistrzami Europy kilkukrotnie ledwie wyszli z opresji (nacierali m.in. Juergen Klinsmann i Oliver Bierhoff), zanim w 40. minucie na bramkę Andreasa Koepkego popędził Davor Suker. Snajper Realu Madryt na pełnej szybkości minął Christiana Woernsa i pewnie już zastanawiał się, jak za chwilę strzelać na bramkę rywala, gdy niemiecki obrońca go przewrócił. Po czerwonej kartce dla rywala Chorwatom grało się dużo lepiej, a po golach Roberta Jarniego i Gorana Vlaovicia Suker dokończył dzieła zniszczenia, ustalając wynik na 3:0. Mundial Chorwaci skończyli na trzeciej pozycji, a Suker został jego królem strzelców.

Niemcy biją Maradonę i Messiego



Jeszcze jedna sensacja z udziałem Niemców i Maradony. Oczywiście w meczu tych zespołów wygrana żadnej ze stron nie jest niespodzianką, bo to wielcy, godni siebie rywale. Dlatego ziemia się trzęsie, kiedy jedni drugich biją tak, jak przed czterema laty w Kapsztadzie zrobili to Niemcy. Po ćwierćfinale MŚ w RPA ziemia zatrzęsła się pod Maradoną. Zespół Joachima Loewa miał potwierdzić, że już nie tylko potrafi prezentować wielką grę, ale też dojrzał do odnoszenia wielkich zwycięstw. Potwierdził do tego stopnia, że Maradona miał do wyboru albo zostać na stanowisku i dać się otoczyć ludźmi federacji, a poświęcić swoich współpracowników, albo odejść i przestać oszukiwać, że pod jego dowództwem Lionel Messi (nie strzelił w turnieju ani jednego gola) tak jak on w 1986 roku poprowadzi kadrę do tytułu. Maradona się nie ugiął, dlatego dziś tamten mecz pamiętamy jako jego kolejne, bolesne pożegnanie z kadrą "Albicelestes".

Korea (nie) do zapomnienia



O drodze Korei Południowej do półfinału mistrzostw z 2002 roku zapomnieć chciałby każdy szanujący się kibic. Guus Hiddink stworzył z graczy jednego z gospodarzy turnieju (drugim była Japonia) dobrą drużynę, która zyskałaby wielu fanów, gdyby największymi nie zostali sędziowie. Byron Moreno - oto autor sensacyjnego zwycięstwa Koreańczyków nad Włochami w 1/8 finału. Arbiter z Ekwadoru zaprezentował trzy kluczowe akcje w meczu wygranym przed zespół Hiddinka 2:1 po dogrywce. Przede wszystkim nie uznał gola Damiano Tomassiego i wyrzucił z boiska Francesco Tottiego za to, że widząc, jak jest faulowany w polu karnym, uznał że Włoch próbuje wymusić rzut karny. Poza tym Ekwadorczyk podyktował mocno kontrowersyjną "jedenastkę" dla gospodarzy (nie wykorzystali jej), a przez cały mecz i dogrywkę pozwalał im na bardzo ostrą grę. Po latach pan Moreno pomylił się, myśląc że stoi ponad prawem i nikt nigdy nie zrobi mu krzywdy, gdy będzie je łamał. Po zakończeniu kariery sędziego w 2010 roku został aresztowany w Nowym Jorku za przemyt heroiny.

Cały świat widział



- Uważajcie, czeka was to samo - przestrzegał Hiszpanów obrońca włoskiej kadry Christian Panucci. I miał rację, w ćwierćfinale 12., najważniejszym zawodnikiem gospodarzy, był sędzia. Egipcjanin Gamal Ghandour bramek dla Koreańczyków nie zdobywał, ale wystarczyło, że nie uznał dwóch goli, które strzelili Hiszpanie. Resztę podopieczni Hiddinka załatwili w rzutach karnych. Akcje z tego meczu do zobaczenia od 6. minuty i 40. sekundy, ale warto obejrzeć całość, by przypomnieć sobie atmosferę tamtych mistrzostw. Miejmy nadzieję, że sędziowie, którzy brazylijski mundial zaczęli źle, nie zbliżą się do poziomu, z Korei. Nawet jeśli już w 1/8 finału zagrożony odpadnięciem będzie zespół gospodarzy.

Więcej o: