Sport.pl

MŚ 2014. Brazylia. stereo i w kolorze

Najwspanialsze mistrzostwa w historii? Wskazuje na to wszystko: gwiazdy, które będą chciały zatańczyć sambę, i brazylijska torcida żyjąca futbolem jak nikt inny. Ktoś zgłasza sprzeciw?
Najbardziej gorąca futbolowa plotka tego roku głosiła, że Leo Messi porozumiał się z szefami Barcelony, którzy pozwolili mu oszczędzać się na mundial. Brzmi absurdalnie, ale podkreśla wagę imprezy w Brazylii dla największej futbolowej ikony. Jeśli Messi chce się uważać za kogoś ulepionego z tej samej gliny co Diego Armando Maradona, zdobyć ten sam status w ojczyźnie, trzy zwycięstwa w Lidze Mistrzów nie wystarczą. Musi poprowadzić Argentynę do triumfu na mundialu, najlepiej właśnie w Brazylii. Jak tego dokonać w sezonie, w którym gwiazda Messiego i Barcelony mocno zbladła?

Na przeciwnym biegunie jest druga ikona piłki - Cristiano Ronaldo. Niedawno na Facebooku zamieścił zdjęcie z jacuzzi. Rozsiadł się radośnie i wystawił w kierunku obiektywu dziesięć palców dłoni. Symbolizują one dziesięć Pucharów Europy zdobytych przez Real Madryt. "La Decima" była zobowiązaniem Portugalczyka wobec klubu, który latem 2009 roku uczynił z niego najdroższego piłkarza w historii. Ronaldo dług właśnie spłacił, okraszając go niebotycznym rekordem 17 goli w rozgrywkach. To aż o trzy więcej, niż zdobyli José Altafini w 1963 i Leo Messi w 2012 roku.

W styczniu Ronaldo wydarł Argentyńczykowi Złotą Piłkę, a w pierwszej połowie roku uzyskał przewagę w pogoni za następną. W historii swojego kraju i tak jest już kimś wyjątkowym, przed nim nagrodę dla gracza roku zdobywali tylko po razie Eusebio i Luis Figo. Cristiano ma już dwa takie trofea i marzy o trzecim. Mundial może mu w tym pomóc lub zaszkodzić.

Jego sytuacja w Brazylii będzie stosunkowo komfortowa. O ile ambicje Argentyńczyków sięgają szczytu, a przygnębieni kryzysem rodacy Messiego wręcz żądają, by gracz Barcelony zaprowadził drużynę na tron, o tyle fani w Portugalii należą do zdecydowanie bardziej cierpliwych. - Presji nie mamy żadnej. Nic, tylko wygrywać - powiedział ostatnio w swoim stylu Ronaldo.

Faktycznie presji faworytów muszą sprostać przede wszystkim gospodarze. Brazylia chce się wyleczyć z traumy 1950 roku, gdy w decydującym meczu na Maracanie Urugwaj obrabował ją ze złota w obecności niemal 200 tys. zrozpaczonych kibiców.

"Każdy kraj ma swoją katastrofę, taką własną Hiroszimę. Dla nas tą katastrofą, tą Hiroszimą była porażka z Urugwajem w 1950 roku" - przekonywał brazylijski pisarz Nelson Rodrigues. Antropolog Roberto DaMatta zupełnie serio przekonywał, że porażka z Urugwajem była największą tragedią współczesnej Brazylii. Dlatego, że dotknęła wszystkich mieszkańców kraju, sprawiła, że mieli oni poczucie zaprzepaszczenia historycznej szansy. Przy tym nastąpiła w okresie, gdy Brazylijczycy bardzo liczyli na to, iż okażą się narodem o wielkiej przyszłości. Tymczasem zamiast zastrzyku optymizmu czekała ich nieustająca pogoń za przyczynami wstydliwej porażki i jej winowajcami. Ta pogoń trwa do dziś.

Wielką presję i odpowiedzialność bierze na siebie 22-letni Neymar. Z nadzieją godną genialnego młodzieńca. Po finale Pucharu Króla, w którym Barcelona przegrała 1:2 z Realem Madryt, natychmiast zmienił zdjęcie na swoim koncie Instagramie. Zamiast w koszulce katalońskiego klubu, z którym w pierwszym swoim sezonie przegrał na wszystkich frontach, pokazał się w stroju reprezentacji Brazylii, przypominając, że prawdziwi mistrzowie potrafią się podnosić po najcięższych ciosach.

Kiedy w marcu odwiedziłem przebudowany stadion Maracana, koszulki brazylijskich piłkarzy czekały już na nich w szatni. Czy się doczekają? Drużyna Luiza Felipe Scolariego nie zagra na swoim legendarnym obiekcie wcześniej niż w finale 13 lipca. Trzeba pokonać długą drogę od Sao Paulo, przez Fortalezę, Brasilię, a potem Belo Horizonte, jeszcze raz Fortalezę i Belo Horizonte, by dotrzeć do Rio de Janeiro.

Ci, którzy znają Scolariego, boją się, że jego drużyna nie będzie uprawiała joga bonito. I pewnie mają rację. Neymar jest jednym z nielicznych artystów w zespole; większość to gracze silni, zdyscyplinowali, z charakterem. Mają przeć ku Maracanie dziarskim krokiem żołnierza, a nie zwiewnej baletnicy.

Pięknie zagrają Hiszpanie. I Niemcy, a może nawet Włosi. Świat futbolu stanął ostatnio na głowie, skoro te dwie ostatnie nacje, zwykle tak pragmatyczne, bawią kibiców futbolem efektownym. Joachim Löw przywozi do Brazylii drużynę gwiazd, efekt wielkiej reformy szkolenia młodzieży po klęsce na mistrzostwach Europy dekadę temu. Niemcy zorientowali się, że gwiazdy trzeba stworzyć, i dziś mają ich bez liku. Mario Götze, Mesut Özil, Thomas Müller, Toni Kroos - to piłkarze gotowi wygrywać i olśniewać. Niemieccy fani martwią się nawet, by olśniewanie nie przysłoniło im najważniejszego.

Andrés Iniesta będzie bronił hiszpańskiej hegemonii. Od Euro 2008 "La Roja" wcieliła się w rolę primabaleriny fruwającej nad najznakomitszymi futbolowymi scenami świata. Strzelec zwycięskiej bramki w finale mundialu w RPA został instytucją w swoim kraju, produkuje nawet wino pod własną marką, w regionie winnym Albacete. Na Facebooku jest najchętniej odwiedzanym sportowcem Hiszpanii, choć trudno się po nim spodziewać kontrowersyjnych wpisów. Małomówny, cichy, grzeczny, niepozorny, na boisku wciela się w demona. To, co wyprawia z piłką i przeciwnikami, nie mieści się w głowie.

Aby "La Roja" nie popadła w stagnację, Vicente del Bosque zabrał na mundial Diego Costę, napastnika, którego charakter kształtował się ostatnio przy Diego Simeone. Jak wiemy, trener Atlético umiał sprowadzać na ziemię nawet takich artystów jak Neymar, Özil, Messi, Ronaldo czy Iniesta. Powrót naturalizowanego Brazylijczyka do starej ojczyzny oznacza, że obrońcy trofeum będą dla kibiców z Brazylii wrogami publicznymi numer 1.

Lista gwiazd, które warto podziwiać na zbliżającym się mundialu, jest nieskończona. Luis Suárez (jeśli wróci na czas do zdrowia) i Edinson Cavani, a tak-że niesamowity Diego Godin sprawiają, że Urugwaj ma szanse zajść jeszcze wyżej niż w RPA, kiedy wylądował tuż za podium. Rywalizacja w grupie D elektryzuje wszystkich, rozprawa między Włochami, Anglikami i "Urusami" szykuje się na całego. Istne "Rumble in the Jungle", zwłaszcza że hit Anglia - Włochy będzie w Manaus, w samym środku Amazonii. Ktoś z nich pojedzie do domu już po trzech meczach.

To samo dotyczy grupy B, w której Hiszpanie rywalizują z Holendrami (z Robbenem, van Persiem i Sneijderem) oraz z Chile (z Alexisem Sánchezem, Arturo Vidalem). A przecież Australia wcale nie musi opuszczać Brazylii z pustymi rękami. Cztery lata temu "La Roja" i pomarańczowi spotkali się w finale w Johannesburgu, ale Chilijczycy też wyszli z grupy. Tym razem komuś z tej trójki to się nie uda.

Kandydatów do roli rewelacji jest jak zwykle kilku. Portugalia z Ronaldo, Belgia z Hazardem i całym pokoleniem młodych graczy podbijających Premier League. Bośnia i Hercegowina debiutuje w mistrzostwach, Francja chce zmazać plamę na honorze sprzed czterech lat, a Wybrzeże Kości Słoniowej ma Yaya Touré, najlepszego pomocnika ligi angielskiej. Anglicy walczą o to, by pozbyć się piętna wielkich przegranych. Do niedawna dzielili je chociaż z Hiszpanami.

Błogosławieństwem dla kibica jest to, że poza Zlatanem Ibrahimoviciem i Robertem Lewandowskim do Brazylii jadą właściwie wszystkie wielkie gwiazdy. Na mundialu nie zabraknie żadnej drużyny, która zalicza się do czołówki na swoim kontynencie. Niespodzianek w eliminacjach nie było, zapewne zdarzą się na mundialu. W scenerii najlepszej z możliwych dla imprezy tak unikalnej.

W Brazylii futbol pełnił przez ostatnie sto lat funkcję integracyjną. Siedem lat temu prezydent Ignacio Lula da Silva postanowił podarować narodowi piłkarskie mistrzostwa świata jako dowód wielkiego postępu, który dokonał się w największym kraju Ameryki. Wtedy projekt popierali wszyscy Brazylijczycy, z czasem zmieniło się to radykalnie. Protesty przeciw mistrzostwom stały się pretekstem do wyrażania zbiorowej niechęci do korupcji rządzących, analfabetyzmu, fatalnego stanu służby zdrowia i transportu. Brazylia chce się zmieniać nie tylko od święta. Kto wygra ten swoisty pojedynek: przeciwnicy mundialu czy jednak jego zwolennicy? A może jedni i drudzy? f

Zwycięzca mundialu wg bukmacherów

Brazylia4,00
Argentyna5,50
Niemcy6,50
Hiszpania9,00
Belgia20,00
Francja20,00
Anglia25,00
Włochy25,00
Holandia25,00
Urugwaj25,00
Portugalia25,00
Źródło: Betclick, 3 czerwca

Kalendarz mundialu 2014 - kliknij, aby powiększyć


Czy spodziewasz się, że mundial w Brazylii będzie najwspanialszy ze wszystkich, jakie oglądałeś?
Więcej o: