Sport.pl

MŚ 2014. Futbol bez robotów

Jeden z największych europejskich klasyków wyznaczy granicę między sukcesem a porażką Niemiec i Francji. Obie reprezentacje przybyły do Brazylii z obowiązkiem walki o medale - któraś misji nie wypełni. Ćwierćfinał w piątek o godz. 18 na Maracanie. Relacja na żywo na Sport.pl
Degrengolada francuskiej kadry, która miała miejsce w RPA w 2010 roku, nie miała prawa do dalszego ciągu. Francja jest nadal kopalnią piłkarskich diamentów, choć takie jak Kopa, Platini czy Zidane rodzą się raz na dwie lub trzy dekady. Tylko że trójkolorowa orkiestra nie ma wielkiego dyrygenta, grą kieruje 29-letni Mathieu Valbuena, którego do kasty artystów trudno zaliczyć. Szansę na to ma 21-latek Paul Pogba, choć jest tylko defensywnym pomocnikiem. Za plecami Michela Platiniego stali Jean Tigana i Luis Fernández, za plecami Zinedine'a Zidane'a - Didier Deschamps i Patrick Vieira. Teraz w drużynie francuskiej role gwiazdorskie się odwróciły: Pogba ma wyższy status niż ofensywny Valbuena.

Najważniejsze jest jednak to, że drużyna jest spójna, ma jasno określony cel. Deschamps nie musi prowadzić wojny domowej jak Raymond Domenech cztery lata temu. Ze względów dyscyplinarnych zrezygnował z powoływania Samira Nasriego, ale to we francuskiej piłce norma. Kiedy Aimé Jacquet sięgał po mistrzostwo świata w 1998 roku, dla dobra drużyny pominął Davida Ginolę i Erica Cantonę.

Francuzi grają w Brazylii bardzo solidnie, chwilami wręcz świetnie. Wygrali grupę, wbijając pięć goli Szwajcarom, w 1/8 finału nie potrzebowali dogrywki, by wysłać do domu najlepszy zespół Afryki - Nigerię. Niemcy to jednak przeciwnik znacznie większego kalibru.

Rywalizacja w finałach mistrzostw świata tej wielkiej pary zaczęła się w 1958 roku, gdy "Trójkolorowi" w meczu o brąz w Göteborgu zmiażdżyli obrońców tytułu 6:3 po czterech golach Justa Fontaine'a (w tamtym meczu grali Wiśniewski, Kopaczewski, Kwiatkowski, Szymaniak, Kelbassa, Cieslarczyk). Największe awantury wywołał półfinał hiszpańskiego mundialu, gdy niemiecki bramkarz Harald Schumacher brutalnym atakiem wybił zęby i uszkodził głowę francuskiemu obrońcy Patrickowi Battistonowi. Sprawiedliwości zadość się jednak nie stało. W dogrywce Francuzi prowadzili 3:1, ale Niemcy wyrównali po golach Karla-Heinza Rummeniggego i Klausa Fischera, wygrywając potem serię rzutów karnych.

Kibice mieli poczucie, że futbol magiczny przegrał z mechanicznym. "10 robotów plus Rummenigge" - tak definiował Mannschaft z 1982 roku Pele, zaś opinia publiczna była na Niemców wściekła za grupowy mecz z Austrią, który wyrzucił z turnieju Algierię. Od 1954 roku drużyna niemiecka zawsze uchodziła za uzurpatora. Na szwajcarskim mundialu pozbawiła mistrzostwa złotą jedenastkę Węgier, w 1974 roku nie dopuściła, by zatriumfował futbol totalny ubóstwianych powszechnie Holendrów. Wreszcie na turnieju Italia '90 doprowadziła do łez Diego Maradonę. Wydawać by się mogło, że Niemcy zawsze wygrywali mistrzostwa świata nie w porę i w stylu techno. Ich futbol uchodził zazwyczaj za zimny, wyrachowany, pozbawiony fajerwerków.

Zmieniła to wielka reforma szkolenia w niemieckiej piłce, której impulsem były klęski na Euro 2000 i Euro 2004. Wysokie wymogi dotyczące pracy z młodzieżą w klubach stały się warunkiem dopuszczenia ich do rywalizacji w Bundeslidze. I młode gwiazdy niemieckiej piłki zaczęły wyrastać na pniu. W dodatku trafił się selekcjoner, który umiał z tego skorzystać. Joachim Löw doprowadził do tego, że Mannschaft jest synonimem futbolu efektownego i kombinacyjnego. Mario Götze, Mesut Özil, Toni Kroos, Thomas Müller, Marco Reus (kontuzjowany) to pomocnicy światowej klasy. Po debiucie z Portugalią w Brazylii drużyna Löwa umocniła świat w przeświadczeniu, że przyjechała do Brazylii po złoty medal. Mimo iż na mistrzostwach rozgrywanych w Ameryce Płd. nie wygrała dotąd żadna spoza tego kontynentu.

Kolejne mecze Niemców zaczęły jednak piętrzyć wątpliwości. A już męczarnia z Algierią w 1/8 finału pokazała wady i ograniczenia zespołu. Kiedyś, by zdobyć gola, Niemcy potrzebowali pół sytuacji podbramkowej. Dziś potrzebują pięciu. Kiedyś potrafili zabiegać każdego rywala, teraz metody siłowe są im obce. Trudno, by Götze, Özil czy Lahm wcielali się w rolę boiskowych zabijaków.

Krytycy reprezentacji Niemiec twierdzą, że zmiana mentalności doprowadziła tamtejszych graczy do stępienia genu zwycięstwa. Przykładem było spotkanie ze Szwecją w eliminacjach brazylijskich mistrzostw, kiedy drużyna Löwa prowadziła w Berlinie 4:0 po godzinie gry, ale pozwoliła rywalom wyrównać. Dekadę temu byłoby to nie do pomyślenia.

Niemcy nie wygrali wielkiej imprezy już od Euro w 1996 roku, ale od roku 2002 tylko raz odpadli przed półfinałem. Na trzech ostatnich mundialach zdobywali medale. Teraz, gdy mają tak niezwykłe pokolenie, chcieliby czegoś więcej. Porażka w ćwierćfinale mogłaby oznaczać krach całej koncepcji, wymyślonej przecież z powodu braku satysfakcjonujących wyników. Przed rokiem mieliśmy niemiecki finał Ligi Mistrzów w postaci starcia Bayernu z Borussią, od 2010 roku Bawarczycy docierali do finału najważniejszych klubowych rozgrywek aż trzy razy. W obydwu klubach ważnymi zawodnikami są - lub do niedawna byli - reprezentanci Niemiec.

Francuzi poszli inną drogą. Ich liga, rządząca się zwykle ekonomicznym rozsądkiem, zafundowała sobie dwie gwiazdorskie ekipy (PSG i Monaco) za pieniądze szejków z Kataru i rosyjskiego magnata Dmitrija Rybołowlewa. Nie zmienia to faktu, że duża część kadrowiczów Deschampsa wciąż robi kariery za granicą.

Być może kluczem będzie pojedynek napastników Karima Benzemy i Thomasa Müllera? Nie są klasyczną dziewiątką, raczej piłkarzami o charakterystyce pomocników. Szukają miejsca na skrzydłach, lubią brać udział w grze, obaj przeżyli momenty strzeleckiej chwały w fazie grupowej. Müller to ten z niemieckich graczy, który zachował najwięcej zimnej krwi i wyrachowania.

Maracana stanie się scenerią kolejnego odcinka niezwykłej historii - rywalizacji dwóch wyjątkowych piłkarskich nacji. Jest gwarancja, że w mundialu tak trudnym dla drużyn z Europy w strefie medalowej znajdzie się przynajmniej jedna. Francuzów i Niemców to nie pociesza. Kto nie wywalczy awansu, trafi do grona wielkich przegranych tych mistrzostw.

Sprawdź, którym jesteś piłkarzem [PSYCHOTEST]


Więcej o: