Sport.pl

MŚ w piłce nożnej 2014, 1/8 finału. Diabli apetyt Belgów

Po 28 latach Belgia wróciła do ćwierćfinału mistrzostw świata. Wybitnie piłkarskie pokolenie potwierdziło wysokie aspiracje. I wciąż głodne sukcesu spogląda na Argentynę.
- Jesteśmy młodzi, to fakt, ale doświadczenia drużyny nie mierzy wiek piłkarzy, ale liczba meczów rozegranych na najwyższym poziomie - przekonywał nas Thibaut Courtois w strefie wywiadów, po kluczowym dla Belgów zwycięstwie w grupie nad Rosją. Faktycznie, gdyby nie rezerwowy obrońca Bayernu, 36-letni Daniel van Buyten, zespół Marca Wilmotsa składałby się przede wszystkim z młokosów, ale już ze znaczącymi osiągnięciami w piłce klubowej.

22-letni Courtois jest już mistrzem Hiszpanii, grał w finale Ligi Mistrzów, tak jak jego kolega z Atletico i kadry - 25-letni obrońca Toby Alderweireld, który w tym samym finale wszedł z ławki i nieźle zamieszał na skrzydle. 28-letni Vincent Kompany zdobywał tytuł mistrza Anglii dwa razy z Manchesterem City. A już w lidze belgijskiej, którą opuszczał jako nastolatek, zapracował na Złoty But dla jej najlepszego piłkarza.

Co czuł we wtorkowy wieczór Radosław Matusiak, jeden ze zmarnowanych polskich talentów, który kilka lat temu rzucił futbol? 15 listopada 2006 roku w Brukseli, gdy drużyna Leo Beenhakkera biła się o Euro 2008, on ograł, wręcz ośmieszył van Buytena, zdobywając zwycięską bramkę dla Polski. Ale w futbolu bardziej niż bitwy liczą się wygrane wojny. Karierę w wielkiej piłce zrobili van Buyten i inny pokonany tamtego wieczoru - Thomas Vermaelen. 5 lipca na stadionie Mané Garrincha zagrają z Argentyną o strefę medalową mistrzostw w Brazylii.

Ich wielka przygoda nie byłaby możliwa bez reformy szkolenia i wysypu talentów w piłce belgijskiej. A na niestare przecież gwiazdy, takie jak Eden Hazard czy Romelu Lukaku, naciskają już nastolatki Origi i Januzaj. Origi zdobył gola w meczu z Rosją i w nagrodę przeciw USA wyszedł w podstawowym składzie. Dla amerykańskich obrońców był za szybki, ale z Timem Howardem nie mógł sobie poradzić. Zrobił to Lukaku, zmieniając go w dogrywce.

Miejsce w składzie podczas tych mistrzostw odzyskał Marouane Fellaini, piłkarz sprowadzony przed rokiem do Manchesteru United za 27,5 mln funtów, ale razem z wielkim klubem popadł w głęboki kryzys. Udało mu się jednak odmienić losy meczu z Algierią - wszedł, gdy Belgowie przegrywali 0:1, i popisał się wspaniałą główką.

Prasa ma wciąż pretensje do Wilmotsa, że drużyna nie pokazuje takiej klasy, jakiej wymaga się od piłkarzy o takich możliwościach. - A co to znaczy grać ładnie? - pyta trener drużyny, która wygrała w Brazylii cztery mecze. - Jak byście chcieli, żebyśmy grali? To jest mundial, przyjechaliśmy tu po zwycięstwa, a nie robić dobre wrażenie.

Faktycznie, awans do ćwierćfinału to dla futbolu belgijskiego drugi wynik w historii finałów mistrzostw świata. W 1986 roku w Meksyku "Diabły" były w półfinale, gdzie zatrzymał ich Maradona. Belgowie przegrali wtedy mecz o trzecie miejsce z Francuzami. Potem przez lata patrzyli na zwycięstwa sąsiadów z Holandii. Trzy razy wyszli z grupy na mundialach (1990, 1994, 2002), ale barierą była 1/8 finału. W meczu z USA została przełamana. Dziś więc drużyna Wilmotsa nie jest już tylko pokoleniem nadziei, ale dokonała rzeczy historycznej. Przy czym nie jest to zespół na dziś, ale na lata.

Dlaczego Belgowie grali w tych mistrzostwach średnio? Ale czy rzeczywiście tak grali? Turniej zaczął się dla nich fatalnie, do straconej bramki z Algierią po głupim faulu Vertonghena w polu karnym. Były ogromne nerwy, wtedy jeszcze wydawało się, że Algierczycy to przeciwnik najłatwiejszy z możliwych. Tymczasem ich kolejne mecze pokazały, że na starcie mistrzostw Belgowie dokonali rzeczy niezwykłej.

Do tej pory w każdym spotkaniu młody zespół Wilmotsa stawiano w roli faworyta. Z Argentyną będzie inaczej i to ma pomóc Belgom pokazać pełnię talentu. Zagrają wreszcie bez obciążenia. Co mieli udowodnić, już udowodnili. Nagrodą może być półfinał, zapewne z Holendrami. Wtedy zdolne pokolenie mogłoby się stać numerem jeden, przyćmiewając nawet legendę Coulemansa, Pfaffa, Scifo i Geretsa prowadzonych przez wiecznie palącego cygaro Guy Trysa.

Najgorsze fryzury w historii mundiali [ZDJĘCIA]


Więcej o: