Sport.pl

Mundial 2014. Zmierzch uradowanej naiwności z Afryki

Peter Odemwingie na skrzydle i John Obi Mikel w środku pola nie olśniewali. W afrykańskim futbolu mało co zresztą lśni na tym mundialu.
Jeszcze w latach 80. Kamerun, później Zambia, Nigeria, Senegal, Ghana, a w nowym stuleciu Wybrzeże Kości Słoniowej grały świeżą, czasami naiwną, ale na ogół efektowną piłkę.

Dziś jest już po Kamerunie, jednej z najsłabszych drużyn turnieju. Odpadło WKS w kiepskim stylu, po jednym zaledwie dobrym meczu w słabej grupie. Ghana może się pożegnać z mundialem w czwartek. Tylko Nigeria niesie więc kaganek afrykańskości, zagra w 1/8 finału.

Ale czy to jeszcze jest to, co kochaliśmy kilkanaście lat temu? Teraz ci piłkarze są już tacy zwykli, opatrzeni. Jak w meczu Nigerii z Argentyną. Szukaliśmy wśród Nigeryjczyków piłkarzy, którzy mogliby stanowić przykład żywiołowych, emocjonalnych zawodników. Wydawało się, że może nim być prawoskrzydłowy Peter Odemwingie, który dobrze pokazał się w dwóch poprzednich meczach. To byłaby pewna ironia, bo Odemwingie urodził się w ZSRR (obecnie Tadżykistan), a wychował piłkarsko w Moskwie. W połowie, po matce, jest Tadżykiem.

Przez 80 minut gry oddał dwa nieistotne strzały, podał celnie zaledwie pięć razy (z czego pierwszy raz w 24. minucie!), miał sześć strat i raz sfaulował. Koledzy niemal go nie dostrzegali, ataki Nigerii szły głównie lewą stroną, gdzie szalał strzelec dwóch goli Ahmed Musa.

Nie popisał się też John Obi Mikel, piłkarz wychowany w Nigerii, od nastolatka grający w Chelsea. W statystyce cofnięty rozgrywający nie wypadł nawet tak strasznie źle. Miał 26 celnych podań do przodu, trzy do tyłu i tylko cztery straty, ale te liczby wynikają z tego, że podawał na ogół do najbliższego kolegi, bez żadnego ryzyka, grał miękko. Mięciutki był też jego jedyny strzał. W 62. minucie po rzucie rożnym Argentyńczycy, zamiast wybić piłkę, podali ją niepilnowanemu Mikelowi na nogę sześć metrów od bramki, ale ten chyba myślami był w rodzinnym Jos, bo strzelił lekko w ręce bramkarza.

To, co kiedyś cieszyło oko u afrykańskich drużyn, teraz mają inni. Na przykład Ángel di Maria, który w meczu z Nigerią był świetny, radosny i grał do przodu. Oddał siedem strzałów, w tym pięć celnych, przy 12 stratach podawał celnie aż 44 razy, w tym 20 razy do przodu, co jest wyczynem jak na ofensywnego pomocnika wybitnym. Trzy podania były kluczowe, czyli di Maria miał udział przy 10 strzałach Argentyny w tym meczu.

Więcej o: