Sport.pl

Droga na mundial. Zaccheroniego walka o przetrwanie

Prowadził trzy największe włoskie kluby (Milan, Inter, Juventus), lecz naprawiać swój wizerunek musi w odległej Japonii. Zbliżające się mistrzostwa świata to dla Alberto Zaccheroniego idealna szansa na to, by przypomnieć się szerszej publiczności.


Materiał powstał w ramach "Tygodnia Azjatyckiego" projektu "Continental - Droga na Mundial"

Karierę trenerską rozpoczął bardzo wcześnie, bo już w wieku 30 lat. Szybko wdarł się do czołówki włoskich trenerów, prowadząc małe Udinese do 3. miejsca w Serie A. W Milanie już w pierwszym sezonie wygrał mistrzostwo, lecz dwa kolejne lata były na tyle słabe, by po remisie w Lidze Mistrzów zostać zwolnionym przez prezesa Silvio Berlusconiego przed kamerami telewizyjnymi. Od tamtego czasu nigdzie nie zagrzał miejsca dłużej niż przez kilka miesięcy. W Lazio, Interze oraz Juventusie pełnił rolę "strażaka", przychodząc w trakcie sezonu, by ratować, co się da. Udało mu się to zarówno w Lazio, jak i Interze, lecz w Juventusie zajął dopiero 7. miejsce w lidze i odpadł z Ligi Europy po porażce 1-4 z Fulham. Za sobą ma jeszcze wcześniejszy epizod w Torino, gdy prowadząc beniaminka, również nie dokończył sezonu.

Gdy zaproponowano mu pracę selekcjonera reprezentacji Japonii, nie wahał się nawet przez moment. - Chciałem wrócić do gry. Po prowadzeniu najważniejszych włoskich klubów możliwość objęcia reprezentacji stanowiła dla mnie odmianę - mówi w wywiadzie dla "Corriere della Sera". - Ten kraj mnie fascynuje ze względu na historię, kulturę. Szkoda tylko, że jest tak daleko od Włoch - narzeka Zaccheroni, który w Japonii mieszka przez 8-9 miesięcy w roku. Jeździ do Europy, by obserwować mecze swoich podopiecznych, choć na początku kadencji grało ich tam niewielu.

Japończycy w Europie

- Gdy wygrałem Puchar Azji, zaledwie trzech czy czterech piłkarzy grało za granicą. Teraz jest ich ponad 25... Wszyscy ich obserwują. Powinny to robić również włoskie kluby - mówi Zaccheroni, nieco mijając się z prawdą. W powołanej przez niego kadrze na mistrzostwa Azji było dziewięciu piłkarzy grających w Europie. A na ostatni sparing z Nową Zelandią stawiło się jedenastu piłkarzy występujących na Starym Kontynencie, a nie było wśród nich czterech kolejnych graczy, którzy śmiało mogą myśleć o grze na mundialu.

Wybór Zaccheroni ma spory. Jego podopieczni grają w takich klubach jak Inter, Milan, Manchester United, Standard Liege, Southampton, Schalke 04 czy innych niemieckich klubach, gdzie są najpopularniejsi. Czasem jednak rodzi to problemy. Zimą Keisuke Honda zamienił CSKA Moskwa na Milan. Miał być motorem napędowym "Rossoneri", lecz na razie głównie rozczarowuje. Shinji Kagawa w Manchesterze United gra rzadko, a ci dwaj piłkarze mają stanowić o sile ofensywnej Japonii. Problemem Zaccheroniego jest to, że obaj uwielbiają grę na pozycji ofensywnego pomocnika, a takie miejsce jest tylko jedno. Z tego względu podczas zeszłorocznego Pucharu Konfederacji to Kagawa musiał występować na skrzydle, choć schodząc do środka, robi miejsce na ofensywne wejścia dla Yuto Nagatomo.

Pikachu na czele reprezentacji Pokemonów! Sprawdź, kto jeszcze wspiera Japonię


"Będziemy atakować"

Rodzi to jednak problemy z obroną. - Gramy w piłkę bez strachu, staramy się to robić z każdym rywalem. Poproszę mój skład o to, by nie martwił się obroną. Oczywiście zespół musi czasem bronić, lecz głównym zamierzeniem jest atak - mówi w wywiadzie dla FIFA.com. To słaba gra kadry w defensywie jest przyczyną jego częstej krytyki. Na wspomnianym PK prezentowali atrakcyjną piłkę. Z Włochami prowadzili nawet 2-0, lecz mimo to przegrali zarówno ten mecz (3-4), jak i dwa pozostałe. W trzech meczach (Włochy, Brazylia, Meksyk) stracili dziewięć bramek. - Mówię naszym piłkarzom, by grali kompaktowo i posiadali odwagę, by angażować się w grę ofensywną. Straciliśmy równowagę podczas Pucharu Konfederacji, lecz to był problem całej drużyny, a nie jednej pozycji - tłumaczy Zaccheroni.

Zeszłoroczny występ w Brazylii był przydatny również z innego powodu. - Mam wystarczająco dużo doświadczenia, by wiedzieć, jak radzić sobie z różnymi czynnikami, takimi jak siła innych zespołów, pogoda, wilgotność czy podróże. Teraz wiemy, gdzie będziemy grać, jaka będzie temperatura i kiedy należy podróżować. Wszystkie te rzeczy będą miały wpływ na nasz występ i musimy o tym myśleć. Brazylia jest tak wielka, że przemieszczanie się po niej będzie jak podróż po całym kontynencie, a nie jednym kraju.

Rywalami Japonii będą Kolumbia, która zdaniem Zaccheroniego "może zajść bardzo daleko", "prawdopodobnie najlepsza reprezentacja w Afryce", czyli Wybrzeże Kości Słoniowej oraz Grecja, która "nie ma wielu świetnych piłkarzy, lecz jest bardzo dobra w sprawianiu, by inne zespoły grały źle". Każdy zespół ma inny styl, co również stanowi wielkie wyzwanie dla selekcjonera. A od Włocha oczekuje się przynajmniej powtórzenia wyniku reprezentacji sprzed czterech lat. Japonia awansowała wtedy po raz drugi w historii do 1/8 finału, gdzie przegrała po rzutach karnych z Paragwajem. Zaccheroni nie ma z tym problemu. - Jako trener zawsze chcę wygrywać. By nim być, trzeba mieć wysokie poczucie własnej wartości. Robię to od 30 lat. Byłem trenerem w lidze włoskiej, najcięższej na świecie. To mi pomogło. 

- Moment, w którym myślisz, że osiągnąłeś wystarczająco wiele, jest momentem w którym przestajesz się rozwijać - twierdzi Zaccheroni. Dla niego mundial może być momentem przełomowym. Jeśli osiągnie sukces, oczy prezesów dużych klubów ponownie zwrócą się w jego kierunku. Jeśli odpadnie w fazie grupowej, będzie musiał odbudować się gdzie indziej.

Tsubasa i Kojiro, czyli najsłynniejsza japońska kadra




Korzystasz z Gmaila? Zobacz, co dla Ciebie przygotowaliśmy

Więcej o: