Sport.pl

MŚ 2014. Tryby mechanicznej pomarańczy

Najważniejsze dla Holandii na mundialu nie było ani ustawienie w ostatnim meczu pięciu obrońców, ani forma Arjena Robbena, ani rezerwowi Louisa van Gaala. Najistotniejsze okazało się morderstwo. Własnego ego - pisze z Brazylii Paweł Wilkowicz, korespondent Sport.pl.
Tyle było krzyku, czy w meczu 1/8 finału Rafael Marquez faulował, czy Robben nabrał sędziego, że uciekło nam to, co dla Holandii kluczowe przy rzucie karnym z Meksykiem. A mianowicie, że Robben oddał piłkę. Czuł, że Klaas-Jan Huntelaar lepiej nadaje się do strzelania, bo jest wypoczęty. Ale jeszcze zapytał: "Chcesz?". I oddał. Robben, który w Bayernie nawet po zmarnowanych karnych z Borussią i Chelsea czuł się rozgoryczony, że zabronili mu je wykonywać...

Po klęsce na Euro 2012 Robben prawie przez łzy zapowiadał, że tak dalej być nie może. Że jeśli kadra ma jeszcze kiedyś wygrywać, to każdy musi zapomnieć o sobie, a zacząć myśleć o drużynie. I dotrzymał słowa, choć nikt się tego po nim nie spodziewał.

Minęły dwa lata. W najbardziej rozgadanej reprezentacji na świecie jest na tym turnieju sielanka. Robben zapomniał, że wszystko musi robić sam. Robin van Persie zapomniał, że nie lubi się z Wesleyem Sneijderem. Sneijder zapomniał, że musi na wszystko narzekać. Holendrzy poszli w zapominaniu jeszcze dalej - wyrzucili z głowy, że są zobowiązani do pięknej gry, że mają świetne szkoły piłkarskie produkujące talenty klasy światowej, że kadra powinna biegać, podawać, oddychać jak Ajax.

Może i powinna, ale nie w czasach, gdy holenderskie szkółki podupadły, a Ajax marzy o wyjściu z grupy w Lidze Mistrzów. Oczywiście szkółki nadal są bardzo dobre. Ale już nie wypuszczają perły za perłą. Jak powiedział kiedyś Johan Cruijff, ich problemem stało się to, że przestały dostarczać piłkarzy do Barcelony i Realu. Dziś może dorzuciłby do tej listy Bayern. Wiadomo, o co chodzi. Holenderski piłkarz przestał być towarem luksusowym, przestał kandydować do Złotych Piłek. Znaczy - kandydować może, może nawet jak Sneijder być bohaterem Interu w Lidze Mistrzów i Holandii na mundialu, a i tak go potraktują jak pierwszego lepszego, jak w plebiscycie w 2010 r. A wcześniej pogonili go z Realu, tak jak Robbena, Huntelaara czy Roystona Drenthego. To był zresztą ostatni moment, gdy wielki klub mógł oszaleć na punkcie Holendrów do tego stopnia, żeby kupić sobie Drenthego. Dziś nikt za nimi nie szaleje. Stali się pierwszorzędnymi piłkarzami drugorzędnymi. Wyjątkami są tylko Robben - dziś, bo jeszcze niedawno miał pod górę - i van Persie. Wokół nich wciąż jest magia.

I to jest klucz do zrozumienia, dlaczego Holandia na mundialu wygląda tak, jak wygląda. Van Gaal zdusił w niej wszystkie formy życia wykraczające poza przyjęty szablon tylko po to, żeby oni dwaj, Robben i van Persie, korzystali ze swobody. Z Sneijdera rozgrywającego zrobił Sneijdera maratończyka, który ma biegać za rywalami, a nie rywali gubić. Sneijder wie, że wszyscy mają teraz na nim używanie. Ale wie też, że czasy indywidualnej wielkości ma za sobą, a następnej szansy zostania mistrzem świata pewnie już nie dostanie.

- Widzę, że świat ma problem z tym, jak gram. Ale ja nie mam. Gram w systemie, muszę biegać. Chodzi o to, żeby wrócić z pucharem - mówi.

Teraz przynajmniej ma już pierwszego gola w turnieju, ale dalej będzie tylko trybikiem w maszynie van Gaala. Kto u niego nie chce biegać, ten nie gra. On nawet na Juana Romana Riquelme darł się na treningach w Barcelonie: "Riquelme, ty nie biegasz!". Z Rivaldo pokłócił się po próbie negocjowania przez Brazylijczyka pozycji, na jakiej będzie wystawiany.

Van Gaal - podglądający kiedyś, jak Rinus Michels i Johan Cruijff ćwiczyli na treningach Ajaksu futbol totalny, sam zwolennik pięknej gry - przed obecnym mundialem pogodził się z tym, że nie ma grupy artystów. - Tak, my głównie reagujemy na to, co robi rywal. Takich mam piłkarzy - mówi.

I choć jest z Amsterdamu, to w jego kadrze już się nie oddycha Ajaksem. Wychowanków Ajaksu albo piłkarzy, którzy grali bądź grają w tym klubie, jest tylko sześciu. Ważnych, bo czterech w podstawowym składzie (Cillessen, Blind, de Jong, Sneijder, piątym był w meczu z Meksykiem rezerwowy Huntelaar). Ale tych z Feyenoordu jest aż 11 (w podstawowym składzie z Meksykiem pięciu: Vlaar, de Vrij, Kuijt, Wijnaldum, van Persie, a szóstym rezerwowy Martins Indi)! Robben jest z południa, w świat wyjechał z PSV.

Szkółka Ajaksu zmienia się teraz według pomysłów Cruijffa, żeby wyjść z kryzysu. To szkółka Feyenoordu ma ostatnio lepszą opinię, bo wypuszcza w świat piłkarzy, którzy lepiej godzą obronę z atakiem. Reprezentacja to dziś bardziej robotniczy etos Rotterdamu i jego doków niż amsterdamska bohema. Nawet motto Feyenoordu: "Nie słowa, lecz czyny", też jakoś bardziej do obecnej kadry pasuje.

A najlepszym jej symbolem jest biegający bez przerwy Dirk Kuijt. Z Meksykiem, w siódmą rocznicę śmierci ojca, krzyczał po awansie: "Tato, to dla ciebie!". Zagrał setny mecz w reprezentacji. Grał na lewej obronie, na prawej, a na końcu w ataku. Kuijt, któremu tyle razy mówili, że wielkiej kariery nie zrobi, został siódmym Holendrem, który uzbierał w reprezentacji co najmniej setkę występów.

Na pewno będzie jeszcze sto pierwszy, z Kostaryką. Do sto trzeciego, 13 czerwca na Maracanie, daleka droga. Ale iść zamierzają właśnie tak. Dziś rozchwytywani na rynku transferowym są Belgowie, niech oni spróbują tutaj wygrywać pięknie. Zdaje się, że na razie nie było z tym najlepiej.



Arjen Robben jako nurek [NAJLEPSZE MEMY]


Tu zobaczysz najnowsze wyniki, tabele i terminarz mundialu



Więcej o: