Sport.pl

MŚ 2010. Korespondenci Sport.pl napadnięci w RPA

W czwartek po południu korespondenci Sport.pl i "Gazety Wyborczej" Michał Pol, Rafał Stec i operator wideo Bartosz Buk zostali napadnięci nieopodal stadionu Ellis Park w Johannesburgu. Ukradziono im m.in. laptopa z materiałami.
- Słońce zachodziło już nad Joe Slovo Drive, ale było jeszcze jasno. Przesuwaliśmy w korku bardzo powoli. Do biura prasowego na stadionie Ellis Park został może kilometr. Ja prowadziłem naszego yarisa, Rafał na tylnim siedzeniu kończył wklepywać w laptopa tekst o Ghanie na wczesny deadline - pisze na swoim blogu Michał Pol 

- Nie widziałem, jak wybijali szybę. Usłyszałem dźwięk roztrzaskiwanej szyby, zobaczyłem opadające pokruszone szkło, dwa typy wrzasnęły, żebym oddał laptopa bez awantur. Przeleciało mi przez głowę wszystko, czego się nasłuchałem - napastnicy często lub wręcz zazwyczaj mają broń, więc wykonuj polecenia, nie buntuj się, nie spoglądaj prosto w oczy (prowokuje) ani nie opuszczaj wzroku (strach ich nakręca). Michał chciał wyskoczyć z samochodu, na chwilę zatrzymał go pas, o którym zapomniał. Wreszcie wyskoczył, ale natychmiast się wycofał - kierowca sąsiedniego samochodu wykonał już gest podrzynania gardła, bezgłośnie ostrzegał, że jeśli Michał nie znieruchomieje, skończy wiadomo jak. Inni uderzyli w klaksony. Gromadnie, harmider szedł prawie wuwuzelowy - na blogu relacjonuje Rafał Stec.

- W centrum prasowym na Ellis Park, z którego pierwszego dnia ochroniarz nie chciał nas wypuścić jeśli nie parkujemy gdzieś blisko, bo "to zła dzielnica, dużo tu złych ludzi" bardzo się sprawą przejęto. W pewnym momencie otaczało nas ponad 10 policjantów. - Niestety tak bywa, kiedy dojrzą w wozie coś cennego. Trzeba uważać na sprzedawców flag i pamiątek na skrzyżowaniach. Broni nie użyli, bo wyciągają ją, kiedy ktoś się im stawia albo wyciąga własną - powiedział nam kapitan Jeppe Saps, który zajął się naszą sprawą - pisze jeszcze na blogu Pol.

- Mundial w RPA przeżywam coraz pełniej. Obrobili mnie z komórki na stacji benzynowej; straciłem głos, co słychać na niektórych wideo poupychanych w portalu; pchaliśmy po autostradzie samochód, w którym zabrakło paliwa; nakręciliśmy kilka filmików o mundialu wspólnie z rdzennymi mieszkańcami: słoniami, żyrafami, krokodylami; teraz pokazowo mnie napadli i ocalałem, tylko z kilkoma zadrapaniami po szybie - podsumowuje Stec.

Pełną relację ze zdarzenia znajdziecie na blogach Michała Pola i Rafała Steca.

Więcej o: