Sport.pl

Co jeszcze wiemy o futbolu po rundzie grupowej mundialu

Dobrze się bronić i szybko kontrować - przepis na sukces. Jakie jeszcze wnioski taktyczne płyną z fazy grupowej?
Faworyci grają w 4-3-3

To wielka zmiana - cztery lata temu najlepsze drużyny stosowały ustawienie 4-2-3-1, broniąc się sześcioma i atakując czterema piłkarzami. Dziś w większości zespołów broni siedmiu zawodników, co daje większą swobodę ofensywnej trójce. Przyjrzyjmy się Francji, najlepiej wyglądającej w dynamicznym ataku. Jej trener Didier Deschamps wykorzystał potencjał w środku pola (duet Matuidi-Cabaye z PSG oraz Pogba lub Sissoko), a także umiejętnie wymieniał piłkarzy na skrzydłach (grał tam nawet Benzema). Podobne schematy - rotację ofensywnej trójki - stosuje Joachim Löw, który wystawia na bokach ataku nominalnych rozgrywających, Özila i Götze. Zmiana ustawienia pozwoliła na zmianę stylu: dominację, a nie tylko kontrowanie. Także Leo Messi przyznaje, że 4-3-3 to najlepsze ustawienie Argentyny - napastnik otwarcie skrytykował Alejandro Sabellę za zmianę taktyki przed pierwszym meczem, z której zresztą selekcjoner wycofał się po 45 minutach.

Eksperymenty nie popłacają

Spójrzmy na reprezentację Włoch: w spotkaniu z Anglią sprawdziło się ustawienie 4-1-4-1, ale już w kolejnym, z grającą bardziej defensywnie Kostaryką, selekcjoner "Squadra Azzurra" miał problem - pomocnicy nie radzili sobie z pressingiem, a obrońcy z kontrami. W przerwie Cesare Prandelli po raz pierwszy zmienił ustawienie (na 4-2-3-1), by skończyć z trzyosobową linią ataku. Przed decydującym spotkaniem podjął decyzję jeszcze bardziej ryzykowną: o grze trójką środkowych obrońców i dwójką napastników. Na podobny eksperyment zdecydował się Sabella przed pierwszym meczem Argentyńczyków, z kolei Luiz Felipe Scolari przeciwko Meksykowi wystawił Ramiresa w roli fałszywego skrzydłowego (a tak naprawdę kolejnego zawodnika środka pola). Pomocnik miał stworzyć więcej miejsca Daniemu Alvesowi, asekurując go przy kontrach rywali, ale próba się nie powiodła - Scolari zdołał naprawić błąd, zanim doszło do katastrofy.

Koniec sławy "dziesiątki"?

W finale poprzedniego mundialu oglądaliśmy rywalizację dwóch "dziesiątek" - Sneijdera i Xaviego. Dziś taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Nawet Niemcy, którzy w RPA zajęli trzecie miejsce, zrezygnowali z wystawiania rozgrywającego za plecami napastnika - Özil gra na skrzydle. Holendrzy wciąż mają Sneijdera, ale on zaliczył ledwie jedną asystę, a jego skuteczność podań jest na niskim poziomie (73 proc.). Po Pucharze Konfederacji wydawało się, że Brazylia będzie miała "dziesiątkę", ale Scolari zdecydował się na zmianę i za napastnikiem gra Neymar, a nie Oscar. Powodem jest chęć umieszczenia piłkarza Barcelony w centrum wszystkich akcji, choć schodząc do lewego boku, zachowuje się on w sposób typowy dla skrzydłowego. Brak klasycznych rozgrywających wynika z braku piłkarzy odpowiedniego formatu, ale też z potrzeby wystawienia zawodników silniejszych i ruchliwszych - Joachim Löw zrezygnował z tej pozycji, by więcej swobody w drugiej linii miał Kroos. Ostatnią prawdziwą "dziesiątką" jest James Rodriguez, którego gole i asysty dały Kolumbii łatwe zwycięstwo w grupie, a on sam wyrósł na gwiazdę mundialu.

Czarne konie trójką z tyłu

"Po prostu zabrakło nam jakości" - mówił Louis van Gaal, gdy dziennikarze pytali o nerwową grę w meczu z Australią. Dla jego młodej Holandii, a także Kostaryki, Meksyku i Chile to główny powód gry trójką środkowych obrońców. System sprzyja przeciętnym zawodnikom w defensywie, ale też wydobywa to, co najlepsze z napastników (w kontrach). Istotną rolę odgrywają liderzy bloków defensywnych - Rafael Márquez grał fenomenalnie z Chorwacją, Ron Vlaar świetnie asekurował kolegów przeciwko Hiszpanii, Gary Medel po profesorsku rozpracowywał ataki Włochów, a Giancarlo González ma najlepsze statystyki spośród Kostarykan. Co charakterystyczne, żaden z nich nie jest wybitnym piłkarzem.

Szybki atak górą

"Zakładając, że futbol międzynarodowy jest kilka lat za piłką klubową, można wnioskować, że to właśnie kontry będą najefektywniejszą bronią na mundialu" - mówił Jonathan Wilson, historyk taktyki piłkarskiej, w wywiadzie dla czasopisma "Kopalnia". Wszyscy, którzy imponowali w fazie grupowej, pokazali umiejętność wyprowadzenia błyskawicznego ataku - głównie angażując bocznych obrońców: Gamboę i Diaza (Kostaryka), Islę i Menę (Chile), Aguilara i Layuna (Meksyk) oraz Janmaata i Blinda (Holandia). Ale o szybkości ataków decydują też napastnicy. Nieustanny ruch Peralty i dos Santosa sprawia wiele problemów obrońcom. Holandia ma niesamowitego Robbena, Kostaryka opiera się na sprintach i dryblingach Joela Campbella, a trener Chile Jorge Sampaoli najbardziej ufa Alexisowi Sanchezowi. Jak daleko mogą zajść te drużyny? Biorąc pod uwagę, że w fazie pucharowej więcej zespołów stawia na defensywę, swoboda w przechodzeniu z obrony do ataku okaże się kluczowa.

Defensywna solidność nadal w cenie

Gdy po przegranym meczu z Kolumbią greckie media chciały wymusić na Fernando Santosie zmianę stylu gry, ten ze spokojem odmawiał, by triumfować po zwycięstwie z Wybrzeżem Kości Słoniowej. "Doskonale wiemy, jak dobrze się bronić i skutecznie kontrować" - tłumaczył trener Greków. Jürgen Klinsmann za najważniejszą formację USA uznaje drugą linię: na mecz z Portugalią wystawił pięciu środkowych pomocników. Wprawdzie brakowało im szybkości, ale świetnie asekurowali bocznych obrońców i udanie utrzymywali piłkę. Irańczykom zabrakło kilku minut, by obronić remis z Argentyną. Kostaryka należy do drużyn, na których bramkę strzela się najrzadziej. Chwali się bramkarza Ochoę z Meksyku, ale równie imponujący jak jego interwencje był sposób, w jaki przeciwko Brazylii bronił się cały zespół. f

Więcej o: