Sport.pl

Mundial 2014. Romero usunął w cień Messiego

Długo czekał Sergio Romero na swój wielki moment w karierze w dorosłej reprezentacji. Młodzieżowe mistrzostwo świata i złoty medal olimpijski są raczej traktowane jako ciekawostki, a to za wprowadzenie Argentyny do finału mundialu będzie pamiętany na zawsze w swojej ojczyźnie.


Przed mistrzostwami w Brazylii narzekano, że żaden z trzech powołanych przez Alejandro Sabellę bramkarzy nie reprezentuje wysokiej jakości. Sergio Romero został wypożyczony z Sampdorii do Monaco, ale kilka miesięcy czekał na debiut, ostatecznie rozgrywając tylko kilka meczów w Ligue 1, przegrywając rywalizację z Subasiciem. Z kolei Mariano Andujar miał podobne problemy w Catanii, grał w kratkę i nie pomógł swojej drużynie uratować się przed spadkiem z ligi. Doświadczony Agustin Orion nawet nie jest brany pod uwagę przy rywalizacji w bramce, ale wściekłość kibiców wywołał jego wybór do szerokiej kadry przy jednoczesnym pominięciu Willy'ego Caballero.

Uparty Sabella

Caballero niedawno trafił do Manchesteru City, z kolei zdrowy rozsądek nakazałby Sabelli sprawdzić też Juliana Speroniego po fenomenalnym sezonie w Crystal Palace. Selekcjoner jednak był uparty i utrzymał pozycję Sergio Romero, którego do bramki Argentyńczyków wstawił Diego Maradona, a z niektórymi decyzjami "boskiego" po prostu się nie dyskutuje.

"Jak Sabella może nocą spać, wiedząc, że wybrał tak słabych golkiperów?" - pytała jedna z lokalnych gazet przed mundialem. Romero długo czekał na swoją szansę wykazania się w tym turnieju, do tej pory nie popełniając błędów, ale i rzadko będąc zatrudnianym przez rywali. Ledwie czternaście strzałów celnych mieli rywale Argentyny, a w półfinale z Holandią tylko raz musiał bronić uderzenie przeciwników. Mimo wszystko w czterech meczach zachował czyste konto, lecz zamiast jakiejkolwiek parady zapamiętano do tej pory... słupek, który uratował jego i zespół w dogrywce meczu ze Szwajcarią.

Romero podziękował van Gaalowi

Dziś powstrzymał nie tylko Holendrów, ale przede wszystkim swojego byłego szkoleniowca. - Przyjście do AZ w 2007 roku było jak wejście do nowego świata - zdradził Romero. - W Holandii byłem tym obcym. W szatni obowiązującym językiem był niderlandzki. Ale van Gaal mówił do mnie po hiszpańsku. To było dla mnie bardzo ważne, pomogło mi przejść przez początkowy, najtrudniejszy okres - dodawał. Po półfinałowym spotkaniu poszedł do szatni Holendrów podziękować za wszystko Van Gaalowi.

W Holandii wygrał z Van Gaalem i Alkmaar mistrzostwo kraju, jednak kolejne jego losy nie były udane. Na mistrzostwach świata w 2010 roku nie pomógł Argentynie w zatrzymaniu Niemców, którzy pokonali go w ćwierćfinale cztery razy. Przed finałem na pewno przypomni sobie ten występ przeciwko Schweinsteigerowi, Klosemu i Muellerowi. Nie uratował też Argentyny w Copa America w 2011, gdy rewelacyjni Urugwajczycy nie mylili się w karnych.

Legenda Goycochei

Wygrywając Argentynie półfinałowy mecz, zagwarantował sobie porównania do Sergia Goycochei, który w 1990 roku pomagał Maradonie i spółce w dotarciu do finału - tak, na mundialu we Włoszech w ostatnim spotkaniu na "Albicelestes" także czekali Niemcy. Tak jak Messi musi wytrzymywać nieustanne porównania z "boskim Diego", tak od teraz Romero będzie stawiany obok legendarnego golkipera z Zarate.

Jednak nie zapominajmy, że Goycochea wybronił tamtej Argentynie trzy mecze - z Brazylią, Jugosławią i Włochami. Sergio Romero miał dopiero pierwszy taki popis w karierze reprezentacyjnej, który w pełni zostanie doceniony, ze statusem legendy. Po miesiącach pełnych wątpliwości, dyskusji i narzekań on odpowiedział w momencie, gdy tak naprawdę Argentyńczycy wreszcie nie byli zależni od Messiego. Kapitan, choć nie trafił, to podszedł do karnego jako pierwszy ze swojego zespołu, już po paradzie Romero przy strzale Vlaara.

Do momentu jego parad i tak więcej mówiono o Jasperze Cillessenie broniącym sytuacje Maxiego Rodrigueza, zastanawiano się, czy Van Gaal zastosuje sztuczkę z ćwierćfinału, gdy wymienił bramkarzy. Nawet Javier Mascherano nie chciał pozwolić wykazać się swojemu koledze, blokując w trudnej sytuacji strzał Arjena Robbena.

Dziś Romero obronił niewiele mniej strzałów niż w całym sezonie Ligue 1 - Claudio Ranieri wpuścił go do bramki Monaco ledwie trzy razy, rywale uderzali w niego czterokrotnie. Może to ratunek także dla niego, może pomoże mu to po powrocie do Sampdorii, może znajdzie sobie lepszy klub. Chociaż wątpliwe, by bohater Argentyńczyków dbał o to właśnie teraz. Niech jednak najdłużej do finału celebruje swoją taką pierwszą chwilę.

Więcej o: