Bagienny arystokrata - ekstremalny Range Rover

Arek Kwiecień, fot. Arek Kwiecień / Sigma Pro
23.11.2007 , aktualizacja: 27.02.2008 13:59
A A A Drukuj
Polski Range Rover był jednym z tych samochodów, które dotarły najdalej w głąb malezyjskiej dżungli. Polski Range Rover był jednym z tych samochodów, które dotarły najdalej w głąb malezyjskiej dżungli.
Choć rajd zakończył się miesiąc temu, do dziś ich samochód nie wrócił jeszcze do domu. Range Rover Piotra Kowala i Włodzimierza Babicza, którym Polacy wystartowali w grudniu w Rainforest Challenge w Malezji, z powodu obfitych opadów tropikalnego deszczu na wiele tygodni utknął w dżungli i dopiero przed kilkoma dniami został z niej ewakuowany.
Koła Range Rovera
Koła Range Rovera "obuto" w najlepsze na malezyjską dżunglę, bo... produkcji malezyjskiej opony Simex o rozmiarze aż 36 cali.
Wysoka, obładowana rajdówka wymagała dużych zmian w zawieszeniu, w którym zamontowano specjalnie wykonany do tego samochodu wyczynowy zestaw Ultimate Extreme włoskiej firmy Equipe.
Wysoka, obładowana rajdówka wymagała dużych zmian w zawieszeniu, w którym zamontowano specjalnie wykonany do tego samochodu wyczynowy zestaw Ultimate Extreme włoskiej firmy Equipe.

W aucie zamontowano dwie wyciągarki - mechaniczną, która pierwotnie
W aucie zamontowano dwie wyciągarki - mechaniczną, która pierwotnie "wyciągała z kłopotów" ciężarowego Stara, oraz elektryczną Warna. W dżungli obie były w nieustannym użyciu.

Podczas pechowej wywrotki test pozytywnie przeszedł centralny pałąk przeciwkapotażowy. Zawodnikom nic się nie stało, ponieważ byli przypięci czteropunktowymi pasami bezpieczeństwa Sparco.
Podczas pechowej wywrotki test pozytywnie przeszedł centralny pałąk przeciwkapotażowy. Zawodnikom nic się nie stało, ponieważ byli przypięci czteropunktowymi pasami bezpieczeństwa Sparco.
Piotr Kowal to od lat jeden z najlepszych kierowców off-roadowych w Polsce.
Piotr Kowal to od lat jeden z najlepszych kierowców off-roadowych w Polsce.
Dla Włodzimierza
Dla Włodzimierza "Socho" Babicza był to już drugi występ w Malezji.

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Rajdówka Polaków została zbudowana na bazie kilkunastoletniego Range Rovera Classica. Po całej serii modyfikacji, jakie szacowny Brytyjczyk przeszedł w krakowskiej firmie Land Serwis (której Piotr Kowal jest właścicielem), z oryginału zachowało się niewiele. Tak naprawdę to... tylko rama, która jest bazą auta. Reszta podzespołów została wymieniona na tuningowe lub zmodernizowana tak, aby zniosła brutalne traktowanie podczas przeprawy przez malezyjską dżunglę.

- Naszym podstawowym założeniem była taka przeróbka auta, która pozwoliłaby w sposób maksymalny wykorzystać jego możliwości terenowe przy zachowaniu odrobiny komfortu dla załogi, nie wspominając już o konieczności wygospodarowania miejsca na sporą ilość bagażu, narzędzi oraz części zamiennych, o których transport do dżungli musieliśmy zatroszczyć się sami - mówi Piotr Kowal. Sportowy potwór "z powerem" czy pojemna wyprawówka to dylemat raczej nierozwiązywalny, ale załogi startujące w Rainforest Challenge musiały być gotowe na kompromis. Ich samochody czekały bowiem zarówno krótkie, megatrudne odcinki specjalne, jak i wielodniowa przeprawa przez dziewicze tereny malezyjskiej dżungli.

Moc koni pod maską

Range Rover Polaków napędzany jest silnikiem V8 o pojemności 3.9 l i mocy 180 KM. Spory zapas sił to nie wszystkie jego zalety. Jednostka przygotowana jest również do pracy... pod wodą. Aby nie zawiodła przy rzecznych przeprawach, powietrze do niej dostarczane jest poprzez snorkel, którego wlot umieszczony jest na wysokości głów zawodników.

Napęd z silnika przekazywany jest na koła poprzez wzmocniona automatyczną skrzynię ZF (wyposażoną w dodatkową chłodnię oleju) oraz najwolniejszy (z dostępnych) reduktor LT 230, który połączony jest z blokowanym ręcznie, centralnym dyferencjałem Tomcat Torsen. Mosty napędowe auta wzmocniono i doposażono w blokady Maxi Drive. Z racji zamontowania ponadwymiarowych kół zastosowano wolniejsze przełożenia mostów, co przy włączonym reduktorze pozwala zerwać przyczepność kół na asfalcie! Ich montaż nie był jednak bynajmniej podyktowany chęcią zadawania szyku...

Z bliska Range Rover wygląda niemal monstrualnie. Jego koła "obuto" w najlepsze na malezyjską dżunglę, bo... produkcji malezyjskiej opony Simex o rozmiarze aż 36 cali (największe w ofercie tej firmy), które tylko dlatego mieszczą się w nadkolach, gdyż nadwozie auta zostało podniesione o 10 centymetrów względem ramy. Jego wnętrze wyładowane jest częściami zapasowymi oraz narzędziami. Nowy plastikowy 135-litrowy bak paliwa zajął miejsce oryginalnego, "zaledwie" 90-litrowego. Dodatkowo w aucie zamontowany jest 20-litrowy zbiornik przelewowy, z którego paliwo jest czerpane w sytuacji, gdyby samochód zdecydował się zaniechać jazdy w poziomie.

Włoski ekwipunek

Wysoka, obładowana rajdówka wymagała dużych zmian w zawieszeniu, w którym zamontowano specjalnie wykonany do tego samochodu wyczynowy zestaw Ultimate Extreme włoskiej firmy Equipe charakteryzujący się ogromną wytrzymałością, a zarazem zwiększający potencjał terenowy Range Rovera. W jego skład wchodzą m.in. wzmocnione wahacze (przednie są bardzo lekkie, a w tylnych można regulować długość), komplet sprężyn Heavy Duty oraz przedłużone amortyzatory olejowo-gazowe typu Piggy Bag firmy ORAM (z regulacją tłumienia i zewnętrznymi zbiornikami). - W Malezji byliśmy bardzo zadowoleni z tego zawieszenia - mówi Piotr Kowal. - Dzięki niemu dysponowaliśmy dużym wykrzyżem, a nasz samochód - pomimo bardzo podniesionego środka ciężkości - "trzymał się" ziemi jak przyklejony. Jako suplement, skutecznie zapobiegający ewentualnym wywrotkom auta, zamontowano w nim felgi o dużym odsadzeniu oraz dystanse, które znacząco zwiększyły rozstaw kół.

Starowski mechanik

Gdyby Simexy, blokady i 180 koni nie wystarczyły, pomocą naszym zawodnikom w dżungli służyły wyciągarki. Najgroźniejszą bronią Polaków była mechaniczna wyciągarka zaadaptowana do ich auta wprost z... ciężarowego Stara 660. - Na pomysł takiego rozwiązania wpadłem w roku 1998, budując pierwszą profesjonalną terenówkę - wspomina Piotr Kowal. - Mój wynalazek okazał się strzałem w dziesiątkę, ponieważ umożliwia wyciąganie auta na linie przy wykorzystaniu mocy jego silnika. Później wielu zawodników poszło w moje ślady.

Starowska wyciągarka pozwala wyciągać auto na niezwykle wytrzymałej linie syntetycznej Master Pull, 14 mm, która wytrzymuje aż 20-tonowe obciążenie. Na wypadek gdyby polska myśl techniczna zawiodła, w sukurs zawodnikom miała przyjść standardowa wyciągarka elektryczna Warn XP 9,5, wyposażona również w linę syntetyczną. W piekielne cięzkich warunkach nie raz jednak zdarzało się, że nasi zawodnicy zmuszeni byli korzystać z obu urządzeń...

Pomimo sporych modyfikacji wnętrze auta zachowało nieco ze swego oryginalnego wyglądu. Oczywiście zawodnicy podróżowali przypięci pasami szelkowymi Sparco (to dla bezpieczeństwa - oprócz tego w przypadku ewentualnego dachowania ochronę dla nich miał stanowić centralny pałąk przeciwkapotażowy, który sprawdził się podczas pechowego dachowania Polaków w dżungli), ale na przykład przedni panel wciąż ma swój arystokratyczny charakter.

Terenowy dostawczak

Zza przedniego rzędu siedzeń zniknęła tylna kanapa, co sprawiało, że od tej pory Range Rover z powodzeniem może być zaliczany do grupy samochodów dostawczych. Przepastny bagażnik w Malezji nie świecił pustkami - po dach był wyładowany skrzyniami z częściami zapasowymi, narzędziami, namiotami i łóżkami polowymi (były one niezbędne, ponieważ po ziemi w obozie łaziły skorpiony). Był on zarazem przekleństwem polskich zawodników, bo gdy konieczna była naprawa, trzeba było rozładowywać cały samochód.

Z powodu nieustających opadów deszczu rajd Rainforest Challenge 2007 dla kilkudziesięciu załóg z całego świata zamienił się w walkę o przetrwanie i bezpieczny powrót do cywilizacji. O ile zawodnikom udało się ewakuować z dżungli, ich samochody zostały odcięte od świata i dopiero niedawno organizatorzy wyratowali je z opresji. Range Rover Kowala i Babicza wraz z Defenderem drugiej z polskich załóg - Marka i Agnieszki Janaszkiewiczów - przed kilkoma dniami wypłynął statkiem do Polski. Bagażniki obu samochodów wypchane są ubłoconymi, mokrymi ciuchami, które od miesiąca mutują zamknięte hermetycznie w plastikowych torbach...

Arek Kwiecień

Zobacz więcej na temat:

Podziel się