Sport.pl

Niemcy - Argentyna. Loew i Sabella kopiowali innych. Zmiennicy zadecydowali o tytule

Chociaż przyjęło się, że to ten mundial będzie nadawał taktyczne trendy, w finale selekcjonerzy udowodnili, jak warto jest czerpać ze wzorców z rozgrywek klubowych. Momentami wydawało się, że na Maracanie gra Bayern Monachium z Atletico Madryt - pisze dla Sport.pl Michał Zachodny, bloger, współpracownik m.in. Goal.com, scout i analityk InStat Football.
Alejandro Sabelli nikt do Diego Simeone nie zamierza porównywać, bo tak naprawdę dopiero w ostatnich dwóch spotkaniach mistrzostw świata on przemianował swój zespół na wzór Atletico Madryt, ustawiając ich w 4-4-2. Efekty? Do momentu decydującego trafienia Mario Goetze Argentyńczycy nie stracili w fazie pucharowej nawet jednego gola. Owszem, ich gra w ataku była mniej efektowna, niż przed mundialem wielu zakładało, lecz dla Sabelli cel był oczywisty - zupełnie jak u Simeone.

Z kolei Joachim Loew otwarcie przyznawał, że w wielu elementach myśli podobnie do Pepa Guardioli, który odmienił styl gry Bayernu Monachium, mistrzów Niemiec, ucząc tiki-taki. Na mundialu tylko Hiszpania w trzech meczach osiągnęła wyższą średnią posiadania piłki, ledwie dwie reprezentacje podawały od zespołu Loewa dokładniej. Selekcjoner mistrzów także początkowo ustawiał Philippa Lahma w środku pomocy, a np. w finale kluczowa okazała się wyuczona na pamięć "monachijska" wymienność pozycji Goetze i Muellera w ataku.

Dziwić może to, że Alejandro Sabella w przerwie zdecydował się na zdjęcie z boiska Ezequiela Lavezziego i powrót do ustawienia bliższego 4-3-3 z eliminacji. Zwłaszcza że skrzydłowy PSG idealnie wykorzystywał brak asekurowania Benedikta Hoewedesa, wskazywanego na najsłabsze ogniwo Niemców. W późniejszej fazie spotkania pozwoliło to Argentyńczykom na zaskakiwanie rywali prostopadłymi podaniami, lecz Boateng oraz Hummels tylko raz popełnili błąd. Rodrigo Palacio w decydującym momencie zawiódł.

Z kolei pierwsza zmiana Joachima Loewa była wymuszona urazem głowy Christophera Kramera, nieco zaburzając sposób gry Niemców. Już wycofanie Samiego Khediry ograniczyło możliwości w środku pola, a przejście na ustawienie 4-2-3-1 zwłaszcza w pierwszej połowie kosztowało selekcjoner sporo nerwów. Dopiero po przerwie i także przez zmianę Sabelli zaczęło się im grać łatwiej - Messi zmuszony był grać bliżej nich, nie uciekał tak często do boków, mniej rywalizował bezpośrednio ze środkowymi obrońcami. To w pierwszej połowie okazał się szybszy od Hummelsa i miał sytuację stuprocentową.

Jednak wprowadzenie Andre Schuerrle także pomogło Niemcom opanować sytuację w defensywie - lepiej rywalizował z Pablo Zabaletą, ubezpieczał Hoewedesa i też przeprowadził decydującą akcję. Po raz kolejny zdecydowana większość ich akcji była przeprowadzona prawym skrzydłem (61 proc.), ale to jedno z pięciu dośrodkowań z lewej strony dało gola. Rajd Schuerrle był elementem zaskoczenia, którego Niemcom do tej 113. minuty brakowało, ale też z którego skrzydłowy najlepiej dał się poznać na tym mundialu. Porównując jego wpływ do Aguero czy Palacio, można zauważyć różnicę w jakości składów, ostatecznie poprzeczkę nie do przeskoczenia dla Sabelli i jego zespołu.

Niemcy świętują z pucharem i dziewczynami, płacz pokonanych [ZDJĘCIA]


Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live

Więcej o: