Sport.pl

MŚ 2010. W RPA potańczą z piłką. Też o mistrzostwo

W Republice Południowej Afryki rozpoczyna się dzisiaj mały mundial. Naprawdę maleńki. Red Bull Street Style potrwa zaledwie trzy dni, nie padną na nim gole, ale wystąpi Polak.
Jest nadzieja, że Mandela otworzy mistrzostwa »

Kto zobaczyłby, jak żonglują piłką - np. na londyńskim lotnisku Heathrow, skąd wielu z nich odlatywało do Kapsztadu - w pierwszej chwili zacząłby pewnie sprawdzać w pamięci, czy nie zna ich z wieczorów z Ligą Mistrzów. A zaraz potem zapytać - bo w Lidze Mistrzów na pewno ich nie widział - czy nie zmierzają na zlot kandydatów na następców Ronaldinho lub Messiego.

Red Bull Street Style to konkurencja nowa, dopiero próbująca stać się prawdziwym sportem, istniejąca od schyłku poprzedniej dekady. Polega na takim podbijaniu piłki stopą, kolanem, udem, głową i w ogóle wszystkimi członkami - w wyjątkowych przypadkach można nawet pomóc sobie dłonią - żeby oczarowani jurorzy przyznali za występ możliwie wysoką notę. Na wynik wpływa bowiem przede wszystkim trudność zaprezentowanych trików, ale również wrażenia estetyczne. Kto chce wygrać, ten oczywiście nie może spuścić piłki na ziemię.

Pamiętacie Janusza Chomontka, nałogowego bywalca Księgi rekordów Guinnessa, który potrafił podbijać piłkę bez końca, nawet podczas 100-kilometrowego marszu? We Free Style'u ma być krócej (pojedynki trwają najwyżej kilka minut), ale bardziej widowiskowo. Niektórzy żonglują, stojąc na rękach, inni w trakcie ekwilibrystyki przypominającej breakdance.

Uprawiają tę konkurencję chłopcy (nastoletni) i młodzi mężczyźni (weterani dobijają do trzydziestki, przekraczają ją nieliczni), o drobnych zazwyczaj sylwetkach, którzy wezmą udział w trzecich już mistrzostwach świata, czyli Światowym Finale Red Bull Free Style. 58 zawodników ze wszystkich kontynentów dzisiaj i jutro rywalizować będzie w rundzie grupowej, a 16 najlepszych - w środę w pucharowej. Wszyscy zaproszeni wygrali wcześniej eliminacje krajowe. W Polsce najlepszy był Łukasz Chwieduk, niespełna 17-latek z pomorskich Kępic, jeden z najmłodszych uczestników imprezy w Kapsztadzie. Faworytem jest broniący tytułu Francuz Sean Garnier.

Ani on, ani jego rywale nie zostaną następcami Messiego. Choć kopią piłkę, to nigdy na boisku. Nawet jeśli zaczynali od uprawiania regularnego futbolu, lubią podkreślać, że zajmują się zupełnie innym sportem. Wielu nie ogląda meczów i nie ma pojęcia, czy Real albo Manchester United wciąż mają szansę na wygranie Ligi Mistrzów, czy już odpadły. Zresztą gwiazdorów muraw techniką pewnie by przyćmili - rzecz jasna pod warunkiem, że boisko miałoby powierzchnią stołu do ping-ponga.

FIFA spodziewa się w RPA 95% frekwencji czytaj tutaj »


Więcej o: