Sport.pl

Czy Kubica mógł wygrać w Brazylii?

Najlepszy od ponad roku wynik Roberta Kubicy był efektem ryzykownych zabiegów Polaka i zespołu, ale szefowie BMW Sauber mieli do kierowcy pretensje o kwalifikacje. Czy lepsze miejsce na starcie niż ósme, z którego zaczynał Kubica, pozwoliłoby mu na zwycięstwo?
W niedzielnym Grand Prix Brazylii Polak zajął znakomite drugie miejsce i po raz pierwszy w tym nieudanym sezonie stanął na podium. Ostatni raz udało mu się to 12 października 2008 roku, kiedy był drugi w GP Japonii. Do pierwszego Marka Webbera z Red Bulla Kubica stracił w Brazylii 7,6 sekundy.

Pit Stop: Podium Kubicy było cudem, potężna wpadka BMW
- Jestem bardzo zaskoczony tym wynikiem - mówił po wyścigu. - Nie wiedzieliśmy, na jakim poziomie ustawić w samochodzie siłę docisku. Wystawiliśmy mieszany samochód - ten, którym jechaliśmy w Singapurze, ale ze starym przednim skrzydłem. To było bardzo, bardzo ryzykowne - dodał Polak.

Ryzyko polegało też na tym, że kierowca wraz z inżynierami zdecydowali, że po deszczowym sobotnim treningu nie zmienią ustawień samochodu. Bolid Kubicy przygotowany był na suchy tor, a że pomiędzy czasówką i wyścigiem przy maszynach majstrować nie można, to Polak w chaotycznych, przerywanych deszczem i wypadkami kwalifikacjach jeździł samochodem nieprzystosowanym do warunków. Mimo tego zajął ósme miejsce, jedno z najlepszych w tym sezonie.

Szef zespołu Mario Theissen oraz główny inżynier Willy Rampf nie byli jednak zadowoleni. - W końcówce ostatniego pomiarowego okrążenia Robert jechał wolniej. Mogliśmy osiągnąć więcej - mówili. Między Theissenem a Kubicą doszło do ostrej wymiany zdań, po której Niemiec chodził po padoku zły i z nikim nie chciał rozmawiać. Zdaniem Rampfa Kubicę stać było na miejsce w czwórce - w pierwszej sesji kwalifikacji Polak miał przecież trzeci czas.

- Byłem zaskoczony, że samochód był konkurencyjny na mokrym torze, a kiedy woda znikała, to prowadziło się go trudniej. Inni adaptowali się za to do przesychającego toru - mówił Kubica po kwalifikacjach. - Nie wiem, dlaczego niektórzy byli w sobotę zawiedzeni. Oni chyba wierzą, że cuda mogą zdarzać się w każdej sesji - dodawał z przekąsem w niedzielę.

Po starcie z ósmej pozycji Polak wykorzystał kolizje brawurowych kierowców, wyprzedził Nico Rosberga i znalazł się w trójce. Gdyby startował np. z czwartej pozycji, mógłby mieć stłuczkę z szarżującymi Kimim Räikkönenem lub Jarno Trullim, bo zamęt na pierwszym okrążeniu był wielki. Po wypadkach doszło zresztą do neutralizacji, która oznaczała w praktyce start lotny w momencie, kiedy Kubica był właśnie czwarty.

Polak wyprzedził Rubensa Barrichello dzięki opóźnionemu zjazdowi do alei serwisowej, a potem gonił Webbera. - Byłem w lekkiej panice, kiedy zobaczyłem, że Robert się zbliża, ale wyjaśniono mi przez radio, że on zjedzie wcześniej na drugie tankowanie - mówił Australijczyk. - Miałem problem z temperaturą silnika, musiałem zmniejszyć obroty i w sumie byłem zaskoczony, że dotrzymywałem kroku Markowi i Rubensowi - wyjaśniał Kubica, który dzięki ośmiu punktom awansował na 13. miejsce w klasyfikacji generalnej.

1 listopada w Abu Zabi odbędzie się ostatni wyścig w tym sezonie i ostatni, w którym Kubica pojedzie w BMW Sauber. Od przyszłego roku Polak będzie ścigał się w Renault.

Brytyjczycy wychwalają Buttona

Jenson Button z Brawna w Brazylii był piąty, ale to wystarczyło do zapewnienia mistrzostwa świata. Prasa w Wielkiej Brytanii wychwala 29-letniego kierowcę, który został 10. brytyjskim triumfatorem F1. "Już niebawem gliniarze będą pytać przekraczających dozwoloną prędkość kierowców: co się panu wydaje? Że jest pan Jensonem Buttonem?" - zauważa "The Sun".



Więcej o: