Sport.pl

Holandia - Argentyna. Van Gaal jak Tarantino, a podopieczni Sabelli bronią honoru Ameryki Płd.

Dziś o 22 drugi z wielkich mundialowych bojów o finał na Maracanie - Holandia zagra z Argentyną, a my spytaliśmy dwóch naszych korespondentów, która z tych ekip awansuje. "Mam słabość do Louisa van Gaala. To jest jego mundial" - pisze Paweł Wilkowicz. "Czyżby w finale turnieju, który po fazie grupowej zaczynaliśmy nazywać Copa America, zagrały dwie drużyny z Europy? Moim zdaniem nie dopuści do tego Argentyna" - odpowiada Dariusz Wołowski.
Relacje Z Czuba i Na Żywo ze wszystkich meczów MŚ na Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE na smartfony >>

Dlaczego wygra Holandia?

Nie ukrywam, mam do niego słabość, choć i irytuje mnie jak każdego. Słabość do kogoś, z kim się robiło jeden z pierwszych wywiadów, ale też kogoś, kto mimo 20 już lat w wielkim futbolu pozostaje niezrozumiany.

To było lato 2002, Legia grała o Ligę Mistrzów z Barceloną. Wtedy mistrz Polski obowiązkowo musiał grać z Barceloną albo Realem, Wisła przerobiła to rok wcześniej i przerobi później. Treningi były wtedy jeszcze na boisku w cieniu Camp Nou. Frans Hoek ćwiczył tam całą gromadę bramkarzy: najstarszego, Roberto Bonano, najmłodszego - Victora Valdesa, właśnie przyszedł młody Niemiec, Robert Enke, już się zbierał do odejścia młody Hiszpan, Pepe Reina. Patrick Kluivert jeszcze bywał wielki, Frank de Boer rządził grupą holenderską. Van Gaal obiecał rozmowę i słowa dotrzymał. Ryczał na mnie właściwie od pierwszego do ostatniego pytania, bo mu się nie podobały. A na koniec z uśmiechem podał dłoń i podziękował. Bardzo z siebie zadowolony.

Był wtedy w najgorszym momencie kariery. Przegrał z kadrą eliminacje do mundialu 2002. Wrócił do Barcelony, z którą się wcześniej skłócił, ale też miał nie wytrzymać tam długo. Jak i potem w Ajaksie. Przyszedł tam na dyrektora, ale znienawidzili się z trenerem Ronaldem Koemanem. A i Zlatan, wtedy największa gwiazda Ajaksu, traktował van Gaala jak czubka. Mimo że to pod wieloma względami Zlatan wśród trenerów. Fanfaron, którego słów nie można zawsze brać na poważnie, bo popisywanie się to jego żywioł. Awanturnik, który nie w każdej grupie się przyjmie. Ale i geniusz.

To jest jego mundial. Dwanaście lat po tym mundialu, na który się nie dostał z Holandią. Żaden trener w tym turnieju nie zostawiał nas z aż tak mocnym wrażeniem, że wszystko ma zaplanowane i przygotowane. Rezerwowi, zarządzanie zmęczeniem podczas meczów, szukanie u rywala słabego punktu. Nawet gdy mecz z Kostaryką przez 120 minut poddawał to wszystko w wątpliwość, przyszła zmiana bramkarzy przed karnymi i znów van Gaala było na wierzchu.

Kiedyś Johan Cruyff z kolegami z Ajaksu eksperymentował z różnymi sposobami wykonywania karnych, żeby zaskoczyć rywala. Teraz van Gaal z Fransem Hoekiem i piłkarzami uznali, że pora zracjonalizować karne. - Loteria? Jeśli się przygotujesz, to nie taka loteria - mówił pod szatnią Robin van Persie. Oczywiście, nie oni pierwsi wprowadzali bramkarza na karne, nawet Jerzy Dudek to przerobił w Realu. Ale nikt przed nimi nie spróbował na tak wielkiej scenie.

Kiedyś zmiany kojarzyły się holenderskim kibicom z koszmarem, gdy Dick Advocaat siał chaos w reprezentacji z Euro 2004, m.in. zdejmując nie w porę Arjena Robbena w meczu z Czechami. Teraz zmian się nie mogą doczekać. Kiedyś się Nigela de Jonga wstydzili, za brutalność. A teraz im imponuje pracowitością i spokojem. Wielu z nich van Gaala nie znosi. Ale ich też wciągnął w swoją grę. Dla wyznawców holenderskiego futbolu to jak dobry film. Mnóstwo odwołań do tego, co było wcześniej, przemycanych polemik z Cruyffem, swoim wielkim wrogiem. No i jest gloryfikacja przemocy jak z Tarantino, czyli udowadnianie, że trzeba przez długie minuty mordować futbol, żeby w końcu zagrać piękny futbol.

Dziś van Gaal i jego asystenci, m.in. Kluivert i Hoek, biorą się za najtrudniejsze wyzwanie: zatrzymywanie Leo Messiego. Jeśli i to im się uda - trener turnieju będzie znany (Joachim Loew chyba na to przystanie, nie wstydził się nigdy kopiować tego co dobre od van Gaala). Na razie wszystko się układa po ich myśli. Nieoczekiwanie wyleczył się de Jong i chce się starcia z Messim podjąć. Zapewne będzie też mógł jednak zagrać obrońca Ron Vlaar, jedno z objawień turnieju, kontuzjowany po meczu z Kostaryką. Rozpędza się Wesley Sneijder, specjalista od goli strzelanych w rundach pucharowych mundiali. Arjen Robben rozpędzać się już bardziej nie musi, musi tylko nadawać na tych samych falach co drużyna, bo z Kostaryką nie zawsze tak było. Pewnie gdzieś czeka kolejny rezerwowy z dobrze obmyśloną rolą. I Holandii by się chciało życzyć awansu, i Argentynie. Ale skoro nie można... Miał kiedyś Cruyff swój finał, jako piłkarz. Nie wyszło. Niech teraz spróbuje van Gaal.



Dlaczego wygra Argentyna?

Miałem wrażenie, że mecz z Belgią był dla "Albicelestes" sygnałem do przebudzenia. Oglądałem go z trybun stadionu Mane Garrinchy, podziwiając przeobrażenie, jakie przeszedł Gonzalo Higuain. Zwłaszcza akcja z drugiej połowy, kiedy ruszył sam na czterech obrońców, założył siatkę Vincentowi Kompanemu, strzelił nad Thibauteu Courtoisem, ale piłka trafiła w poprzeczkę. Eziequiel Lavezzi wreszcie potrafił przebiegnięte kilometry przekuć na konkretną wartość dla drużyny. Słowem, byłem zaskoczony, jak dobrze drużyna Alejandro Sabelli grała w ofensywie. W defensywie potrafiła przejąć kontrolę dzięki lepszemu wyszkoleniu i boiskowemu obyciu. To był znowu taki zespół cwanych lisów, który umiał odnaleźć i obnażyć najczulsze punkty przeciwnika. Silniejsi fizycznie Belgowie wyglądali tego dnia jak grupa osiłków, a przecież mają w składzie kilku graczy klasy europejskiej.

Jeśli stawiam przeciw sobie Javiera Mascherano i Wesleya Sneijdera, to mimo trochę innej roli na boisku uważam, że bliżej życiowej formy jest ten pierwszy. Gracz Barcelony króluje w statystykach podań, od niego zaczynają się akcje, on jest szefem poniżej środkowej linii boiska. Powyżej to królestwo Leo Messiego. Zestawiając lidera Argentyny z Arjenem Robbenem, przyznaję, że to Holender jest dziś bliżej szczytu dyspozycji. Szczególnie fizycznej. Robben przebiega całe boisko i wygląda na wypoczętego, Messi się męczy, bierze udział w akcjach sporadycznie. Za to jego arsenał jest szerszy. Robben to gracz jednego zwodu, holuje piłkę w prawo, by zbiec do środka i uderzyć z lewej nogi. Wszyscy się na ten zwód nabierają, bo Holender robi go błyskawicznie i na dużej szybkości. Nie wydaje mi się jednak, by totalnie zaskoczył takich rutyniarzy jak Argentyńczycy. Jeśli tak się stanie, to pierwszy od 24 lat finał mundialu dla "Albicelestes" nie opuści sfery marzeń.

Gdybym miał porównać Robina van Persiego z Higuainem, to widzę równowagę. Obaj mają mecze wybitne, a także takie, w których bezproduktywnie drepczą lub miotają się po boisku. Jakie spotkanie trafi im się dzisiaj? Odpowiedź na to pytanie może być kluczem do zwycięstwa.

Jaką stratą dla Argentyny jest kontuzja Angela Di Marii? Ogromną, mimo wszystko uważam, że poza wymienionymi parami, suma klasy pozostałych "Albicelestes" jest wyższa od "Pomarańczowych". Zwłaszcza jeśli zagra Kun Aguero, może zrobić różnicę. Na tym mundialu jeszcze tego nie widzieliśmy.

Alejandro Sabella to typ sympatycznego, starszego pana, który dba o dobrą atmosferę i samopoczucie graczy. Louis Van Gaal jest z pozoru jego przeciwieństwem, choć opowieści o "zamordyźmie", który uprawia, dotyczą chyba dalszej przeszłości. Holandia wygrywa, więc jej trener wygląda na człowieka podejmującego same szczęśliwe decyzje. Z tą najbardziej spektakularną zmianą bramkarzy przed serią rzutów karnych w starciu z Kostaryką. Nie wydaje mi się jednak, by to trwało w nieskończoność. Dla mnie geniusz Van Gaala przejawił się raczej w tym, że potrafił właściwie określić i wykorzystać potencjał swoich piłkarzy. Ci, co są od ciężkiej pracy, harują, nie starają się naśladować Robbena, bo z tego tylko nieszczęścia spadłyby na drużynę. To nie jest zespół na miarę holenderskich marzeń, ale na miarę sukcesu na mundialu.

Na drodze do drugiego z rzędu finału "Pomarańczowych" staje Argentyna. Drużyna, który pozostaje bez sukcesu na mundialu od czasów Diego Maradony. Motywację "Albicelestes" mają ogromną, po klęsce Brazylii bronią pozycji całego kontynentu. Holendrzy chcą finału na Maracanie jako rewanżu na Niemcach za 1974 rok, Argentyńczycy jako zemsty za 1990. Wszystkim Niemcy coś zawinili. Od wczoraj najbardziej jednak gospodarzom mistrzostw.



Jak oni zakładają ramiona - najlepsza nowinka MŚ 2014 [ANALIZA]


Więcej o: