Sport.pl

Łukasz Pieniążek: Lot na Fafe nie mniej skomplikowany niż skoki narciarskie

W końcu nie jestem na przegranej pozycji, bo moi rywale mają wieloletnie doświadczenie w mistrzostwach świata i znają niemal każdy rajd. My właśnie do Portugalii przyjeżdżamy z taką wiedzą - mówi Łukasz Pieniążek przed startem Rajdu Portugalii.

Rajd Portugalii zaczyna serię czterech europejskich rund w kalendarzu WRC, jest też drugą szutrową imprezą z rzędu. Przed rokiem wygrał go Sebastien Ogier (M-Sport), który w liczbie zwycięstw na portugalskich drogach zrównał się z legendarnym Markku Allenem - obaj mają ich po pięć. Francuz wygrał w tym sezonie trzy rajdy, jest liderem klasyfikacji generalnej mistrzostw świata. Ma 10 punktów przewagi nad Thierrym Neuvillem (Hyundai i20 WRC) i 28 nad Ottem Tanakiem (Toyota Yaris WRC).

W WRC–2 pojedzie aż 17 załóg, a jedną z nich będzie duet Łukasz Pieniążek - Przemysław Mazur. Dla Polaków, jadących Skodą Fabią R5, będzie to trzeci start w mistrzostwach świata w tym sezonie - było dziewiąte miejsce w Szwecji i piąte na Korsyce.

W Rajdzie Portugalii do przejechania jest 358 km podzielonych na 20 odcinków specjalnych.

Michał Owczarek: Rok temu w drugim starcie w WRC–2 było piąte miejsce. Patrzysz na to jak na taki mały sukces?

Łukasz Pieniążek: To był bardzo trudny rajd, ale obyło się bez przygód. Naszą taktyką było jechać spokojnie, swoim tempem. Wiedzieliśmy, że nie stać nas na walkę z konkurencję, dlatego postawiliśmy na bezbłędność i na to, żeby dojechać do mety. Zaowocowało to piątym miejscem. Rajd Portugalii to trudna impreza, nasi rywale mieli przeróżne przygody, a nam pozwoliło to wspiąć się na piątą pozycję. I do tej pory lepszego wyniku nie uzyskaliśmy. Mam nadzieję, że w tym roku będzie szansa powalczyć o lepszą pozycję.

Ułatwieniem powinno być to, że trasa jest niemal identyczna do zeszłorocznej. Różni się tylko odcinek na ulicach Porto.

- To rzeczywiście jedyna różnica i ja się z tego cieszę. W końcu nie jestem na przegranej pozycji, bo moi rywale mają wieloletnie doświadczenie w mistrzostwach świata i znają niemal każdy rajd. My właśnie do Portugalii przyjeżdżamy z taką wiedzą. To na pewno dużo daje kierowcy. Mimo że nasze tempo nie było zawrotne przed rokiem, to jednak czuję komfort psychiczny. Znam te odcinki, będziemy je jechać z większym luzem i mam nadzieję, że będziemy mogli „przycisnąć”.

Hopa na Fafe jest legendarna, ale zanim na nią się dotrze trzeba pokonać dwa trudnie dni. Gdzie można wpaść w tarapaty?

- Kluczowy dla losów rywalizacji będzie drugi dzień rajdu. Odcinki zmieniły się jeśli chodzi o nawierzchnię, a szczególnie najdłuższa próba Amarante, która liczy blisko 40 km. Organizatorzy naprawiając drogi, wysypali je luźnym piaskiem podobny do tego, który jest na plaży. A takie drogi bardzo niszczą auta najmocniejszej klasy WRC. Jeśli jest dużo luźnego piachu, to szybko to zostanie wymiecione i my w WRC–2 będziemy jechać już po innej nawierzchni od tej, którą mieliśmy na zapoznaniu. Ciekaw jestem, co nas tam czeka. Mam nadzieję, że nasz opis będzie się zgadzał, bo to może być kluczowe. Podobnie jak próba Cabeceiras, która też może być bardzo wymagająca.

A masz jakąś receptę na Fafe? Jak tam daleko skoczyć i dobrze wylądować?

- W zeszłym roku tylko raz skakaliśmy, bo na pierwszym przejeździe odcinek został wstrzymany po wypadku jednej ze wcześniejszych załóg. Oni wbili się dziobem w ziemię i rolowali. Trzeba sobie ułożyć na nią plan, zanim się na nią dojedzie. Zbliżamy się do niej z dużą prędkością, więc trzeba zaplanować, na którym biegu chcemy najechać i wybić się z tej hopy, żeby później nie było nerwowych ruchów w ostatniej chwili. Bo to jest najgorsze, co można zrobić. Ważne jest, żeby zrobić dobrze technicznie. Jest to nie mniej skomplikowane niż skoki narciarskie.

Tym bardziej, że w miejscu lądowania droga jest węższa niż tam, gdzie się wybijasz. A do tego lądujesz nie na zboczy, jak na fińskich hopach, tylko na płaskim fragmencie drogi.

- Dokładnie. Ta hopa jest bardzo stroma i agresywna. Gdy się na nią najeżdża, podczas lotu jako kierowca w ogóle nie widzę ziemi, dopiero w ostatniej chwili przed lądowaniem pojawia się droga. I wtedy wiem, czy trafiłem czy nie. Fafe oglądałem wiele razy w telewizji, ale dopiero na żywo zobaczyłem jak tu jest wąsko. Telewizja tego nie oddaje. Na zapoznaniu trzeba ją dobrze rozpracować, żeby przy lądowaniu nie było niespodzianki w postaci pobocza, na której jak się wpadnie, to można skończyć tuż przed samą metą.

To Twój ostatni „samotny” start w WRC–2. Do rywalizacji od Rajdu Sardynii dołącza Kajetan Kajetanowicz, trzykrotny mistrz Europy. W MŚ to jednak Ty masz większe doświadczenie.

-Pod tym względem będę bardziej doświadczony, ale nie śmiem się do Kajetana porównywać. On jeździ w rajdach od lat, ma na koncie ogromne sukcesy. Cieszę się, że Kajetan pojawi się w MŚ, bo będę miał szansę porównać się z najlepszym polskim kierowcą rajdowym i ta rywalizacja pokaże mi, na jakim jestem poziomie. Nie mam nic do stracenia i chętnie wystartuję w jednych zawodach, w tej samej kategorii z Kajetanem. Gdy ja zaczynałem karierę rajdową, on był już na topie w mistrzostwach Polski. Był wtedy jednym z moich rajdowych idoli. Teraz to będzie wielka przyjemność, że będę mógł się z nim zmierzyć ramię w ramię na Sardynii.

Więcej o: