Sport.pl

Co wiemy po mundialu? Terapia szokowa, ale nie w Polsce

Złoto mundialu Niemców i ćwierćfinał cudownego pokolenia Belgów to efekt rewolucji szkoleniowych, które rozpoczęły się kilkanaście lat temu. Zmiany wprowadzali też Polacy, ale o polskiej rewolucji nikt nie słyszał. Nawet jeśli jakaś była, to byle jaka i bez efektów.
W 1998 roku Niemcy we wstydliwym stylu przegrali ćwierćfinał mundialu z Chorwacją, a dwa lata później nie wyszli z grupy Euro 2000. Podobnie jak Belgowie, współgospodarze mistrzostw Europy. W obu turniejach wygrywali Francuzi, którzy rewolucję przeprowadzili jako jedni z pierwszych. To dało do myślenia innym.

W ciągu kilku lat w Niemczech i Belgii w kwestii szkolenia zmieniono wszystko. Niemcy mieli gotowy program. Napisał go Berti Vogts, ale sterta papieru leżała w związkowych szufladach. - Nie było presji, by go wprowadzić. Rewolucyjne zmiany wymagają historycznych momentów. Były nimi kryzys reprezentacji i ogromne ciśnienie społeczne - mówi Ulf Schott, dyrektor w niemieckiej federacji (DFB) do spraw szkolenia.

Belgowie pisali program od zera. - Ustaliliśmy wspólny system gry dla wszystkich. Choć początkowo były opory, po dwóch, trzech latach wszyscy się dostosowali i od zespołów 12-latków grają 4-3-3. Ustaliliśmy, że ten system najlepiej rozwija indywidualne umiejętności. Dziś mamy doskonałych piłkarzy na niemal każdej pozycji - mówi Michel Sablon, w tamtym czasie dyrektor sportowy federacji.

Niemcy działali z wielkim rozmachem, bo było ich na to stać. Stworzyli 366 ośrodków odpowiedzialnych za wyławianie talentów i ich indywidualne szkolenie. - Najlepsi grają z najlepszymi, kształcą się indywidualnie. Poza tym są pod obserwacją trenerów z najlepszych klubów - mówi Schott.

System na razie przyniósł jeden triumf, ale też warto zauważyć, że Niemcy od 2006 roku w kolejnych pięciu turniejach dochodzili do półfinału. Belgowie mają na razie jeden ćwierćfinał, ale imponująca lista młodych gwiazd pozwala myśleć o wielkich sukcesach.

W Polsce szkolenie wciąż leży odłogiem. Funkcjonuje "zielona książeczka" z zasadami szkolenia, ale w środowisku uchodzi za widmo. Brak komunikacji z trenerami to poważny problem. W Belgii i w Niemczech ogromny nacisk położono dodatkowo na regularne szkolenia trenerów. W Polsce trenerzy zasłużeni w walce o zmiany zostali usunięci ze związku. W połowie lat 90. Michał Globisz i Mirosław Dawidowski odgrywali ważne role w tworzeniu pierwszej małej rewolucji - systemu SMS-ów. W oparciu o pięć Szkół Mistrzostwa Sportowego dwaj trenerzy zbudowali drużynę, która zdobyła wicemistrzostwo Europy do lat 16 w 1999 roku i mistrzostwo do lat 18 dwa lata później. Zaraz potem SMS-y zlikwidowano bez podania wyraźnego powodu. Wkrótce PZPN powołał 16 wojewódzkich ośrodków szkolenia młodzieży, tzw. OSSM. Było to wzorowane na systemie francuskim. Tu podobieństwa się kończą. - Brakuje jednolitego systemu szkolenia, centralnej kontroli i systemu wyławiania talentów - uważa Dawidowski.

Czyli Rzeszów robi swoje, Radom swoje. We Francji ośrodki regionalne przejmują najlepszych zawodników z klubów, trenują ich w tygodniu i odsyłają na weekend na mecz. W Polsce OSSM-y szkolą głównie tych, którzy nie załapali się w dobrych klubach.

PZPN zasłania się Akademią Młodego Orła, co jest jednak działaniem w skali mikro. Pytany niedawno o rozwój szkolenia sekretarz związku Maciej Sawicki odparł, że PZPN prowadzi treningi na jednym z warszawskich orlików. - We Francji, Niemczech czy Belgii kluby dwóch najwyższych klas rozgrywkowych mają akademie jako odrębne ośrodki z boiskami treningowymi, stołówką, szkołą itd. To narzucony z góry obowiązek. To, co u nas nazywa się akademią, jest zupełnie nieporównywalne z zachodnimi standardami - uważa Dawidowski.

Richard Grootscholten, dyrektor szkółki Zagłębia Lubin, jednej z najlepszych w Polsce, przekonuje, że należy zupełnie zmienić podejście do szkolenia. - Zdajemy sobie sprawę z tego, że musimy przegrać trochę więcej meczów teraz, by wygrać w przyszłości. Ale to wymaga długoterminowego planu. W Polsce brakuje piłkarzy technicznych, którzy mogą rozstrzygnąć mecz. To dlatego, że wciąż stawia się na najsilniejszych, a nie najlepszych - mówi Holender, który w przeszłości prowadził m.in. młodego Kevina Strootmana w Sparcie Rotterdam.

O tym, by nie patrzeć na wyniki, mówi się od dawna, ale na końcu i tak prezes oraz często rodzice pytają o rezultat. To kwestia zmiany mentalności. - Nie odsyłajmy z klubu Iniesty i Messiego. Mali piłkarze potrzebują cierpliwości i większej uwagi. Trenujmy więcej z piłką. Do 14. roku życia zawodnik musi się przede wszystkim rozwinąć maksymalnie technicznie. Nie patrzmy na wyniki, tylko wtedy osiągniemy efekt - uważa Grootscholten. Szczególnie teraz jest nam potrzebna wielka zmiana. Dawidowski przewiduje, że w Polsce szykuje się największy kryzys od lat.

- Sport jest coraz mniej popularny i to przyzna prawie każdy trener. U nas w łódzkim SMS-ie sześć lat temu mieliśmy przy naborze do gimnazjum 200 kandydatów, ostatnio zgłosiło się 40. Sytuacja jest dramatyczna - kończy.

O wybitnych sportowcach i trenerach piłki nożnej przeczytaj w książkach >>

Megagaleria kibicek MŚ 2014 [KLIKNIJ]


Więcej o: