Sport.pl

MŚ 2014. Wypędzanie duchów

Ángel Di Maria wyszedł ze stadionu jak skazaniec, oczy miał czerwone od łez. Nic nie było w stanie go uspokoić. Opłakiwał straconą życiową szansę - nie zagra z Holandią o finał mundialu


Pierwsze badania wykazały, że kontuzja mięśniowa, której Ángel doznał w 33. min w starciu z belgijskim środkowym obrońcą Vincentem Kompanym, eliminuje z brazylijskich mistrzostw.

Drugie badanie dało mu nadzieję. Uraz okazał się mniej groźny. Jest cień szansy, że wyleczy się na finał na Maracanie, jeśli Argentyna bez niego w środę w Sao Paulo Holandię. I tej myśli Di Maria się uczepił. Po meczu z Belgią niemal całą noc miał zabiegi przy wykorzystaniu modnej i odpowiednio drogiej metody przy użyciu komórek macierzystych. W półfinale z Holandią nie zagra, dla "Albicelestes" to wyrwa w składzie, czarna dziura, niemożliwa do zapełnienia.

Di Maria był w życiowej formie, i to nie tylko na mundialu. Został bohaterem finału Ligi Mistrzów, w którym wypracował dla Realu gola na 2:1. Dziś toczy z klubem z Madrytu korespondencyjną walkę o to, by jego praca została właściwie doceniona. "Królewscy" wolą go jednak zastąpić będącym na fali Kolumbijczykiem Jamesem Rodriguezem. Ale nie to jest dla Di Marii zmartwieniem numer jeden. Marzył o tym, że pomoże Leo Messiemu w zdobyciu Pucharu Świata. Współpraca tej pary na mundialu w Brazylii przeciągnęła przeciętnie grający zespół Alejandro Sabelli do ćwierćfinału. W starciu z Belgami o półfinał wreszcie ocknęli się inni koledzy. Z Gonzalo Higuainem na czele.

Dziennikarz "La Nación" opisuje sceny ze zgrupowania w Cidade do Galo, ośrodku Atlético Mineiro przystosowanym do potrzeb Argentyńczyków, i stawia tezę, że umiejętności techniczne graczy Sabelli to zaledwie połowa sukcesu. Druga połowa to atmosfera. Drużyna świętowała zwycięstwo nad Belgią z rodzinami w hotelu Royal Tulip. Następnego dnia podczas śniadania Ezequiel Lavezzi wyznał kolegom, że w doliczonym czasie gry starał się odpędzić od nich złe moce. Messi śmiał się szeroko pierwszy raz od dawna, wyglądając na człowieka szczęśliwego. Jeszcze długo po zebraniu przez Sabellę wszystkich na środku boiska, trudno im było zapanować nad wybuchami śmiechu i żartami.

Na poprzednich zgrupowaniach najbardziej oblegane było zawsze duże Play Station, teraz piłkarze Sabelli chętniej grają w ping-ponga, w którego lokalnym mistrzem jest Kun Agüero. On w meczu z Nigerią doznał podobnej kontuzji jak Di Maria, odpoczął gdy drużyna grała ze Szwajcarią i Belgią. Być może będzie gotowy do gry o finał przeciw Holendrom.

"Pomarańczowi" nie są tak wygłodniali sukcesu jak "Albicelestes", którzy pierwszy raz od 24 lat zagrają w półfinale mundialu. Finaliści z RPA zaliczyli jednak paskudny epizod na Euro 2012, nie wychodząc z grupy, więc w jakimś stopniu turniej w Brazylii też jest dla nich okazją do rehabilitacji. Trzydziestolatkowie Arjen Robben, Robin van Persie i Wesley Sneijder stanowiący o sile zespołu traktują te mistrzostwa jak swoją ostatnią szansę. Nie wspominając o Louisie van Gaalu, który po turnieju wyjeżdża do Manchesteru. Trener Holendrów był przez miesiąc pod ostrzałem krytyki Johana Cruijffa. Tymczasem po meczu z Kostaryką doczekał wreszcie ciepłego słowa. W swoim felietonie w "De Telegraaf" największy autorytet holenderskiej piłki napisał, że zmiana Jaspera Cillessena na Tima Krula przed serią rzutów karnych była znakomitym pomysłem. Pierwszy bramkarz o planach selekcjonera nawet nie wiedział, ale Krul był na zmianę gotowy przed rozpoczęciem gry. "Na mundialu Holandia stała się drużyną, wyniki są dobre, wróciliśmy do światowej czołówki. Styl gry jest do poprawienia, ale to już przez następnego selekcjonera" - podsumował Cruijff.

Tak jak Leo Messi musi się zmagać z presją porównań do Diego Maradony, tak Robin van Persie ze wspomnieniami o wielkich, którzy pełnili kiedyś tę samą funkcję w reprezentacji Holandii. Na francuskim mundialu w 1998 roku Dennis Bergkamp wysłał Argentynę do domu, zdobywając jedną z takich bramek, jakie pamiętane są przez kilka pokoleń. Przyjął długie podanie od Franka de Boera, założył siatkę Roberto Ayali i prostym podbiciem wpakował piłkę w "okienko". Dochodziła właśnie 90. minuta meczu.

W pierwszym starciu obu drużyn w finałach mistrzostw świata gwiazdą był Cruijff, zdobywca dwóch goli. Holandia wygrała 4:0 w RFN (1974), w drodze do meczu o złoto, przegranego z gospodarzami. Cztery lata później stawką rywalizacji "Pomarańczowych" i "Albicelestes" był tytuł mistrza świata. W Buenos Aires na Estadio Monumental gospodarze wygrali 3:1 po dogrywce. W 90. minucie przy remisie 1:1 Rensenbrink trafił piłką w słupek. Tylko ostatni, czwarty pojedynek nie miał takiej temperatury. W Niemczech w 2006 roku wielcy rywale zremisowali bezbramkowo, co zapewniło jednym i drugim awans z grupy.

Cruijff, Bergkamp, Marco van Basten - van Persie ma swoje duchy do wygnania z głowy, Messi swoje.

W środę motywacja po obu stronach przysporzy dreszczy. Argentyńczycy nie byli na tym poziomie od 24 lat. Ale Holendrzy nigdy nie zdobyli tytułu, trzy razy dochodzili do finału i trzy razy przegrywali. Robben, van Persie i Sneijder srebro już mają z RPA, nie pozostaje im nic innego niż spróbować tego, co nie udało się nawet Cruijffowi.

Sprawdź, którym jesteś piłkarzem [PSYCHOTEST]


Więcej o: