Sport.pl

Mundial 2014. Włosi pierwszą ofiarą klimatu

W meczu z Kostaryką Włosi zawiedli nie tylko nadzieje Anglików, ale przede wszystkim tych, którzy już po pierwszym spotkaniu widzieli w nich faworytów mundialu. Jednak to nie tylko dynamiczni i świetnie zdyscyplinowani rywale wpłynęli na wynik spotkania. Wszystko wskazuje na to, że do gry na mundialu wkroczył... klimat.
Przed mistrzostwami Prandelli bardzo chwalił reprezentację Kostaryki, wręcz stwierdzając, że to może być dla Włochów najtrudniejsze spotkanie. - Śledziliśmy ich w ostatnich kilku miesiącach i bardzo obawiam się tej drużyny - mówił włoski selekcjoner - Są świetnie zorganizowani, mają swój styl oraz system gry, który znają na pamięć.

Prandelli się nie mylił. Sensacyjna Kostaryka pokazała, że swoim agresywnym pressingiem, świetnymi kontrami i zaangażowaniem bocznych obrońców może stworzyć wiele problemów truchtającym Włochom. Zresztą od początku spotkanie wyglądało tak, jakby sił do gry nie brakowało wyłącznie jednej drużynie. To nie tylko mało zwrotny Chiellini przegrywał w obronie pojedynki biegowe, ale przede wszystkim zawodnicy, którzy mieli decydować o grze ofensywnej - Candreva i Marchisio. Żaden z nich nie zaliczył nawet jednego kluczowego podania, tylko temu pierwszemu udał się jeden drybling.

Doskonałe gorszego początki

Jednak by zrozumieć dzisiejszą porażkę Włochów, trzeba cofnąć się do ich przygotowań. Na zgrupowanie przed mundialem Prandelli zabrał 42 piłkarzy, wcześniej przez rok eksperymentując z ustawieniami. Tylko że system gry nie był jedyną bolączką selekcjonera, który już po Pucharze Konfederacji wskazywał na przygotowanie fizyczne jako klucz do zwycięstw na mundialu. - W Brazylii potrzeba 23 atletów, nie tylko piłkarzy - mówił Prandelli, jednocześnie chwaląc sobie pracę wykonaną w Coverciano.

W spotkaniu z Anglią nie było widać żadnych problemów z przygotowaniem fizycznym, chociaż rozgrywano je w środku amazońskiej dżungli w Manaus, gdzie wysoka temperatura i wilgotność powietrza miały sprawiać piłkarzom problemy. Jednak w pierwszej rundzie fazy grupowej tylko reprezentacja Niemiec przebiegła większy dystans od drużyny Prandellego. Co więcej, Włosi wpisali się do historii, notując najwyższą na mistrzostwach (od 1966 r., gdy jest to liczone) dokładność podań (92,2 proc.). Biorąc pod uwagę tempo, poziom i rywala w tamtym meczu, nie można nie podziwiać wysiłku jego piłkarzy.

Przegrali przez Serie A

Czy jednak ten występ nie kosztował ich zbyt dużo? Faktem jest, że Włochom udało się wygrać z pogodą w Manaus dzięki ich stylowi gry - w pierwszej rundzie tylko Iran bronił się z porównywalnie nisko ustawioną linią obrony. Oddanie Anglikom piłki zwłaszcza w drugiej połowie oszczędziło im wysiłku, choć sposób, w jaki wyprowadzali akcje spod bramki (środkowi obrońcy najrzadziej grali długie podania na mundialu), musiał imponować. Spokój De Rossiego, Pirlo i Verattiego w środku pola pozwolił im na kontrolowanie sytuacji na boisku.

- Faktem jest, że we Włoszech gra się w zupełnie innym tempie niż w innych europejskich krajach - mówił niedawno Paolo Maldini, legendarny środkowy obrońca Milanu. O ile w meczu z Anglią to się udało, o tyle dziś jednym z problemów Włochów było to, że nie potrafili narzucić swojego tempa rywalom. Na początku spotkania cofnęli się, szukając długich zagrań, ale przegrywali pojedynki biegowe, a sprawnie działająca obrona Kostaryki 11 razy złapała ich na spalonym.

Po przerwie Prandelli starał się ratować wynik, posyłając na boisko zawodników kreatywnych, ale pięcioosobowa defensywa nie zostawiała im wiele miejsca. Nawet trzykrotna zmiana ustawienia Włochów nie zgubiła obrońców Kostaryki. Piłkarze sensacji turnieju przebiegli większy dystans od rywali, ale istotniejszą informacją jest to, że każdy z nich zrobił sześć sprintów więcej od przeciwnika. Przypominając porównanie ich taktyki (5-3-2) do tego, jak grało Wigan pod wodzą Roberto Martineza, trzeba też powiedzieć o wręcz szaleńczym tempie ich spotkań. Również i tę charakterystykę przejęła reprezentacja Jorge Luisa Pinto.

Pogoda nie dla Europy

Nic dziwnego, że Prandelli nie chciał wystawić ofensywnego składu, raczej szukając stabilności w środku pola. Włosi w pierwszej połowie dreptali, nie stwarzali wielkiego zagrożenia, ale największym problemem były niedokładne zagrania - jak choćby to, które powinno dać Kostaryce rzut karny. Wyglądało to tak, jakby remis w tym spotkaniu zupełnie ich satysfakcjonował, oczywiście do momentu w którym Bryan Ruiz nie wyprowadził rywali na prowadzenie.

Syndrom drugiego spotkania na mistrzostwach świata towarzyszy reprezentacji Włoch od 1990 r., ale dziś wyraźnie było widać, jak wielkie znaczenie ma klimat. Oczywiście nie dyskwalifikuje to drużyny Prandellego, ale okoliczności mogą im nie sprzyjać - w Natal, gdzie zagrają swoje decydujące spotkanie z Urugwajem, we wtorek ma być 28 stopni Celsjusza przy 75-procentowej wilgotności powietrza. Jeśli Suarez z Cavanim będą mieli wystarczająco sił na sprinty i akcję w kolejnym meczu, wszystkim Włochom może się zrobić gorąco.



Anglia odpada, internauci żartują [MEMY]


Więcej o: