Sport.pl

Brazylia - Niemcy. Lew towarzyski David Luiz

Ponoć nie umie bronić. A jest najdroższym obrońcą świata. Ponoć Brazylijczycy takich piłkarzy nie kochają. A on ich sobie owinął wokół palca. Ale najpierw musiał odmówić Portugalii. Brazylijczycy we wtorek w półfinale MŚ zmierzą się z Niemcami. Relacja na żywo na Sport.pl od 22.
Wirus davidomanii krąży po kraju. Są tacy, którzy się z tą lwią grzywą nie rozstają nawet na krok. Na mecz zabierają tabliczki, na których jest zdjęcie jak z albumu Panini, z wyciętym otworem na twarz. W ten sposób i ty możesz zostać Davidem Luizem. Tylko nie będziesz się mógł opędzić od natrętów, bo przy tych, którzy mają tabliczki, zawsze jest kolejka do zdjęcia.

- Daviiidziiie, wyjdź do nas - słychać krzyki, gdziekolwiek się zatrzyma autobus reprezentacji. Nastolatki składają mu miłosne wyznania pod hotelami kadry. Dziennikarze piszą: nasz lew. W rankingach popularności jest teraz drugi za Neymarem. W rankingu FIFA na najlepszych piłkarzy rundy grupowej był pierwszy. Specjalistów z FIFA też chyba omotał, bo zapisali mu samobójczego gola Gonzalo Jary z meczu z Chile. Za to drugi gol żadnych wątpliwości nie budzi: jeden z najlepszych w turnieju, z rzutu wolnego, bramka, która przesądziła, że Brazylia jest w półfinale. W meczu z Niemcami Luiz ma być kapitanem Brazylii i najważniejszym obrońcą pod nieobecność zawieszonego Thiago Silvy.

Starszy brat z kadry

Gdyby nie pęknięty kręg Neymara, po meczu z Kolumbią nie schodziłby z okładek. Ale nawet w zamieszaniu wokół kontuzji ta sytuacja nie umknęła: Luiz przytula Rodrigueza płaczącego po porażce. I prosi kibiców, żeby bili brawo liderowi strzelców, który właśnie kończy turniej. Pod publiczkę? Chyba nie w jego przypadku. On dla kadry jest bezcenny również dlatego, że zbliża ją do ludzi. Ma w sobie luz Neymara, ale pozostał piłkarzem, nie przedsiębiorstwem rozrywkowym. Jest na wyciągnięcie ręki, jak starszy brat z kadry. Chętnie pozuje do zdjęć, rozdaje autografy. Nawet gdy przed mundialem protestujący otoczyli autobus kadry zaczynającej właśnie zgrupowanie i krzyczeli, że nauczyciel jest więcej wart od piłkarza, on nadal czuł się jak u siebie. Obydwoje rodzice są nauczycielami. Podczas ubiegłorocznych protestów David poparł je jako jeden z pierwszych w reprezentacji.

Benfikista na wieki

Wskoczył w tym mundialu na wysoką falę. Był taki moment w pierwszej połowie meczu z Kolumbią, gdy porwał się na rajd pod bramkę rywala. I dotarł prawie pod pole karne, robiąc tymi krzywymi nogami dziwne zwody i mijając kolejnych rywali. Gary Neville musiał być dumny, że to on powiedział kiedyś jako pierwszy: David Luiz gra jak piłkarz z PlayStation sterowany przez dziesięciolatka. To nie był komplement - w Anglii tego szaleństwa nie cenili, wypominali Luizowi braki koncentracji, nie byli przekonani, czy go trzeba wystawiać w pomocy, czy w obronie. Ale będzie grę w Anglii wspominał miło. Gola z Kolumbią zawdzięcza, jak mówi, podglądaniu na treningach w Chelsea Franka Lamparda i Didiera Drogby. Ale też temu, że nogi ma tak śmiesznie wygięte w iksy. I, jak David Beckham z płaskostopiem, defekt zamienił w atut, nauczył się uderzać w niepodrabialny sposób.

Od nowego sezonu czeka na niego miejsce w składzie Paris Saint-Germain, u boku Thiago Silvy. Dziś przedmundialowy transfer do PSG, który zrobił z Luiza najdroższego obrońcę świata, nie wygląda już tak kuriozalnie. Choć oczywiście 50 mln funtów nie jest wart. Nikt nie jest. Ale nie takie cuda się działy przy transferach piłkarzy, którzy przeszli przez ligę portugalską i tamtejsze fundusze inwestycyjne. A część praw do Luiza ma fundusz Benfica Stars, zarządzany przez największy portugalski bank Esp~rito Santo.

W Benfice David grał od 2007 do 2011 r. i był uwielbiany jak dziś w kadrze. Nawet kibice Sportingu mieli do niego słabość. Gdy wygrywał plebiscyt na najlepszego piłkarza ligi, zebrał 38 proc. głosów. Następny na liście Ángel Di Mar~a - ledwie osiem. W liście pożegnalnym do kibiców Luiz napisał: "Będę benfikistą na wieki".

Brazylia, czyli droga do tyłu

Ale dla Portugalii grać nie chciał, mimo że jej w futbolu zawdzięcza niemal wszystko. Brazylia się na nim nie poznała, Portugalia - od razu. Portugalczykom bardzo na nim zależało. Federacja już poprosiła swoich prawników, żeby się przygotowali do ominięcia przeszkody, którą były mecze Luiza w reprezentacji Brazylii do lat 20. Miałby pewne miejsce w obronie obok Pepe. Byłby drugim Pepe: Brazylia by po nim nie płakała, bo nie grał w żadnych wielkich klubach, wyjechał za młodu. Ale on powiedział, że serce pozwala mu grać tylko dla Brazylii, Portugalię traktowałby jak klub. Poleciał z Brazylią na mundial w RPA. Nie zagrał ani minuty.

Pepe wyjechał do Portugalii z Maceió, miasta Mária Zagalla. David z Salvadoru, też z północnego wschodu, tam gdzie nie ma bogatych klubów i europejscy agenci piłkarscy robią często, co chcą. Jego kariera w Brazylii to była droga do tyłu. Nie tylko dlatego, że z ofensywnego pomocnika stał się defensywnym, a z defensywnego - środkowym obrońcą. Zaczynał w FC Sao Paulo, klubie miejscowej elity, znanym z dobrej szkółki, stąd wyszedł m.in. Kaká. Ale David jako 14-latek usłyszał, że będzie do gry w piłkę za niski. Tak, za niski (dziś ma 189 cm). Choć może powinni raczej powiedzieć, że za krótki. Bo ojciec twierdzi, że chodziło raczej o układy menedżerów. Kto nie miał wpływowego, odpadał.

Do kadry przez pół świata

David odszedł do klubiku z rodzinnego miasta Diadema, jednego z gorszych miejsc w okolicach Sao Paulo. A potem wyjechał do Salvadoru. Do miasta Dantego, z którym ma grać na środku obrony. Do klubu EC Vitória, który wychował też Hulka, a wcześniej m.in. Bebeto. Dante i Hulk też, jak Luiz, wyjechali z Brazylii jako piłkarze anonimowi i do kadry szli okrężną drogą przez pół świata: Hulk przez Japonię, Portugalię i Rosję, Dante przez Francję, Belgię, Niemcy.

Luiz dwa lata po wyjeździe do Salvadoru chciał się poddać. Z dala od domu, skazany tylko na telefony, bo rodziców nie było stać na przyjazd. W mieście, które po zmroku staje się bardzo niebezpieczne. Niedoceniany nawet w Vitórii, która zmierzała właśnie do finansowego upadku. Dziś jest już lepiej: stadion skromny, ale zadbany. Przy wjeździe obowiązkowo kapliczka z Matką Boską, klubowe budynki obłożone kafelkami jak w Santosie. Na trybunach wymalowany lew, herb klubu. Ale w internacie, w którym mieszkają młodzi piłkarze, łóżka są nadal jak więzienne prycze. Może, gdy wpłynie milion euro z transferu między Chelsea a PSG, procent za wyszkolenie piłkarza, zmieni się i to.

David tu wytrwał, bo rodzice powtarzali: już nie raz słyszałeś "nie". Jak usłyszysz kolejne, nic się nie stanie. A może wreszcie będzie: "tak". I udało się, z konieczności przesunięto go w końcu do obrony, kariera ruszyła. Rok później był już kluczowym piłkarzem Vitórii. A pół roku później zgłosiła się po niego Benfica. Miała tu dobrego skauta. Spadającemu z ligi klubowi zapłaciła 2,5 mln reali, niewiele ponad 3 mln złotych (do Chelsea sprzedała go za 20 mln euro). Był 2007 rok: Luiz odmieniał swój los w Portugalii, Dante w belgijskim Standardzie Liége, a Brazylia właśnie wygrywała walkę o mundial 2014. Może im ten wspólny półfinał po prostu był pisany.

Najbogatsi piłkarze na świecie [TOP 10]


Więcej o: