Sport.pl

MŚ 2014. Małe wielkie drużyny

Doskonałość brazylijskiego mundialu bierze się być może stąd, że nie ma w nim zespołu doskonałego. - Gdyby Brazylia nie była gospodarzem, nie byłoby jej już w turnieju - mówi Tostao, genialny skrzydłowy mistrzów świata z 1970 roku, dziś kolumnista "Folha de Sao Paulo". Piłkarzowi, który z powodu problemów z siatkówką oka zakończył karierę w wieku 26 lat, nie chodzi bynajmniej o pomoc sędziów. Tostao uważa, że Brazylijczycy wyszli z grupy i ocaleli w meczu z Chile przede wszystkim dzięki nadludzkiej woli zwycięstwa. Są blisko fanów, czują ich wsparcie, ich marzenia, bez tego ich wiara w szczęśliwe zakończenie turnieju nie byłaby tak ogromna.
Bo jeśli tak na chłodno zagłębić się w grę drużyny Luiza Felipe Scolariego, nie widać w niej atutów godnych przyszłych zwycięzców. Jest tam dwóch fantastycznych stoperów - Thiago Silva i David Luiz - którzy są jak mur przed własną bramką, ale też właśnie oni wypracowali gola na 1:0 w meczu z Chile. Luiz ma dar precyzyjnego zagrania na dużą odległość, co w przypadku Brazylijczyków bywa jedynym rozwiązaniem. Zwykle nie ma kto dostarczyć piłki od obrony do Neymara, bo w drugiej linii są sami gracze defensywni. Fernandinho, Luiz Gustavo czy Paulinho to zawodnicy, których żywiołem jest odbiór piłki. W dodatku na skrzydle Scolari woli wystawiać Ramiresa niż Williana, co przy kłopotach z nieruchliwym Fredem sprawia, że cała odpowiedzialność za atak spada na bocznych obrońców (Marcelo i Daniego Alvesa) oraz Neymarze. W nogach tego ostatniego zaklęty jest geniusz zespołu. Na Kamerun wystarczyło, na Chorwację - z pomocą sędziego, na Meksyk i Chile - już nie. Neymar nie może robić wszystkiego sam, bo nie jest cyborgiem, a poza tym wystarczy rzucić przeciw niemu większe siły i ofensywna gra Brazylii sprowadza się do próby wykorzystania stałych fragmentów.

Gospodarze na tytuł nie zasługują? Więc kto? Argentyna? Zespół Sabelli to jedna z większych zagadek tych mistrzostw. Leo Messi zdobył cztery gole, ale jego udział w grze jest wciąż daleki od tego, na co stać geniusza. Czy "Albicelestes" poradzą sobie w sytuacji, gdy gracz Barcelony w końcu gola nie strzeli? Ángel di Maria jest siłą napędową drugiej linii, kołem zamachowym poruszającym Argentynę, ale w tyłach, tak jak się spodziewano, bywa nerwowo i niepewnie.

Niemcy wyglądają na drużynę nietypową jak na swoje standardy. Zwykle zaczynali turnieje słabo, by po jakimś czasie wrzucać wyższy bieg i tłamsić słabnących rywali siłą i efektywnością. Wydawało się przed turniejem, że druga linia w składzie: Lahm, Özil, Kroos, Götze z Thomasem Muellerem w ataku, daje taką jakość w grze kombinacyjnej, że drużyna Joachima Loewa będzie rozbijać kolejne przeszkody. Rozbiła pierwszą, a potem popadła w kłopoty. Lahm gra dobrze, Mueller znakomicie, ale pozostali z wielkiej piątki poniżej normy. W formie z meczu z Algierią trudno uznać Niemców za poważnych kandydatów do mistrzostwa. Zwłaszcza że w ćwierćfinale czeka Francja.

Ograniczeniem trójkolorowych jest złożenie zbyt wielkiej odpowiedzialności na barki Paula Pogby. 21-letni piłkarz, który ledwo skończył wiek juniora, to przyszła gwiazda światowego formatu. Gorzej, że drużyna Didiera Deschampsa już teraz składa na młode barki odpowiedzialność za konstruowanie akcji. W wielkiej drużynie ktoś taki jak Pogba musiałby pograć jeszcze trochę, by przejąć zarządzanie. Mecz z Niemcami może obalić tę tezę lub ją potwierdzić. Zapowiada się wielki szlagier ćwierćfinałów.

Tak jak Francja zależy od młodzieży, tak Holandia od graczy zbliżających się do emerytury. Robben, Sneijder, van Persie tworzą trójkąt, bez którego zespół Louisa van Gaala przestaje istnieć. Może to wcale nie jest wada? Robben to piłkarz stworzony do roli gwiazdy, jeśli gdzieś nie uznawali jego przewodniej roli, nie dostrzegali geniuszu, zamykał się w sobie i nie był w stanie pomóc drużynie. Tymczasem w Brazylii przy okazji Holendrów mówi się właściwie tylko o nim. Reszta jest od tego, by dostarczyć mu piłkę i patrzeć, co z tego wyniknie. Oczywiście na wyższych prawach są Sneijder i van Persie, dlatego o ofensywnej grze Holandii nie da się powiedzieć tego samego co o Brazylii. Że wszystko redukuje się do geniuszu jednego gracza.

Ponieważ faworyci i wszyscy inni w tych mistrzostwach nie są bohaterami spiżowymi, możliwy jest tak niesamowity, romantyczny sen maluczkich jak Kostarykanów. W jakimś stopniu także Kolumbijczyków, choć José Pekerman ma w drużynie graczy światowej klasy. Entuzjazm, wola walki, solidne umiejętności i mądrzy trenerzy, którzy potrafią je wykorzystać, dały temu mundialowi sensacyjne rozstrzygnięcia. Każda sensacja na mistrzostwach świata ma swój kres, zwykle jest nim ćwierćfinał. To wtedy wielcy zaczynają zwyciężać, jeśli nie ze względu na klasę swoich piłkarzy, to siłą rozpędu i tradycji. Futbol to dyscyplina wyjątkowo konserwatywna. Przez 84 lata rywalizacji o tytuł najlepszej drużyny globu mundiale wygrywało osiem nacji. Żadna rewelacja nie przetrwała od początku do końca.

Czego FIFA zakazała Luisowi Suarezowi [7 RZECZY]


Tu zobaczysz najnowsze wyniki, tabele i terminarz mundialu



Więcej o: