Sport.pl

Reprezentacja Polski. Świetny rok kadry Nawałki. Przeżyjmy to jeszcze raz

Kilka tysięcy pokonanych kilometrów, jeszcze więcej złożonych liter i zdań. Przygotowaliśmy podsumowanie roku, który korespondenci Sport.pl przeżyli śledząc reprezentację Polski. Nic lepiej nie odda tych wrażeń, niż teksty pisane na gorąco, chwilę po meczu, po wywiadach i w pędzie na kolejne spotkanie. Tak o biało-czerwonych z Polski, Francji i Rumunii pisali Paweł Wilkowicz, Michał Zachodny i Michał Okoński.
Casting zakończony, odzyskane prawe skrzydło

Polska 1:0 Serbia - CAŁY TEKST

"Na trio Borussii Dortmund zespół na Euro 2012 chciał oprzeć Franciszek Smuda, u Waldemara Fornalika także ci piłkarze mieli być najważniejsi. Nawałka takiego komfortu nie miał, bo za jego kadencji Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek leczyli długie urazy, tylko Robert Lewandowski spektakularnie rósł.

Wydawało się, że Nawałka ma problem z trafieniem do skrzydłowego, że widzi go w drużynie, ale coś się nie klei. Dopiero środowy mecz z Serbią (1:0) dał odpowiedź na pytanie, czy Błaszczykowski w ogóle kadrze może się na Euro 2016 przydać. Kibice traktowali jego gola jako przypieczętowanie miejsca w kadrze na ME, ale kluczem było coś zupełnie innego. Po raz pierwszy od trzech lat Błaszczykowski i Piszczek rozegrali na jednym skrzydle reprezentacji całe spotkanie.

Wrócili także do tego, co potrafią najlepiej: współpracy opartej na niemym porozumieniu, uzupełniania się i asekurowania. Zwłaszcza w defensywie było to kluczowe, bo Serbowie atakowali głównie ich skrzydłem. Jednak Błaszczykowski zaliczył najwięcej prób odbiorów ze wszystkich Polaków, Piszczek z kolei był najskuteczniejszy w przechwytywaniu podań rywali. W ofensywie poza nimi drużyna Nawałki wypadła blado - to ich duet zagrał wszystkie sześć dokładnych podań w pole karne rywali. Prawy obrońca Borussii uczestniczył w największej liczbie ataków (40), kombinacja podań między nimi była drugą najwyższą (25 zagrań) w zespole."

Bez wniosków po jedynej porażce

Polska 1:2 Holandia - CAŁY TEKST

"Holendrzy w Gdańsku zrobili po prostu to, na co się z nimi umówiliśmy: pokazali kadrze jej braki, żeby tego tak łatwo nie zrobiły Irlandia Północna czy Niemcy.

Świetnie, że się Holendrom chciało. Kilka dni temu z Irlandią zagrali jak za karę i ledwo uratowali remis, a na Polskę wyszli z dobrym planem i dobrym nastawieniem. Robert Lewandowski pewnie może powiedzieć co innego, bo kopali go bez pardonu i jeszcze dołożyli z liścia, ale przecież tak właśnie będzie 12 czerwca z Irlandią Północną. Faule na Lewandowskim i Arkadiuszu Miliku na zmianę, przez różnych rywali, tak żeby nie wpaść w oko sędziemu. Nicea albo śmierć.

Nie znoszę sparingów. A jeszcze bardziej: wyciągania z nich kategorycznych wniosków. Zwłaszcza z drugich połów, gdy każdy trener wymienia pół drużyny. Świetnie, że towarzyskiego grania jest coraz mniej, a lukę wypełni Liga Narodów. Ale jeśli już takie sparingi są, i mają jakiś sens, to właśnie taki, żeby dostać dobrą lekcję. Sprawdzić, ile brakuje i czy brakuje. Znakomicie, jeśli się przy okazji uda wygrać. Ale od pokrzepiania serc są mecze o punkty. Zapomnieliśmy już o tym, ale taka była właśnie przez długi czas kadra Adama Nawałki: nie do oglądania w meczach towarzyskich, a gdy przychodziło do meczów o punkty - zbierała je. Bo to jest drużyna, która szanse na sukces ma tylko wtedy, gdy daje z siebie wszystko. W eliminacjach tak grała. W pierwszych meczach towarzyskich po awansie też dawała. Ale wtedy trwał casting do kadry na Euro. A przed Holandią casting się skończył. Zaczęły się inne kalkulacje. I wiele można powiedzieć o reprezentacji z Gdańska ale nie to, że była przygotowana tak, by dać z siebie wszystko."

Eksperyment z Kapustką, jako zasłona przed Irlandią Północną

Polska 0:0 Litwa - CAŁY TEKST

"Pierwsze minuty były dla Kapustki bolesnym zderzeniem z inną rzeczywistością. Piłkarz taki jak on, z naturalnym talentem do gry ofensywnej, zawsze patrzący w kierunku bramki rywala, przeciwko Litwie musiał przede wszystkim patrzeć na kolegów z obrony. Wychodziło mu to słabo, często był zawieszony między ofensywą i defensywą. Grzegorz Krychowiak popędzał go ze zdenerwowaniem, by pomagał Kubie Błaszczykowskiemu w ataku, później ustawiał w obronie, gdy młodszy kolega znów nie zdążył ze wślizgiem.

Inna sprawa jest taka, że my nadal niewiele o formie defensywy Polaków wiemy. Kapustka dostał lekcję, ale wcale nie lepiej zagrali bardziej doświadczeni defensorzy, np. Kamil Glik czy Artur Jędrzejczyk (z Holandią). Jakub Wawrzyniak dał na lewej obronie tyle, że po prostu kadra miała tam zawodnika lewonożnego. Michał Pazdan i Thiago Cionek grali nerwowo, Bartosz Salamon dostał jedynie 45 minut szansy, podobnie jak cierpiący na problemy żołądkowe Łukasz Piszczek. 19-latek może poważnym planem na Euro nie jest, ale nawet jeśli dla Nawałki to daleka perspektywa, czy nie powinny ostatnie mecze być okazją na zgranie podstawowej czwórki obrońców? Odpowiedź dostaniemy dopiero w niedzielę w Nicei."

Zachwyt nad nastolatkiem

Polska 1:0 Irlandia Północna - CAŁY TEKST

"Rok temu Bartosz Kapustka uchodził za kolejne rozpieszczone dziecko polskiego futbolu, bo rzucił w twarz trzecioligowca, że zarabia kilka razy więcej od niego. A w niedzielę w Nicei przedstawił się międzynarodowej publiczności jako jeden z największych talentów mistrzostw Europy. Do tego ledwie 19-letni, czyli jedyny nastolatek, który w turnieju wyszedł w podstawowym składzie.

Wybór Kapustki okazał się nie sensacyjny, ale najlepszy z możliwych. I po występie pełnym pewności siebie, ale też jakości. Gary Lineker, były wybitny angielski napastnik a obecnie piłkarska twarz BBC, pisał na Twitterze, że 19-latka jeszcze zobaczymy w wielkim futbolu, określając jego talent mianem "pysznego". Człowiek, który strzelił dla swojego kraju 48 goli z pewnością wie jak poznać talent. A Rio Ferdinand, który zaliczył 81 spotkań w barwach Anglii pisał o inteligencji polskiego zawodnika.

Młodzieniec z Cracovii rozpoczął mecz tak, jakby wychodził na kolejne spotkanie ekstraklasy a nie swój debiut na międzynarodowym turnieju. Bez kompleksów i strachu, gdy w odstępie sekundy dwóch Irlandczyków atakowało go wślizgami. On im uciekał, inteligentnie podawał oraz pojawiał się we właściwych miejscach. Jak sześć minut przed przerwą, gdy podbił sobie piłkę dwa razy w zamieszaniu przed polem karnym i oddał piękny, ale obroniony przez Michaela McGoverna strzał."

Jest plan, jest impreza

Polska 0:0 Niemcy - CAŁY TEKST

"Na to, co zrobił Arkadiusz Milik, trzeba zdecydowanej reakcji. Bardzo zdecydowanej: - Nic się nie stało.

Niemcy mieli piłkę, Polska miała pomysł i sytuacje. Tak wyglądał ten mecz. Remis z Paryża był bardzo głośną deklaracją intencji tej drużyny: nikt w Euro 2016 nie będzie miał z Polakami łatwo. W tym turnieju, w którym tak często drużyny pełne talentów grają jakby nie miały trenera ani planu, Polska już dwa razy pokazała, że tu jest i dowódca i dobre pomysły. Polacy zagrali jak włoscy marines Antoniego Conte z Belgią. Nie wygrali, w przeciwieństwie do Włochów. Ale sytuacje na 2:0 mieli. Znakomite.

Warszawa i Frankfurt. To są dwa punkty odniesienia dla polskiej piłki w ostatnich latach. Warszawa, zwycięstwo z Niemcami, po grze w której więcej było bohaterstwa i dobrego planu niż jakości. I Frankfurt, mecz w którym była jakość, odwaga, ale nie było wyniku. Warszawa i Frankfurt, wynik kontra styl. A Paryż będzie gdzieś pośrodku. Polacy nie mieli w planie, żeby na Stade de France Niemcom dorównać w posiadaniu piłki. Ale nie mieli też zamiaru cofać się do obrony jak w Warszawie. Szukali równowagi: stwarzania sytuacji, za które nie zapłacą opuszczeniem gardy. Skończyło się remisem, który cieszy i wiele daje. Choć zostawia też niedosyt. Bo Polacy mieli jakość i wielkie serca. To jest drużyna, która rośnie razem z przeszkodami stającymi na jej drodze. Rozstała się z "jakoś to będzie", jej mottem w poprzednich mistrzostwach Europy. Ta reprezentacja zaczyna mecz z odrobionymi lekcjami o przeciwniku, z planem."

Zwycięzców się sądzi

Polska 1:0 Ukraina - CAŁY TEKST

"Wszystko naprawdę bardzo fajnie: po raz pierwszy w historii wyszliśmy z grupy na mistrzostwach Europy, po raz pierwszy w historii wygraliśmy dwa mecze, po raz pierwszy w historii osiągnęliśmy ten sukces nie tracąc gola itd., itp. "Jest pięknie", jak przekonują nas okładki dzisiejszych gazet. Tym piękniej, że w związku z wczorajszą porażką Hiszpanów zmieniła się sytuacja w parach, które natrafią na siebie podczas fazy pucharowej: nie będziemy grać z obrońcami tytułu w ćwierćfinale i w związku z tym nasza droga do finału będzie przypominać autostradę. Serio, mówimy już o drodze do finału.

Okropnie nie chcę psuć nikomu zabawy - pojechaliśmy w końcu na ten turniej się bawić i może również dlatego zdołaliśmy bez większych problemów wyjść z grupy - ale mam wrażenie, że inny mecz wczoraj oglądałem. Polacy z Ukrainą grali chaotycznie i bez jakiejkolwiek kontroli nad boiskowymi wydarzeniami. Autostrada? Owszem, mieli ją na skrzydłach Jarmolenko i Konoplanka. Ile razy w pomeczowych sprawozdaniach przeczytaliście o aż dziewiętnastu strzałach Ukraińców? To już Niemcy uderzali na naszą bramkę tylko szesnaście razy. Owszem, wiele z tych strzałów zdołali w ostatniej chwili zablokować Glik z Pazdanem, ale w co najmniej kilku przypadkach polskich obrońców zabrakło przy rywalu i jedynym ratunkiem była jego nieskuteczność. Widzieliście, jak główkuje najniższy na boisku Zinczenko? A policzyliście może podania Jodłowca? Celnych: tylko dwadzieścia jeden, niecelnych aż jedenaście. Zważcie: mówimy o piłkarzu środka pola, który rozegrał pełne spotkanie. O postawie Piotra Zielińskiego najwięcej powiedziała decyzja Adama Nawałki, zdejmującego go w przerwie. Bohater pierwszego meczu, Bartosz Kapustka? Ani jednego udanego dryblingu i niepotrzebna żółta kartka. Robert Lewandowski? No jasne, pracuje dla drużyny jak wół czy - by użyć frazy Adama Nawałki - lokomotywa, ale wciąż nie oddał na tym turnieju celnego strzału. Po takim pudle, jak wczorajsze, Ronaldo i Ibrahimović staliby się memem."

Cierpienie i wysiłek napastników

Polska 1:1 Szwajcaria (5:4 w karnych) - CAŁY TEKST PAWŁA WILKOWICZA

"Kto się dziś przyzna, że zwątpił, kiedy Lewandowski podchodził do pierwszego karnego? Po meczu, w którym był tak daleko od bramki jak jeszcze w żadnym spotkaniu Euro 2016. Po słabym meczu, nie ma co ukrywać, on sam nie lubi, gdy się mu podlizują. Po siódmym z rzędu meczu w kadrze bez gola. To seria jak z czasów kadry Waldemara Fornalika, gdy na Lewandowskiego gwizdali kibice a jemu samemu różne myśli przychodziły do głowy co do przyszłości w reprezentacyjnej koszulce.

Ale na tym podobieństwa się na szczęście kończą. Opaska kapitana naprawdę wiele zmieniła. Dziś widać, jak w Lewandowskim walczą dwa żywioły. Te same co zawsze, gdy w ostatnich dwóch sezonach przestawał strzelać gole (bo przecież miał już w kadrze Adama Nawałki serię pięciu meczów bez gola). Złość napastnika walczy z odpowiedzialnością kapitana. Gdy go porwie ta pierwsza, Robert szuka okazji do strzału nawet w niedogodnych sytuacjach. A potem górę bierze ta druga i Lewandowski znów rzuca się w stronę bramkarza rywali i pokazuje kolegom, kto ma kogo zaatakować w pressingu. Nie zniechęca się, jak bywało."

CAŁY TEKST MICHAŁA ZACHODNEGO

"(...) A może nie wszyscy zauważyli, że Milik miał olbrzymi wkład w to, jak wyglądał mecz ze Szwajcarią. Bo rolę miał wyjątkowo niewdzięczną - złapać w dłoń serce rywali i je ścisnąć. Tyle pisano - sam to zrobiłem - o wpływie Granita Xhaki na swoją drużynę, o tym jak dyktuje rytm i prowadzi grę Szwajcarów. Francuzi pozwolili mu na wszystko, Polacy odcięli wgląd na własną połowę. Podawać mógł tylko w poprzek, żadnego rajdu czy zagrania z klepki nie miało prawa być. A koszmar w którym Xhaka w Saint Etienne trwał przez dziewięćdziesiąt minut miał twarz Milika.

Ale to, co Milik oddał w defensywie, odbiło się na ataku. Jeszcze nie w pierwszych okazjach, ale w drugiej połowie już tak. Więcej było z jego strony łączenia gry podaniami, niż straszenia przeciwnika w jego polu karnym. Próbował w doliczonym czasie gry z rzutu wolnego, ale zmęczona noga nie jest tak precyzyjna."

Łzy w podziemiach Stade Velodrome

Polska 1:1 Portugalia (3:5 w karnych) - CAŁY TEKST

"Był kwadrans po pierwszej w nocy. W podziemiach Stade Velodrome autobusy na lotnisko miały już włączone silniki. Polscy piłkarze właśnie kończyli swój długi marsz przez strefę wywiadów. Tylko Kuba Błaszczykowski przeszedł szybko, jak po wcześniejszych meczach. Dziękuję, ale nie. Przepraszam, ale nie. Dziękuję, pozdrawiam. Wzruszony, ale pod tym względem niewzruszony. Odmawiał wywiadów w te wieczory, kiedy strzelał bramki, odmówił też w tę noc, kiedy nie trafił karnego. Przez cały turniej rozmawiał po meczach tylko tam, gdzie musiał, z telewizjami, które płacą za prawa.

Portugalscy piłkarze przeszli szybko jak Kuba, tylko bez "dziękuję". Większość nawet nie patrząc na portugalskich dziennikarzy. Pepe, najlepszy piłkarz meczu, nawet jeśli oficjalnie wybrano na niego Renato Sanchesa - z przepraszającym uśmiechem. Cristiano Ronaldo - rzucając po drodze: panowie, jeszcze niczego nie wygraliśmy. Był już właściwie jedną nogą poza strefą wywiadów, gdy zauważył, że mija właśnie kończącego wywiady Roberta Lewandowskiego. Przerwał mu, złapał go wpół i wyściskał. Było w tym tyle serdeczności, że właściwie już nic nie musiał dodawać. Klepnął go jeszcze na pożegnanie w ramię, a Lewandowskiemu kolejny raz tej nocy zaszkliły się oczy. Zaczynał się powrót na ziemię. Ostatni nocny lot do domu. Czyli do La Baule."

Brzydkie sceny w Astanie

Kazachstan 2:2 Polska (Kapustka, Lewandowski) - CAŁY TEKST

"Wyjechać, wygrać, wrócić" - taki w skrócie był plan na Kazachstan. Nawet reprezentanci cieszyli się, że na początku eliminacji będą mogli odbębnić podróż do Astany, do której tydzień przygotowywali się w spokoju. padło słów o ambicjach, celach i odnajdywaniu się w roli faworytów. To już wiemy, że faworyci od tej łatki się odbili, że trzeba więcej. Do sprowadzenia na ziemię wystarczył kwadrans dobrej gry bardzo przeciętnej reprezentacji i 27 fauli. Ale nie oczekujmy, że teraz rywale będą inaczej postępować z gwiazdami Bayernu, Napoli, PSG i Leicester City.

Prztyczek na początku przyda się, ale w tej wyrównanej grupie eliminacyjnej awans rozstrzygnąć się może głównie pewnością w wygrywaniu u siebie, a pierwsze miejsce już na pewno punktami zdobytymi na trudnych wyjazdach. Tym bardziej pozostaje żal, że trzy "oczka" z Astany były już pakowane do walizki ze sprzętem, jednym okiem patrzyliśmy na inne wyniki. Tak zamiast odlotu jest myśl, że trzeba będzie zrealizować trudniejszą misję wygrania w Bukareszcie lub Kopenhadze."

Grosicki nie jest Neymarem

Polska 3:2 Dania - CAŁY TEKST

"(...) To był jego powrót do drużyny. Z Kazachstanem na rozpoczęcie eliminacji nie mógł zagrać. Miał kontuzję, do tego doszły komplikacje przy transferze z Rennes do Burnley. Trudny czas. Ale na zgrupowanie przed meczami z Danią i Armenią Grosicki przyjechał już w pełni sił, odprężony, pogodzony z tym, że pozostał piłkarzem Rennes co najmniej na następne pół roku. - Przez całe okienko transferowe byłem rozgorączkowany, bo bardzo mi zależało na zmianie. A potem nie było kolorowo. Ale zebrałem się szybko i wróciłem do formy - mówi. W klubie do tej pory rozegrał w nowym sezonie tylko 300 minut, czyli mniej niż z Polską w Euro 2016. - To mój piąty czy szósty mecz, a niektórzy koledzy z kadry zagrali już po kilkanaście. Ale odjechałem z Rennes po ostatniej kolejce jako piłkarz pierwszego składu i wrócę by, mam nadzieję, znów być podstawowym piłkarzem - zapowiada.

W pierwszej połowie z Danią zagrał koncertowo. Tak dobrze, że kibice zaczęli robić wrzawę za każdym razem, gdy piłka leciała pod jego nogi. Jak w pierwszej połowie ze Szwajcarią w Euro, to Grosicki przesądzał o powodzeniu polskich ataków, bo do szybkości i nieprzewidywalności potrafił dołożyć dokładne podanie. Nieważne - wewnętrzną (przy golu Lewandowskiego) czy zewnętrzną (dogranie do Milika) częścią stopy. - Wiadomo, że ja nie będę robił trików jak Neymar, muszę wyprzedzić rywala i jak najlepiej podać - mówił. - Mam w drużynie najlepszego napastnika świata. On czuje gdzie spadnie piłka, mnie wystarczy uciec przy linii bocznej i dograć. Dla mnie to, że po moich podaniach strzela gole ktoś taki jak Robert Lewandowski, jest bardzo budujące - mówi."

Wszystko na głowie Lewandowskiego

Polska 2:1 Armenia - CAŁY TEKST

"Niesprawiedliwością byłoby znęcanie się nad Teodorczykiem, ale wystarczyło zestawić go z Lewandowskim, by dostrzec, że to po prostu nie jest ten poziom. Milik wielokrotnie udowadniał, że potrafi do napastnika Bayernu równać, współpracować z nim i tworzyć dla niego oraz dla siebie sytuacje. Teodorczyk zaczął spotkanie od podania na wolne pole do Lewandowskiego, ale później było coraz gorzej. W dwóch doskonałych sytuacjach nie potrafił dołożyć głowy do dobrze dośrodkowanej piłki, przy centrze rywala, która przyniosła Ormianom wyrównanie także się zawahał i jej nie przeciął. A jedną z jego cech wiodących miało być to, że w polu karnym nie ma momentów zwątpienia, podejmuje decyzję szybko. W drugiej połowie, gdy już wyszedł sam na sam z bramkarzem, to padł jak rażony zamiast szukać strzału.(...)

Lewandowski w tym meczu robił wszystko, czasem nawet za dużo, choć trudno mu zarzucić przesadną ambicję. Ale to on potrafił minąć rywala - kilku z nich! - dryblingiem, przepchnąć się i utrzymać posiadanie, rozegrać pierwszy kontaktem na małej przestrzeni. Wreszcie to on niemal wepchnął piłkę do siatki przy otwierającym wynik golu, on też zamknął rezultat ostatnim uderzeniem. Najlepszym zagraniem Teodorczyka i jedynym, co mógł zaoferować było zastawienie piłki plecami do bramki, wymuszenie faulu lub podanie po kilku sekundach. To bardziej wytrącało ataki Polaków z rytmu, choć to samo można zarzucić kilku innym reprezentantom."

Majstersztyk kadry Nawałki

Rumunia 0:3 Polska - CAŁY TEKST

"To był majstersztyk piłkarzy i Adama Nawałki. Lepiej na wszystkie ostatnie problemy odpowiedzieć się nie dało: z pomysłem, fantazją, koncentracją. Przekraczając kolejną granicę: ostatnie takie zwycięstwo kadry zdarzyło się 10 lat temu.

To było jedno z najlepszych spotkań za kadencji Adama Nawałki, najlepsza możliwa odpowiedź piłkarzy na aferę alkoholową. Ale też odpowiedź trenera na to wszystko, co mógł o sobie ostatnio usłyszeć i przeczytać: o przywiązaniu do tych samych nazwisk, o zachowawczości przy zmianach, czy raczej braku zmian. W Bukareszcie rozwiał wątpliwości: on cały czas tę drużynę rozwija, wychodzi z nią z kolein. Odszedł przeciw Rumunom od gry dwoma napastnikami, a potem zmiany robił koncertowo, wychwytując i problemy poszczególnych zawodników i zmianę sposobu rozgrywania meczu w drugiej połowie. Robił je na czas, rozpisał na etapy, przywracając system z dwoma napastnikami wprowadzeniem Łukasza Teodorczyka. A ten już w pierwszej sytuacji przyjął w powietrzu piłkę (wcześniej takie piłki przelatywały nad głowami niskich polskich pomocników) i oddał kiedy trzeba, przygotowując akcję na 2:0. Potem przyczynił się też do rzutu karnego.(...)

- Problemy? Nie ma problemów, są wyzwania. Dobrze jak coś się dzieje, jest ciekawie - mówił Nawałka w poprzednich eliminacjach, gdy mu przyszło nagle z konieczności poprzestawiać coś w drużynie. Teraz przed Bukaresztem nie tylko przestawiał, ale też wstrząsnął i zamieszał. I mógłby teraz zapytać: przepraszam, jaki kryzys? Ale na szczęście wiadomo, że nie zapyta."

Podsumowanie roku reprezentacji Polski, wywiad ze Zbigniewem Bońkiem

Który mecz w wykonaniu reprezentacji był najlepszy w 2016 roku?

- Wybrałbym dwa: z Irlandią Północną na mistrzostwach Europy i ten z Rumunią w Bukareszcie. W pierwszym wypadku graliśmy na turnieju, była spora odpowiedzialność, ale kompletnie zdominowaliśmy przeciwnika, który wcale nie był taki słaby. Oczywiście inny jest odbiór meczu z Niemcami, mistrzami świata, ale wtedy graliśmy defensywnie. Z Irlandią Płn. wygraliśmy 1:0, ale powinniśmy strzelić kilka goli jeszcze przed przerwą. W tych meczach widziałem wartość zespołu, scementowanie się składu. Natomiast oprócz tych wyróżnionych, najlepszych mieliśmy też spotkania bardzo dobre: z Portugalią, ze Szwajcarią. (...)

Oprócz tych głośnych bohaterów roku - Roberta Lewandowskiego, Michała Pazdana, jesienią Piotra Zielińskiego - są zawodnicy z drugiego planu, nie tak często wyróżniani. Według mnie najmniej mówi się o Łukaszu Piszczku i Jakubie Błaszczykowskim, którzy w 2016 wiele drużynie dali, ale dadzą jeszcze więcej, bo są zdeterminowani, by zagrać na pewnie ostatnim dla siebie turnieju międzynarodowym.

- Gdy grają we dwójkę na prawej stronie, to ich współpraca jest poukładana pod każdym względem: taktycznym, technicznym. Piszczek już od dawna nie schodzi poniżej pewnego wysokiego poziomu, natomiast bardzo cieszy mnie progres w tej drużynie Błaszczykowskiego. Reprezentacja czekała na niego siedem miesięcy, była sprawa zmiany kapitana, on sam później był lekko przygnębiony, ale zorientował się, że tu wszyscy go chcą, widzą w nim jednego z najważniejszych zawodników drużyny. Przyjemnie widzieć jego determinację, walkę, ale i pokorę.

CAŁY WYWIAD



Miami, Dubaj, Meksyk. Tak piłkarze ekstraklasy spędzają czas wolny! [ZDJĘCIA]




Więcej o: