Sport.pl

MŚ 2014. Mówią, że Lula załatwił, czyli wielki mundial gorszej Brazylii

Hotel piłkarzy Kolumbii jest w alei Beira-Mar. A aleja Beira-Mar jest w hotelu piłkarzy Kolumbii. Każdy może podejść, zajrzeć do lobby, czy przypadkiem nie kręci się jakiś piłkarz. Przy drzwiach, tam gdzie ochroniarz sprawdza akredytacje, cały czas stoją kibice. W bocznej uliczce, gdzie parkuje autobus reprezentacji - też. Samochody tłoczą się w korku dosłownie kilka metrów od wejścia. Po obu stronach ciąg hoteli i knajp.
Między ulicą a plażą przy oceanie jest deptak i ciąg barów, restauracji, boisk, siłowni na świeżym powietrzu. Stragany z wielkimi paczkami orzechów nerkowca i orzechów brazylijskich. Wózki sprzedawców kokosów. Targ rybny z tanią restauracją na świeżym powietrzu. Stoliki starszych pań, które ubrane w turbany i suknie przygotowują aracaje, przysmak północy Brazylii: smażony w głębokim oleju placek z fasoli, przecięty potem na pół i wypełniony sosami, nadzieniem z krewetek, orzeszków, warzyw. Aracaje jest z Bahii, z okolic Salvadoru, pierwszej stolicy Brazylii. Przepis przypłynął razem z niewolnikami z zachodniej Afryki i podbił Nordeste, zacofaną, biedną północno-wschodnią część Brazylii. Tę, z której się przez lata wyjeżdżało na południe. Przyszły prezydent Lula jechał na pace ciężarówki, kilkanaście dni.



Po co te stadiony

Nordestinos trafiali do południowych miast jako obywatele gorszej kategorii, ze śmiesznym akcentem, zaczynający od najgorszych zajęć. A Nordeste mimo pięknych plaż podupadało. Gdyby mundial w Brazylii był 15-20 lat temu, pewnie dotarłby do Salvadoru. Może jeszcze udałoby się go zorganizować w Recife. Ale w Natal? W Fortalezie, która razem z Manaus leży z turniejowych miast najbliżej równika? Wątpliwe. Zbyt biednie, zbyt niebezpiecznie.

W mundialu 2014 jedna trzecia turniejowych miast jest z Nordeste. Mówią, że Lula załatwił swoim. I że budować stadion w Natal, gdzie nie ma na co dzień dobrego futbolu, a jest mnóstwo pilniejszych potrzeb, to bez sensu. Trzeba było zrobić mundial na 8 stadionach, a nie na 12, w Natal, Cuiabie, Manaus. Czy nawet w Fortalezie, gdzie futbolem żyją, ale pierwszoligowej piłki tu teraz nie ma. Za to stadion Fortaleza jako pierwsza miała gotowy. I tylko ona razem z Belo Horizonte - w terminie. Nordeste to ta część Brazylii, która w ostatnich latach najszybciej dźwigała się z biedy. Dzięki polityce Luli, programom socjalnym. Południe nie jest tym zachwycone.

Zaułki biedy

Niektóre kobiety sprzedają aracaje w alei Beira-Mar już od 30 lat. Były przy tym, jak się z Beira-Mar robiła tropikalna Piąta Aleja. Najdroższa ulica Fortalezy, 10 tysięcy reali za metr kwadratowy. Tutaj, przy miejscowej Copacabanie, miasto się bawi, je, ćwiczy, robi interesy, handluje, gra w piłkę na plaży. Tu kibice spotykają się przed meczami i po meczach.



W piątek Brazylia gra w Fortalezie ćwierćfinał z Kolumbią. Hotel brazylijskich piłkarzy jest niecałe pięć kilometrów od kolumbijskiego. Trochę bardziej odcięty od świata, ale i tak szturmowany przez tłumy. Jedne dziewczyny mdleją przy Neymarze, inne nie mogą się dowołać obrońcy Davida Luiza. Między hotelami stoi strefa kibica. Jeszcze się mundial nie zaczął, a tutaj na pierwszej imprezie bawiło się 35 tysięcy ludzi. Zaułki biedy też oczywiście między hotelami Brazylii i Kolumbii są. Tak jak są przy Beira-Mar lokale na różną kieszeń. A wieczorem, gdy upał ustaje, wylewa się tu jeszcze tłum biegaczy. Zapełniają się siłownie na świeżym powietrzu, są również starsi ludzie, niektórzy pod opieką rehabilitantów. Na betonowym boisku do koszykówki taniec ćwiczy kilkadziesiąt osób, a miejscowy król instruktorów tańca wywija przed nimi na scenie.



Trzy tysiące za bilet

Tak się Nordeste żegna z mundialem. Jeszcze ćwierćfinał Brazylia - Kolumbia w Fortalezie, dzień później Holandia - Kostaryka w Salvadorze i koniec. Od półfinałów turniej będzie tylko na południu. Działo się: Fortaleza widziała jak bramkarz Guillermo Ochoa dokonuje cudów w meczu Brazylii z Meksykiem i jak Meksyk odpada z turnieju w meczu z Holandią, w Natal Kostaryka i Urugwaj wygrywały z Włochami, a Suarez gryzł Chielliniego, w Recife Kostaryka doszła do ćwierćfinału, Salvador widział klęskę Hiszpanii z Holendrami i Portugalii z Niemcami.

Na Beira-Mar handlarz biletami nie przejmuje się obławą na koników, która niby trwa w Brazylii. Stoi pod latarnią, przy wejściu do dobrego baru, między hotelem FIFA dla działaczy i hotelem FIFA dla piłkarzy. Zaczepia głośno: tickets, tickets. Chce za bilet na ćwierćfinał 2200 reali, czyli około 3 tysiące złotych. Mówi, że okazyjnie, bo miejsca świetne. - Mam przy sobie, mogę pokazać - mówi. Wierzę na słowo.

Hotel Brazylii stoi naprzeciw miejskiej izby turystyki. Turystyka jest tutaj wszystkim, mistrzostwa miały dla niej zdziałać cuda. Jeden z wolontariuszy pod hotelem pyta, czy może zrobić ankietę. Jak mi się w Brazylii podobało, co było dobrze zorganizowane, co nie, czy ludzie pomocni, czy atrakcji wystarczająco dużo.

Jeśli będzie pytanie, czy mundial powinien być na 8, czy na 10 stadionach, co odpowiedzieć?



Więcej o: