Sport.pl

Mundial 2010. RPA - Francja. Czy ogry pomogą gospodarzom?

Przed ostatnim meczem fazy grupowej kibice RPA zastanawiają się, dlaczego ich reprezentacja zagrała na mundialu tak słabo, a piłkarze kłócą się z trenerem Carlosem Alberto Parreirą. Atmosfera w reprezentacji Francji jest jeszcze gorsza.
Obie drużyny w dwóch meczach uciułały po punkcie. By awansować, muszą we wtorek wysoko wygrać i liczyć na to, że spotkanie Meksyku z Urugwajem nie zakończy się remisem. Podział punktów w Rustenburgu sprawia, że RPA i Francja nie mają szans na awans.

W sukces gospodarzy wierzy już chyba tylko Shrek. W reklamie czwartej części filmu zielonego stwora ubrano w koszulkę reprezentacji RPA, jego kumpel osioł siedzi mu na karku. "Wszystkiego dobrego Bafana Bafana. Ogry są z tobą - mówi Shrek.

- To już koniec, nie ma co robić sobie nadziei. Jesteśmy bardzo zawiedzeni. Nie liczyliśmy na miejsce w czwórce, ale awans do fazy pucharowej wydawał nam się realny - mówił mi taksówkarz z Kapsztadu.

Dziennikarze prawdopodobieństwo awansu porównują do szans na olimpijskie medale lekkoatletów Suazi. Jedno z najmniejszych afrykańskich państw do Pekinu wysłało czterech sportowców, dwójka lekkoatletów zajmowała miejsca pod koniec piątej dziesiątki. "Łatwiej uwierzyć, że Jacob Zuma nie ożeni się kolejny raz niż w awans" - pisze "Sunday Times". Prezydent RPA ślubował pięć razy, ostatnio w styczniu.

Bardziej niż meczem z Francuzami gospodarze zajmują się wyjaśnieniem, dlaczego mundial, do którego przygotowywali się sześć lat, kończy się katastrofą.

Doraźną odpowiedzią wydają się konflikty w kadrze. Drużyna podzieliła się w każdy możliwy sposób. Czarni nie rozmawiają z białymi, a siedzący na ławce rezerwowych piłkarze z prowincji KwaZulu-Natal uważają, że trener Carlos Alberto Parreira faworyzuje tych z Soweto. Wszyscy mają pretensje do Brazylijczyka o przygotowaną na mundial taktykę. - Nie mieliśmy planu na Urugwaj, zagraliśmy tak samo jak z Meksykiem. My wystawiliśmy jednego napastnika, a Urugwaj trzech, bo chciał strzelać gole. Katlego Mphela nie czuje się dobrze, jeśli nie ma partnera w ataku. W dodatku, gdy pierwszy się zawalił, nie mieliśmy planu B - mówi anonimowo piłkarz reprezentacji RPA.

Wielu uważa jednak, że na mundialu reprezentacja płaci za powszechną w południowoafrykańskim futbolu prowizorkę, a publicysta "Sunday Times" twierdzi, że wychowani w atmosferze strachu południowoafrykańscy gracze mają zniszczone charaktery.

Steven Pienaar z Evertonu urodził się w dzielnicy rządzonej przez gangi. Jego rodzina telewizję oglądała tylko na podłodze. W czasie okolicznych strzelanin miejsce w fotelu groziło śmiercią. Aaron Mokoena długo był przez matkę ubierany jak mała dziewczynka, by nie sprowokować tragedii. "W Argentynie i Brazylii młodzi piłkarze mają podobne problemy. Ale futbolowa kultura w tych krajach jest rozwinięta, a nasza rozbita. Piłka w RPA potrzebuje rewolucji społecznej. Szkół, domów i infrastruktury" - tłumaczy publicysta.

Francja strukturalnych zmian nie potrzebuje, gdyby brać pod uwagę wyłącznie umiejętności piłkarskie, można by nawet uwierzyć w jej awans. Ale wicemistrzowie świata przegrywają turniej nie przez niedokładne podania i niecelne strzały, ale przez wojnę domową na zgrupowaniu. Autobus reprezentacji Francji przypomina wyjęte spod prawa slumsy, gdzie każdy może cię uderzyć, w najlepszym wypadku obrazić. W przerwie meczu z Meksykiem fatalnie grający Nicolas Anelka nazwał trenera Raymonda Domenecha "skurw..." i kazał mu się "odpie...". Rozmowę opublikowały francuskie dzienniki. Trener wyrzucił napastnika Chelsea z kadry, ale drużyna uznała, że prawdziwym problemem nie jest ich kolega, tylko szpieg, który rozmowy z szatni przekazuje dziennikarzom. W ramach poparcia dla Anelki Francuzi nie wyszli w niedzielę na trening. Poszukiwaniem zdrajcy zajął się kapitan Patrice Evra i zaatakował podejrzanego fizjologa Roberta Duverne. - Nasz futbol jest w katastrofalnej sytuacji - przyznał wiceprezes związku Christian Teinturier.

Łatwo sobie wyobrazić, że w drodze powrotnej Francuzi wywołają bójkę w samolocie, a w konflikt zaangażują pilotów i stewardesy. Resztki wizerunku reprezentacji próbuje więc ratować Nicolas Sarkozy. Francuski prezydent poprosił minister zdrowia Roselyne Bachelot, by spróbowała zapanować nad kadrą.

Wybrał świetnie. Nikt na MŚ nie zjednoczył piłkarzy Domenecha bardziej niż pani minister. Gdy Bachelot skrytykowała francuską federację za wybór hotelu na mundial, jednego z najbardziej luksusowych w Afryce, gdzie doba kosztuje 615 euro, wściekli piłkarze odmówili spotkania z panią minister. To jedyna rzecz, którą zrobili w RPA razem.