Sport.pl

Hiszpania odpadła z MŚ 2014. Wołowski: Futbol skundlony

Zero punktów, bramki 1-7 - taki bilans ma Hiszpania po dwóch meczach mistrzostw w Brazylii, po których jest pewna powrotu do domu. Można się było spodziewać, że ?La Roja? tytułu mistrza świata nie obroni, ale jej bilans jest zatrważający.
Pomysł z naturalizowaniem Diego Costy okazał się zły dla wszystkich. Dla Hiszpanii, która kompletnie nie umiała wykorzystać jego umiejętności, gdyż gra w sposób zupełnie niepodobny do Atletico. Był zły dla samego Brazylijczyka, bo wielkie mundialowe plany w ojczyźnie, które snuł, skończyły się na wymuszeniu rzutu karnego w przegranym 1:5 starciu z Holandią. Costa nie pasuje do kombinacyjnej gry "La Roja" tak bardzo, że właściwie zespół gra w dziesięciu. A jeszcze komplikuje sprawę kolegom szukającym nieporadnych wrzutek w pole karne, z czego Hiszpania nigdy nie słynęła. Decyzja Vicente del Bosque i Costy była zła dla Brazylii, bo zajmujący pozycję dziewiątki u Luiza Felipe Scolariego Fred gra w tych mistrzostwach fatalnie. Trzeci argument Hiszpanów jednak nie dotyczy.

Mogli obrońcy tytułu płakać nad dwoma zaprzepaszczonymi szansami na początku drugiej połowy. Najpierw Costa zmarnował pojedynek sam na sam, chwilę potem Busquets nie trafił do pustej bramki. Kiedy rywal mógł bronić w jedenastu dwóch goli przewagi, misja pogoni stała się niewykonalna. Wprowadzenie Fernando Torresa za Costę zmieniło niewiele poza tym, że skróciło męki na boisku naturalizowanego Brazylijczyka.

KONKURS! Zobacz decydujące mecze MŚ w niezwykłej jakości!


To był jakiś futbol mieszany w wykonaniu "La Roja", przypominający jednak raczej pospolitego kundla. Błąd za błędem, niedokładności, nerwy, nawet Andres Iniesta nie był w stanie tego opanować. Zwłaszcza że jest daleki od formy.

Nie chcąc zmieniać prawie nic, selekcjoner obrońców trofeum zmienił niemal wszystko. Gra krótkimi podaniami, w której Hiszpanie zawsze górowali nad rywalami, przestała być ich atutem. Być może także dlatego zespół wraca do domu po dwóch meczach. To najbardziej traumatyczny start w historii mundiali zespołu, który bronił złota.

W starciu z Chile, z którym Hiszpanie wygrali trzy z czterech ostatnim spotkań (jeden remis), drużyna Del Bosque leżała na deskach już po 45 minutach. Dwa gole straty w meczu, który trzeba było wygrać, to za dużo na możliwości tej drużyny. Oczywiście nie tylko Costa stanowił problem. Może brak głodu sukcesu, o którym wspominał Del Bosque? Wydawało się, że nie można wyciągać zbyt pochopnych wniosków z kryzysu Barcelony, skoro Real Madryt wygrał przed chwilą Ligę Mistrzów. Tyle że serce drużyny, środek pola "La Roja", biło w rytmie tiki-taki. Rytm ten zwolnił na tyle, że rywale bez trudu zaczęli nadążać za mistrzami.

Claudio Bravo zagrał może życiowy mecz, ale Chile to wyjątkowo mocna drużyna. Bezdyskusyjnie pobiła obrońcę trofeum grającego o przetrwanie. - Hiszpanie wystrzelą z dumy - przewidywał Arturo Vidal. Nic im to nie dało, byli drużyną gorszą pod każdym względem. Chile zagra z Holandią o pierwsze miejsce w grupie. Hiszpania i Australia jadą do domu zaraz po zagraniu z sobą. Szczególnie dla "La Roja" będzie to mecz upokarzający. 90 minut gry bez stawki na wielkim turnieju dla drużyny, która w ostatnich 6 latach królowała nieprzerwanie. Prawdziwa trauma. Słowo "Maracanazo" chilijczycy przetłumaczyli dziś na hiszpański.



KONKURS! Zobacz decydujące mecze MŚ w niezwykłej jakości!


Więcej o: