Sport.pl

Wyroki za "pływanie" po murawie Stadionu Narodowego

- Od dzieciństwa marzyłem, żeby to zrobić - powiedział, wchodząc na salę 41-letni Adam Dziewulak. Sędzia potraktował oskarżonego łagodnie. Zdecydował się warunkowo umorzyć postępowanie na rok próby. Dziewulak dostał też dwuletni zakaz stadionowy, musi także zapłacić 110 zł kosztów sądowych. W osobnym procesie sąd badał sprawę Mariusza W., przyjaciela Adama Dziewulaka. Wydał niemal identyczny wyrok.
Takiego tłumu dziennikarzy w praskim sądzie nie było od lat. Policyjny konwój ledwie się przedarł, prowadząc do sali oskarżonego.

Pochodzący spod Siedlec Adam Dziewulak [zgodził się na podanie nazwiska - red.] na stałe mieszka w Londynie, tam prowadzi działalność gospodarczą w branży budowlanej. Na utrzymaniu ma żonę i trójkę dzieci.

- Przyznaję się do zarzutu, ale nie wiedziałem, że wtargnięcie na murawę jest przestępstwem.

- Nie wiedział pan, że to nielegalne? - zdziwił się sędzia Jerzy Ożdżyński.

- Wiedziałem, ale nie sądziłem, że grożą mi za to aż takie konsekwencje - odpowiedział oskarżony. - Z tego co rozumiem, jestem oskarżony o wtargnięcie na murawę podczas imprezy sportowej. Chciałbym podkreślić, że w tym czasie impreza sportowa, co dwukrotnie słyszałem na własne uszy, została odwołana. Zrobiłem to pod wpływem chwili, adrenaliny. Może to śmiesznie zabrzmi, ale ten mój występ na murawie wręcz rozbawił ludzi i rozładował napięcie na trybunach.



Na koniec poprosił sąd o jak najłagodniejszy wyrok. - Już wystarczającą karę poniosłem - podkreślał, mając zapewne na myśli dwie noce spędzone na dołku komendy przy ul. Grenadierów "o szklance wody".

Sędzia Jerzy Ożdżeński potraktował oskarżonego łagodnie. Zdecydował się warunkowo umorzyć postępowanie na rok próby. Adam Dziewulak dostał też dwuletni zakaz stadionowy, musi także zapłacić 110 zł kosztów sądowych.

Wyrok jest nieprawomocny.

W osobnym procesie sąd badał sprawę Mariusza W., przyjaciela Adama Dziewulaka. Wydał niemal identyczny wyrok. Postępowanie też zostało warunkowo umorzone, również orzeczono dwuletni zakaz stadionowy. Mariusz W. musi zapłacić tylko nieco wyższe koszty sądowe. - Przepraszam i bardzo żałuję tego, co się stało - mówił przed sądem Mariusz W.

Premier i internauci w obronie

W środę na Twitterze premiera Donalda Tuska pojawiły się wpisy w obronie niesfornych kibiców. - Ich akcja nikomu nie zagrażała. Moim zdaniem nie zasługują na karę - brzmi wpis na Twitterze Donalda Tuska. - Trzeba dbać o bezpieczeństwo na stadionach, ale to była wyjątkowa sytuacja - dodaje Tusk.



Do obrony "Bohaterów Basenu Narodowego" włączyli się też internauci. Jeden z portali zadeklarował pomoc finansową. - Kwejk.pl wspiera każdą inicjatywę z poczuciem humoru w Polsce, dlatego zdecydowaliśmy się na pomoc finansową, czyli pokrycie kosztów grzywny - mówi Dymitr Glouchtchenko, twórca Kwejka.

Stronę "Uwolnić Bohaterów Basenu Narodowego" na Facebooku "polubiło" już ponad 62 tys. osób.

"Bohaterowie Basenu Narodowego"

Mężczyźni, którzy stanęli w czwartek przed sądem w tzw. trybie przyspieszonym, w ciągu dwóch ostatnich dni stali się bohaterami internetu i mediów. Za to, że wbiegli na zalewaną deszczem murawę Stadionu Narodowego, groziło im nawet do trzech lat więzienia.

Na niezliczonych zdjęciach i filmie na YouTube oglądał ich cały kraj. Jeden z mężczyzn (ten w chustce na głowie), kiedy odwołano mecz, wybiegł na murawę i stanął w bramce. Gdy zaczęli go gonić ochroniarze, przebiegł przez całe boisko, nie dawał się złapać. Gdy był już prawie przy drugiej bramce, rzucił się na murawę. Dopiero wtedy został pochwycony. Na zdjęciach widać, jak się przewraca, rozbryzgując wodę.



Na murawie pojawił się też inny mężczyzna. Po brawurowym rajdzie przez grząskie boisko wyśliznął się z rąk ochroniarza, który szerokim łukiem padł na boisko, usiłując schwytać niesfornego kibica.

Ich boiskowe rajdy wywołały aplauz kibiców. Wkrótce potem stali się gwiazdami internetu.

Obaj po ujęciu przez ochronę zostali przekazani mundurowym. - Odpowiedzą za wtargnięcie na murawę - mówił asp. Mariusz Mrozek, rzecznik stołecznej policji. To przestępstwo opisane w Ustawie o bezpieczeństwie imprez masowych. Za to przestępstwo grozi grzywna (przynajmniej 1,8 tys. zł), ograniczenie wolności (np. prace społeczne), a w najgorszym wypadku nawet do trzech lat więzienia.

Dopiero później się okazało, że oprócz dwóch mężczyzn, których uwieczniły telewizyjne kamery, na murawę wtargnął jeszcze trzeci kibic. Wszyscy usłyszą dziś wyroki.

Zatrzymanych we wtorek było więcej. Przy jednej osobie znaleziono narkotyki. Trzy inne odpowiedzą przed sądem za naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie stewardów. A jeszcze inny mężczyzna za naruszenie nietykalności cielesnej strażnika miejskiego.