Sport.pl

Niemcy - Algieria. Drużyna Valilhodzicia sensacją, ale i wzorem - dla Polski

Gdyby w futbolu istniał taki zwyczaj, Algierczycy po dwóch godzinach walki schodziliby do szatni przegrani, ale przez szpaler oklaskujących ich Niemców. Nikt nie mógłby bardziej docenić wysiłku włożonego w spotkanie od ich rywali. Choć może jeszcze ci, którzy chcieliby grać jak Algieria?
Relacje Z Czuba i Na Żywo ze wszystkich meczów MŚ na Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE na smartfony >>

Czym jeszcze uraczy nas ten mundial? Brazylii udało się, bo Chilijczyk minimalnie pomylił się przy rzucie karnym. Francja ocalała, bo Eneayama raz nie trafił w piłkę dobrze przy wybiciu dośrodkowania. Holendrów przepchnął do ćwierćfinałów Robben, który z wątpliwą gracją wykorzystał najmniejsze tknięcie go butem przez Rafaela Marqueza. Niemcy w zasadzie do przerwy wyglądali od Algierczyków gorzej, zwłaszcza jako zespół i dopiero w dogrywce doczekali się większej swobody. Zresztą gdyby Manuel Neuer nie maskował tak pięknie braku zwrotności Boatenga, gdyby w ich bramce stał ktoś przyspawany (nie tyle do linii bramkowej, co) do "piątki" czy "jedenastki"... To były te metry, których zabrakło Algierii do największej z mundialowych sensacji?

To był o niebo bardziej szalony mecz niż Niemcy chcieliby na to pozwolić. A zaczęło się już od początku, od kontr, które były efektem pressingu w środkowej strefie, potem rozegrania z pierwszej piłki na skrzydło i groźnych dośrodkowań. Ghoulam i Feghouli cieszyli się swobodą, która irytowała Joachima Loewa, podaniami z bocznych stref szukając Slimaniego. Ten co prawda w powietrzu radzi sobie słabo, ale i nie każde zagranie było posyłane górą. Znów należy wrócić do niesamowitego Neuera i interwencji, które w naprawdę niewielu innych wypadkach mogłyby się zdarzyć.

Nieszczęściem Algierczyków było trafić na turniejową machinę - Niemców, którzy właśnie zaliczają szesnasty ćwierćfinał z rzędu na mistrzostwach świata, będąc od 1954 roku zawsze w ósemce najlepszych drużyn naszej planety. Oczywiście można się trzymać narracji rewanżu za wybitnie niesportowy remis sprzed ponad dwudziestu lat, który najlepszą mundialową Algierię pozbawił porównywalnej szansy na podbicie serc kibiców, ale dla Vahida Halilhodzicia ważniejsze były realne szanse.

Fenomenalnie wybrał i ustawił swój zespół - Aissa Mandi "zamknął" lewe skrzydło Niemców na długo. Gdyby kogoś dziwiła szybka zmian Goetzego, to odpowiedzią jest właśnie prawy obrońca. Efekt wieloletniej selekcji Halilhodzicia? 23-latek z francuskiego Reims w kadrze zadebiutował w marcu. Jeszcze lepszy był Rafik Halliche, pięknie wślizgami blokujący strzały i dośrodkowania rywali - do momentu aż jedna z interwencji okazała się ostatnią, bo kapitan Algierczyków nie miał sił się podnieść. A chciał, mocno o to walczył, krzyczał, naciągał zmęczone mięśnie. Wielki obrońca? W zasadzie żaden - gdy trafił na Wyspy do Fulham szybko dziwiono się temu transferowi, później proponując go tłumom niezainteresowanych i słabszych klubów.



Mundial szaleństw trwa - najnowsze polega na przerzucaniu się drużynami, których utraty najbardziej nam żal. Trudno odnaleźć tej dzisiejszej Algierii obok faworyzowanych Chile czy Meksyku, bo nawet ich popis przeciwko Korei Południowej jakby przeszedł niezauważony. O kapitalnej grze defensywnej z Belgią też już niewielu wspomina. Dopiero dzisiejsze heroizmy - podkreślone przez jak najbardziej zasłużonego gola w końcówce spotkania - wrzuciły piłkarzy Halilhodzicia z powrotem do grona najpoważniejszych kandydatów. A przecież czekamy aż padnie ostatni bastion mundialowego hipsterstwa, Kostaryka...

Nade wszystko należy podkreślić, że Algierczycy pięknie wpasowali się w ten mundial - nie tylko wyniszczającym ich organizmy wysiłkiem, ale też inteligentnymi zmianami w taktyce, rotacją szerokim składem i futbolem pozytywnym. Szybkim, technicznym, kombinacyjnym. Naprawdę nikt nie będzie pamiętał, że Niemcy mieli prawie trzy razy więcej strzałów, a w dogrywce bawili się w to, kto bardziej spektakularnie spudłuje. Jeśli już to w głowie zostaną interwencje Raisa M'Bolhiego czy Islam Slimani, którego w okolicach 110. minuty ten raz Jerome Boateng dogonił - napastnikowi sił starczyło na kilkumetrowy zryw, pad i wiele mówiące ryknięcie rozpaczy ginące w murawie.

A przecież przed mundialem mówiono, że Slimani jest jedynym przyzwoitym graczem z europejskiego poziomu w kadrze Halilhodzicia. Brzmi znajomo? Napastnik-gwiazda, najlepszy strzelec i nawet wiek (26 lat) się zgadza. Jednak on w kadrze nie jest "pierwszy na wszystko" nie dostał opaski za status klubowy, raczej za każdym razem pochylając czoło, robiąc swoje kilometry i sprinty w obronie. Nawet jeśli zabrakło mu ich we wspomnianym pojedynku z niemieckim obrońcą.

O ile Chile wydaje się wyjątkowe przez swój unikalny styl gry, a Meksyk zapamiętamy dzięki bardzo charakterystycznej osobie selekcjonera, tak Algierią chciałoby być wiele reprezentacji o podobnym poziomie. Wypruwali sobie płuca, ale też piłkę szanowali, wyprowadzali ją z pomysłem i brawurą, nie kopiąc bezmyślnie po autach. Mieli charakter i plan, a Halilhodzić zadbał, by to połączenie pozwoliło wydobyć i wykorzystać każdy ułamek procenta z indywidualnej jakości.

Ostatecznie kto by nie chciał zobaczyć tak zdenerwowanych i niepewnych niemieckich piłkarzy w październikowym spotkaniu w Warszawie? Dla nas ta Algieria nie powinna być tylko miłą mundialową przygodą, ale konkretnym wzorem. Jeszcze ją wspomnicie.

Tu zobaczysz najnowsze wyniki, tabele i terminarz mundialu



Kto mocno wzbogacił się na mundialu? Amazońskie plemię Tatuyo


Zdjęcie AADI04: Mundial 2014 - bluza Adidas Zdjęcie CADID82: Mundial 2014 - minipiłka Adidas Zdjęcie DWC1203j: Mundial 2014 - t-shirt junior
AADI04: Mundial 2014 - bluz... CADID82: Mundial 2014 - min... DWC1203j: Mundial 2014 - t-...
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info


Więcej o: