Sport.pl

MŚ 2010. Grupa B: Argentyna, Grecja, Korea Południowa, Nigeria

- Jak zdobędziemy mistrzostwo świata, to obiegnę nago obelisk w centrum Buenos Aires - zapowiedział trener Maradona. Czyżby "Boski Diego" dawał do zrozumienia, że cel Argentyny jest aż tak odległy?
Maradona złożył deklarację tuż po rozgromieniu 5:0 Kanady w meczu towarzyskim. Dodał, że jego rodacy nie powinni martwić się o reprezentację, bo Argentyna piłkarzy ma znakomitych.

Polemizować z tym trudno, bo rzut oka na powołanych napastników wywołuje zawrót głowy - Lionel Messi, Diego Milito, Gonzalo Higuain, Carlos Tevez, Sergio Aguero to światowa czołówka.

Ponad wszystkimi unosi się oczywiście Messi, i to ma być jego mundial. - On jest lepszy niż ja na mistrzostwach w 1986 roku - mówi Maradona o piłkarzu Barcelony, który w minionym sezonie zdobył w sumie aż 47 bramek. Messi w kadrze prezentował zwykle niższą formę niż w klubie, ale Maradona chce zostawić mu wolną rękę na boisku i liczy na to, że znajdzie w jego osobie prawdziwego lidera, że Messi pójdzie w jego ślady i poprowadzi drużynę do mistrzostwa świata, tak jak on sam zrobił to 24 lata temu.

Nie wiadomo jednak, jakim liderem będzie sam trener. Po szalonym Maradonie można spodziewać się wszystkiego - "Boski Diego" potrafił już publicznie kłócić się z Juanem Romanem Riquelme, który ostatecznie zrezygnował z gry, po awansie tak wyzywał dziennikarzy, że FIFA zawiesiła go na dwa miesiące, a ostatnio w drodze na konferencję prasową przejechał samochodem po nodze kamerzysty. Nieszczęśnika odwieziono do szpitala, ale wcześniej Maradona zdążył go nazwać "dupkiem".

Maradona ma łatwość wpadania w najróżniejsze kłopoty w sytuacjach niezwiązanych z futbolem - niedawno jego własny pies pogryzł go tak, że konieczna była drobna operacja twarzy - lecz to jednak wątpliwa umiejętność kierowania drużyną jest najczęstszym tematem analiz możliwości Argentyńczyków. Czy nieobliczalny trener będzie umiał poskromić samego siebie, a potem pomóc zawodnikom w trakcie tak trudnego turnieju?

Na razie Maradona nie dał ku temu przesłanek - w eliminacjach zespół grał przeciętnie, proces selekcji zawodników na mundial był dyskusyjny. W niespełna dwa lata "Boski Diego" przetestował ponad setkę piłkarzy, ale przy wyborze szerokiego składu na mistrzostwa pominął doświadczonych zawodników od zadań defensywnych - Javiera Zanettiego i Estebana Cambiasso, którzy byli filarami zwycięzcy Ligi Mistrzów Interu Mediolan. José Mourinho musiał kręcić głową ze zdziwienia.

Z Mourinho Maradonę łączy tylko oryginalność publicznych wystąpień. U Argentyńczyka system gry zastępuje bogactwo gwiazd, którymi na boisku kierować ma Messi. Dwóch lub nawet trzech napastników wspierać będą doświadczeni pomocnicy, wśród których 35-letni Juan Sebastian Veron ma być dla Messiego tym, kim w Barcelonie są Xavi lub Andres Iniesta.

W obronie - szczególnie w bramce - asów jednak brakuje (trójka bramkarzy ma w sumie 13 spotkań w reprezentacji), a bilans Argentyńczyków po srebrnym roku 1990 to zaledwie dwa awanse do ćwierćfinału na czterech kolejnych turniejach. Wieczny faworyt rozczarowywał.

Grupowi rywale Argentyńczyków kłopotów bogactwa nie mają, a ich trenerzy nie obiecują obiegania narodowych pomników bez majtek na wypadek mistrzostwa. Nie obiecują, ponieważ dla każdej z tych drużyn sukcesem będzie wyjście z grupy. Nie obiecują, bo to nie w stylu ich szkoleniowców. Otto Rehhagel, Lars Lagerback i Huh Jung-moo są statecznymi panami, którym nie w głowie szalone deklaracje w stylu Maradony.

Grecy z 72-letnim generałem Rehhagelem raczej nie olśnią grą ofensywną, ale na wygrane 1:0 z Nigerią i Koreą - po bramkach strzelonych ze stałych fragmentów gry - ich stać. Nawet mimo że od czasu niespodziewanego triumfu w mistrzostwach Europy w 2004 roku Grecy zawodzą i nie pomaga nawet "Rehakles". Na mundialu w Niemczech ówczesnych mistrzów Europy zabrakło, broniąc tytułu w Austrii i Szwajcarii Grecy w złym stylu przegrali trzy mecze.

Czy porażki w RPA mogą pogłębić grecką depresję? Kryzys sprawił, że na mundial leci niewielu dziennikarzy, do Afryki uda się zapewne mniejsza liczba kibiców. Jeśli piłkarze wrócą stamtąd tak, jak 16 lat temu z mundialu w USA (Grecja przegrała 0:4 z Argentyną, 0:4 z Bułgarią i 0:2 z Nigerią), będzie nieciekawie.

Nigeryjczycy zaczną turniej od meczu z Argentyną, a Lagerback ma być gwarantem, że w przypadku porażki w drużynie nie dojdzie do tradycyjnego obwiniania siebie nawzajem i rewolucji w składzie. Nigerii brakuje piłkarzy wybitnych, ale w składzie są solidni zawodnicy grający od lat w Premier League (Yobo, Mikel, Aiyegbeni) i innych silnych ligach. Szefowie federacji przed pracującym z kadrą od trzech miesięcy Lagerbackiem stawiają wysoki cel awansu do półfinału, ale świetnym wynikiem będzie już ćwierćfinał.

Koreańczycy odgrażają się, że wreszcie mają silny atak ze skrzydłowym Manchesteru United Park Ji-sungiem na czele, ale nawet nie wspominają o powtórzeniu sukcesu sprzed ośmiu lat, kiedy prowadzeni przez Guusa Hiddinka awansowali do półfinału. Teraz zadowolą się wyjściem z grupy, bo świetnie pamiętają statystykę, która mówi, że z 17 mundialowych spotkań rozegranych poza Koreą wygrali tylko jedno.

Więcej o: