Sport.pl

Mundial 2014. Scolari ma już kadrę na MŚ 2018? Tak mówi

Gdzieś między przyznaniem się do popełnionych błędów oraz proszeniem o wybaczenie, Luiz Felipe Scolari po półfinałowym meczu z Niemcami (1-7) wspomniał, że nawet piętnastu piłkarzy z obecnej kadry może stanowić o sile Brazylii na kolejnych mistrzostwach. Czy nie powinno być to powodem do niepokoju dla upokorzonego narodu?


Nie ma wątpliwości, że w swojej kadrze Scolari ma wielu utalentowanych piłkarzy, których umiejętności predysponują ich do gry na obecnych i kolejnych mistrzostwach świata. Neymar do swojej klasy i odpowiedzialności za zespół przekonał cały świat golami, Oscar jest drugim najlepszym strzelcem drużyny, a chaotyczny i zagubiony wczoraj Bernard zapewne pięknie dojrzeje. Willian, Luiz Gustavo i Paulinho będą w teoretycznie najlepszych momentach ich karier.

Jednak Scolariemu mogło chodzić nie o wiek piłkarzy, ale ich doświadczenie. Selekcjoner "Canarinhos" przekonywał na pomeczowej konferencji, że chce kontynuować pracę z drużyną, nawet jeśli w Belo Horizonte braki drużyny były boleśnie obnażone. Wśród nich wymienia się niedostatek piłkarskiej dojrzałości, niezdolność do szybkiego reagowania na taktykę rywala oraz brak umiejętności uspokajania wydarzeń zamiast przyspieszania gry. Według Joachima Loewa to na ten ostatni element wskazywał przed meczem jako najsłabszy punkt Brazylijczyków, z którego Niemcy skrzętnie skorzystali.



Liczba piętnastu piłkarzy powinna mimo wszystko dziwić - głównie przez wzgląd na to, że ta kadra nie wyróżnia się wielką jakością, pomijając kilka wymienionych wyżej indywidualności. Czy tacy piłkarze jak Hulk, Ramires, Hernanes, Fernandinho, David Luiz czy Thiago Silva na pewno będą lepsi za cztery lata? Co więcej, czy Brazylijczycy na pewno chcieliby ten sam zespół oglądać na mistrzostwach w Rosji?

Ten mundial nie odpowiedział pozytywnie na to pytanie, w zasadzie jedynym ratunkiem reputacji selekcjonera będzie zdobyte trzecie miejsce. Więcej - głównie dramatyczne wygrane z Chile i Kolumbią - świadczyło o tym, że "Canarinhos" mieliby problemy nawet z wygraniem Copa America. Najwyraźniej Scolari zapomniał także, że przez następne cztery lata będzie musiał rozwiązywać problem w bramce oraz w ataku, pozycjach kluczowych dla drużyn aspirujących do grona faworytów.

- Trudno będzie się podnieść po tej porażce - mówił Juninho, były pomocnik reprezentacji Brazylii. - Nie sądzę, by wielu z tych piłkarzy zagrało kolejne spotkania w kadrze - dodał. Jednak lekcja futbolu, której udzielili im Niemcy, nie powinna przede wszystkim doprowadzić do pozbycia się kilku zawodników, ale też skupić dyskusję wokół naiwnej taktyki "Canarinhos".

- Myślicie, że jedna porażka powinna zmienić całe oblicze brazylijskiego futbolu? - pytał retorycznie Scolari w połowie swoich wczorajszych przeprosin, poniekąd przypominając podobne reakcje, jakie padały z obozu hiszpańskiego po ich mundialowej tragedii. Jednak w przypadku ustępujących mistrzów można mówić o określonej kulturze gry, taktyce i systemie, gdy ta rozgromiona Brazylia była uosobieniem chaosu, braku stylu i tym bardziej myśli.

Scolari przyznał się do odpowiedzialności za wybór taktyki, ale jednocześnie zaprzeczał, że ma jakiekolwiek wyrzuty odnośnie swoich decyzji. Jednak przyszłość tego zespołu wcale nie jest tak pewna, jak się jemu wydaje. Brazylia nie potrzebuje tylko skoku jakościowego, ale przede wszystkim zmian w stylu gry, powrotu do bardziej zdyscyplinowanych występów z Pucharu Konfederacji. Jeśli to nie nastąpi i do kadry nie wejdzie nowe "złote pokolenie", różnica między "Canarinhos" a najlepszymi raczej tylko się pogłębi.

Więcej o: