Sport.pl

Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2014. Meksykanie, urodzeni masochiści

- My, Meksykanie, jesteśmy urodzonymi masochistami. Nieprzypadkowo narodowym przysmakiem jest paląca papryczka chilli. Przegrywamy, bo tego wymaga masochizm - powiada meksykański dziennikarz i pisarz Martin del Palacio. Meksyk meczem z Kamerunem rozpoczyna swój 14. start na mundialu. Relacja Z Czuba i na żywo w piątek od 18 w Sport.pl.


Buenos Aires, dzielnica Boca. Młodzi grają w piłkę, starsi siedzą na ławeczkach, siorbią yerba mate i rozmawiają o niej. Powiecie tu złe słowo o Diego Maradonie - nie radzę! Każdy skoczy wam do gardła. Spróbujcie jednak zrobić to samo w Mexico City, gdzie urodziła się legenda meksykańskiej piłki Hugo Sanchez, a ... dołączy do was spora grupa potakujących. Hugo Sanchez bowiem, jak każdy meksykański piłkarz, ma w swoim kraju tak samo wielu wyznawców, jak i wrogów.

Meksyk jest zespołem, który ma swój świat. Ten świat nazywa się CONCACAF - to strefa piłkarska Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów. Tutaj "El Tri" są niezrównani i z tej strefy przez ostatnie 30 lat nie zakwalifikowali się na mundial tylko raz - na Italia '90. Zostali wówczas wyrzuceni za kombinowanie z metrykami piłkarzy, którzy mieli wziąć udział w olimpijskim turnieju piłkarskim w Seulu w 1988 r. Łącznie od pierwszego mundialu w 1930 r. aż do ostatniego w RPA nazbierało się 14 startów.

W tych 14 startach Meksykanie tylko dwukrotnie dotarli do ćwierćfinału, na dodatek tylko podczas turniejów organizowanych u siebie, w 1970 i 1986 r. Doprawdy, trudno znaleźć drużynę o podobnym stażu na mistrzostwach świata, która osiągnęła tak mało. A przecież to kraj, który ma ponad 100 mln mieszkańców, czyli tyle, ile Argentyna, Urugwaj, Boliwia, Kolumbia, Paragwaj i Chile razem wzięte! To także kraj, który wypuścił w świat wiele talentów klasy światowej, takich jak Hugo Sanchez, Manuel Negrete, Cuahtemoc Blancho, Rafael Marquez, Javier Borgetti, Luis Hernandez, Jorge Campos czy Javier Hernandez.

Martyrologia związana z występami reprezentacji narodowej jest w Meksyku bardzo duża, powiększyły ją ostatnie eliminacje, w których Meksyk wypadł tragicznie. Cały czas był poza strefą awansu na mundial, w ostatniej kolejce, w meczu o być albo nie być przegrał jeszcze z Kostaryką. Uratowali go... Amerykanie, którzy - pewni już awansu - przegrywali z Panamą 1:2, ale w ostatnich minutach strzelili dwa gole. Wygrali 3:2 i to Meksyk pojechał na brazylijski mundial, a nie drużyna gracza Lecha Poznań Luisa Henriqueza. Pojechał jako rekordzista - żadnej innej ekipy nie prowadziło w eliminacjach aż czterech trenerów! (Jose Manuel del Torre, Luis Tena, Victor Vucetich i wreszcie Miguel Herrera).

Jeśli ktoś myśli, że w polskich programach typu "Cafe Futbol" dużo mówi się o reprezentacyjnej piłce, to znaczy, że nie oglądał telewizji meksykańskiej. Sam widziałem, jak dywagacjom na temat tego, kto powinien grać na lewej obronie w towarzyskim meczu z Nigerią poświęcono pół dnia programu, z wypowiedziami ekspertów i dyskusjami nierzadko z krzykiem. W Meksyku dochodzi bowiem do zadziwiającego paradoksu - kraj ten ma jedną z najlepszych i najbogatszych ligi Ameryki Łacińskiej, a jednak więcej emocji budzi kadra narodowa, która niczego jeszcze na świecie nie osiągnęła. Jej pierwszy wielki sukces to złoto olimpijskie w Londynie w 2012 r., po wygranej w finale z Brazylią, a barwach której grali Hulk, Thiago Silva, Oscar, Lucas, Alexandre Pato czy Neymar.

Liga meksykańska jest fenomenem, ale i przekleństwem Meksyku. Fenomenem, gdyż żaden kraj Ameryki Łacińskiej nie ma takich możliwości finansowych i organizacyjnych, by zatrzymywać swoich graczy w kraju niemal na stałe. Przekleństwem, gdyż w związku z tym niewielu meksykańskich graczy gra w Europie, która stanowi szansę na rozwój fizyczności, taktyki, nade wszystko mentalności.

Mentalność uważa się za największy problem reprezentacji tego kraju. W 1986 roku wydawało się, że oto na własnych stadionach, na pełnym stadionie Azteca drużyna Meksyku z gwiazdą Realu Madryt Hugo Sanchezem w składzie wreszcie zatriumfuje i da radość rodakom doświadczonym nieco wcześniej przez tragiczne trzęsienie ziemi. Rzeczywiście, w grupie wypadła świetnie, w 1/8 finału pokonała Bułgarię, a gol strzelony nożycami przez Manuela Negrete przeszedł do historii jako jeden z najpiękniejszych w dziejach mistrzostw. Przyszedł jednak pojedynek z Niemcami i Meksyk rozsypał się psychicznie i taktycznie. Odtąd tak było co mundial - "El Tri" kończyli na pierwszym miejscu nawet rywalizacje w grupie śmierci, po czym odpadali w fazie play-off. Ostatnio - dwukrotnie z Argentyną.

- W Meksyku piłka nożna jest pełna sprzeczności. Jest zaprzeczeniem kultu skromności, który tu obowiązuje. Być sławnym to w tym kraju wada. Tu piłkarzy się podziwia, ale się im nie zazdrości, bowiem w Meksyku najważniejsza jest wspólnota, nie indywidualności - powiada meksykański dziennikarz Martin del Palacio, którego świetny esej o kadrze "El Tri" ukazał się w książce "Kopalnia. Sztuka futbolu".

- Publiczność meksykańska idzie na stadion, by świętować samą siebie. Niezależnie od wyników i triumfów cieszymy się grą. Gdyby wyniki były istotne, gdybyśmy byli bardzo wymagający wobec naszej reprezentacji, żylibyśmy w ciągłej frustracji, bo generalnie jest zła, może średnia. A w Meksyku nikt nie chce się frustrować z powodu piłki - mówił z kolei meksykański pisarz Juan Villoro w rozmowie publikowanej przez Sport.pl.

To przekłada się na podejście do mundialu w Brazylii, gdy meksykańscy kibice cieszą się, że ich drużyna gra, ale specjalnie w nią nie wierzą. Sondaże przeprowadzone w Ameryce Środkowej przed mistrzostwami pokazały, że w tytuł mistrza świata dla swojej drużyny wierzy więcej mieszkańców Kostaryki niż Meksyku.

Może dlatego trener Meksyku Miguel Herrera miał w środę, na dwa dni przed pierwszym meczem z Kamerunem płomienne i patriotyczne przemówienie. - Chcemy wygrać cały turniej. Nie, nie oszalałem. Uważam po prostu, że trzeba sobie stawiać takie cele, wierzyć w nie i być w tej wierze zdeterminowanym. Wtedy założenia się spełniają. Jeśli działasz z dostateczną determinacją, by je osiągnąć, wówczas marzenia się spełniają - tłumaczy. - Uważam, że mamy dostatecznie dobrych graczy, by sięgnąć po tytuł. Pozostaje właśnie determinacja i wiara w sukces.

Po czym dodał rozbrajająco: - Pochodzimy z pięknego i szczęśliwego kraju jakim jest Meksyk. Zdobycie tytułu byłoby najlepszym podziękowaniem za to wspaniałe pochodzenie.

Miguel Herrera to człowiek, który podczas fatalnych eliminacji dokonał rewolucji w składzie Meksyku - w kryzysowym momencie wyrzucił największe gwiazdy takie jak Javier Hernandez, Giovani dos Santos czy Andres Guardado. Jednym z powodów było to, że ... grają w Europie i ich więź z drużyną jest mniejsza, gdy dolatują do niej raz na jakiś czas. Na mundialu jednak całą trójkę zobaczymy, podobnie jak i weterana Rafaela Marqueza, byłego gracza FC Barcelony ze 118 meczami w barwach "El Tri". Nie ma jedynie Carlosa Veli. Trener uznał, że była gwiazda zespołu "wciąż nie jest gotowa mentalnie".

Meksyk rozpoczyna walkę z drużyną Kamerunu, z którą łączy go to, że piłkarze obu ekip na trening w Brazylii dojeżdżali taksówkami. Meksykanie - z powodu awarii autobusu. Kamerun - gdyż zapomniał zabrać z hotelu kilku swoich graczy.

To trzeci na mundialu pojedynek Meksykanów z zespołem z Afryki. Dotąd ... nie wygrali żadnego! W 1978 roku w polskiej grupie Tunezja pokonała ich 3:1, w 2006 roku Meksyk tylko zremisował 0:0 z Angolą, a cztyery lata temu w meczu otwarcia uzyskał 1:1 z RPA.

Tu zobaczysz najnowsze wyniki, tabele i terminarz mundialu



Zobacz fantastyczne futbolowe animacje historycznych chwil


Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live

Więcej o: