Sport.pl

Mundial 2014. Johan Cruyff nie ma się dobrze, czyli pięć rzeczy których dowiedzieliśmy się z meczu Hiszpania - Holandia...

Van Gaal z wieloma osobami w futbolu żyje jak pies z kotem. Ale to niesamowite, jak jednocześnie wielu piłkarzy, którzy z van Gaalem pracowali, nie da na niego powiedzieć złego słowa. I to piłkarzy z różnych parafii - pisze w korespondencji z Brazylii dziennikarz Sport.pl Paweł Wilkowicz.
Holandia Holandia Fot. Natacha Pisarenko

...o Holandii.

Frans Hoek, wierny towarzysz Louisa van Gaala w Barcelonie, Bayernie a teraz w kadrze Holandii, ale też kiedyś trener bramkarzy w naszej reprezentacji za Leo Beenhakkera, gratulacji w Salvadorze nie chciał przyjmować. - To jest dopiero pierwszy mecz - mówił Sport.pl, przypominając, co się kiedyś stało z Holandią Marco van Bastena, która rundę grupową Euro 2008 przeszła jak huragan, ale potem nie wystarczyło jej siły na Rosję. I to Hiszpanie, nie Holendrzy, zaczęli wtedy swoje rządy w futbolu. W tamtych mistrzostwach Holandia też rozbijała błyskawicznymi kontratakami wielkich rywali: Francuzów, Włochów. Aż przechytrzył ją Guus Hiddink ze swoją rosyjską maszynką do biegania i kontratakowania. Tak czy owak, widać już, że to jest powiew zupełnie innego holenderskiego futbolu. Tam zawsze zderzały się dwie szkoły: szkoła pięknej gry Johana Cruyffa i szkoła wyników, sprytu, a dopiero w następnej kolejności piękna - z Beenhakkerem i Guusem Hiddinkiem jako najskuteczniejszymi nauczycielami. Louis van Gaal nigdy do żadnej z nich nie należał, bo lubi pięknie, ale jednocześnie jest skłócony z Cruyffem. A Cruyff ma od lat w holenderskiej piłce władzę sądzenia: jak wypada grać i dlaczego tak jak on chce.

Poprzednik van Gaala, Bert van Maarwijk, próbował stać na tej barykadzie okrakiem: z Holandii efektownej w eliminacjach zrobił nadal zwycięską, ale już siermiężną Holandię w mundialu 2010. Zaryzykował, i przegrał. Wprowadził Holandię do finału MŚ, pierwszego od 1978 roku, ale cruyffiści ciosali mu kołki na głowie. Van Gaal na razie zdaje się prowadzić drużynę w odwrotnym kierunku: w walce o mundial była przebudowywana i nie zawsze efektowna, teraz wystrzeliła. Jeśli to będzie trwać, Cruyff może niedługo zostać królem bez ziemi. Najpierw stracił wpływ na to co się dzieje w Barcelonie, gdy Joan Laporta musiał oddać władzę ludziom Sandro Rosella. A teraz jego wielki wróg - Cruyff ostatnią przebudowę Ajaksu, w roli konsultanta, zaczął od wykurzenia z klubu van Gaala, który miał być tam dyrektorem - może go pozbawić roli wyroczni w sprawach kadry. - Atmosfera w drużynie jest wspaniała, futbol też był znakomity. Moje podania: szybkie, z głębi, to był jeden ze sposobów na Hiszpanię jaki sobie ustaliliśmy przed meczem - mówił Daley Blind o swoich dwóch asystach. A dumny z niego ojciec Danny, legenda Ajaksu, dziś w sztabie van Gaala, tłumaczył Sport.pl, że przeciw Hiszpanii kluczowe było odejście od ustawienia 4-3-3, czyli tego którego przez lata strzegł Cruyff. - Wystawiliśmy z przodu dwóch piłkarzy, bo nie mogliśmy się z Hiszpanią ścigać na kreowanie gry. Skupiliśmy się na kreowaniu przestrzeni. I dlatego wygraliśmy.

Hiszpania - Holandia 1:5 Hiszpania - Holandia 1:5 Fot. Bernat Armangue

...o Hiszpanii.

Pogrzebów tiki-taki było ostatnio tyle, że to cud iż na nieboszczkę można jeszcze raz zrzucić winę i że w ogóle na mundial dotarła. Szkoda już czasu - bo wszyscy wiedzą swoje - na tłumaczenie, że tiki taka, ta która podbiła świat, nie polega na zanudzaniu rywala podaniami. Że to, jak w każdym nowoczesnym systemie gry, szukanie i szybkie wykorzystywanie tych momentów, gdy przeciwnik jest zaskoczony, więc kontratak jest w nią wpisany. Wszystko być może sprowadza się do tego, że ikony tego stylu młodsze już nie będą, i że może nie przyjdzie po Xavim i Inieście szybko, a może nie przyjdzie wcale, ktoś tak doskonały. To sugerował przed turniejem Koke, podsuwany jako młodszy, dynamiczniejszy kandydat do zastąpienia Xaviego: zapomnijcie, że będzie drugi Xavi, tacy rodzą się raz i będzie się trzeba wymyślić na nowo. A razem z Xavim odejdą nie tylko podania, ale i mądre przywództwo. Drugi z duetu tych mądrych przywódców, Iker Casillas, miał w Salvadorze koszmarny wieczór. Gorzej już być nie może i w tym nadzieja del Bosque. Tyle że już nie przekona piłkarzy tak łatwo, jak cztery lata temu po porażce ze Szwajcarią na inaugurację, że trzeba dalej spokojnie robić swoje. Hiszpania miała swoje momenty - Xavi z Iniestą też - prowadziła, ale potem statek przeciekał w tylu miejscach, że sam spokój nie wystarczy.

...o van Gaalu.

Może wreszcie jedna z najbardziej fascynujących postaci futbolu ostatnich 20 lat doczeka się miejsca na pomniku. Nie ułatwiał sobie tego dotychczas, bo choć jest specjalistą od pięknego futbolu, to jest też kolekcjonującym zadry, mało skłonnym do kompromisu awanturnikiem. Można powiedzieć: wypisz wymaluj Alex Ferguson, w którego buty ma od nowego sezonu wejść w Manchesterze United. Ale Ferguson był jednak bardziej wyrachowany. Umiał omijać ściany, przez które van Gaal próbuje się przebijać. On chce być Rinusem Michelsem, ale nie zauważa, że świat się zmienił, już się nie da dziś wyegzekwować od piłkarzy takiego posłuszeństwa. A do tego jest ekscentrykiem, który paple czasem, co mu ślina na język przyniesie (np. opowiada dziennikarzom że jest bardzo ciepły i z żoną zawsze śpią na łyżeczkę, albo wypija za dużo podczas fety Bayernu i nazywa się bestią imprezowania) i potem w chwilach porażek staje się łatwym celem szyderstw.

Może dlatego, choć ubijał drogę i dla wielkiej Barcelony - a przez to i dla Hiszpanii - i dla wielkiego Bayernu, a przez to dla kadry Niemiec (trenera nazywano tam przecież swego czasu Jogi van Gaal, tak mocno się inspirował), to zaszczyty zbierali inni. Co do jego futbolu, sporów chyba nie ma: van Gaal to wyjątkowy spec od wyławiania młodych talentów, od zamieniania drużyny w efektowny automat. On był nawet bardziej wyznawcą tiki-taki niż Guardiola, większym dogmatykiem. Bo on po prostu wszystko lubi robić bardziej. I w piątek w Salvadorze z tym właśnie zapałem unicestwił to co kiedyś sam w Hiszpanii pomagał stworzyć.

Robin van Persie Robin van Persie Fot. TONY GENTILE

...o van Persiem.

Trzeba się jeszcze raz odwołać do van Gaala, żeby lepiej zrozumieć dlaczego właśnie z nim Holender wreszcie zagrał naprawdę wielki mecz w wielkim turnieju, jako lider, a nie ktoś kto może się schować w cieniu. Van Gaal z wieloma osobami w futbolu żyje jak pies z kotem, gonił z drużyny takie sławy jak Juan Roman Riquelme czy Luca Toni, którego kiedyś na odprawie Bayernu wyciągnął za ucho z krzesła, gdy Włoch przysypiał. Ale to niesamowite, jak jednocześnie wielu piłkarzy, którzy z van Gaalem pracowali, nie da na niego powiedzieć złego słowa. I to piłkarzy z różnych parafii, od Patricka Kluiverta, który miał opinię niezbyt poważnie traktującego swój zawód, więc niby był skazany na wojnę z van Gaalem - a jest jego asystentem - po poważnego Franka de Boera, który niedawno powiedział, że van Gaal to najlepszy taktycznie trener z jakim kiedykolwiek pracował. Tych, którzy z van Gaalem dobrze żyją łączy chęć do ciągłej nauki. Van Persie, zapalony analityk własnej i cudzej gry, mówi że jeszcze z żadnym trenerem nie łączyła go tak silna więź jak z van Gaalem, czuje zaufanie, wie co ma robić na boisku. Dziś w Holandii, niedługo w Manchesterze.

... o mundialu.

W przeciwieństwie do Sao Paulo, Salvador po swoim pierwszym meczu powodów do dumy ma niewiele. Niezwykłe miasto, najbardziej afrykańskie poza Afryką, z kolonialnym urokiem, świetną kuchnią, pięknymi plażami, było w piątek przede wszystkim miastem złych oznaczeń albo braku oznaczeń, i ludzi którzy brak pomysłu na dobrą organizację nadrabiali pewnością siebie. Ruch w mieście w pewnym momencie zupełnie stanął, pod stadionem nie sposób było dotrzeć szybko do właściwego wejścia. Następna próba już w poniedziałek: Niemcy - Portugalia, czas naprawiania błędów.

Więcej o: