Wielki powrót Joanny Jóźwik. Po ciężkiej kontuzji nie ma już śladu. "To był bolesny rok. Zamknęłam się w pokoju i ryczałam przez trzy dni"

Nowy trener, nowy klub i nowe cele. Czy Joanna Jóźwik, jedna z najbardziej utalentowanych biegaczek średniodystansowych, dołączy do piekielnie mocnej czołówki z Caster Semenyą na czele? - To niesamowicie uzdolniona zawodniczka. Od natury dostała naturalny doping i skutecznie z tego korzysta. Nie jesteśmy przyjaciółkami, ale szanujemy się - mówi brązowa medalistka ME i piąta zawodniczka igrzysk olimpijskich na 800 m.

Damian Bąbol: Wracasz.

Joanna Jóźwik: Wracam. Nareszcie zdrowa, psychicznie mocniejsza, zmotywowana, wręcz głodna treningów i ciężkiej pracy. Otwieram nowy rozdział. Przez ostatni rok walczyłam z kontuzją biodra. Uraz wyeliminował mnie z dwóch ważnych imprez. Nie wystartowałam w halowych mistrzostwach świata w Birmingham i mistrzostwach Europy w Berlinie. Na początku myślałam, że ominie mnie tylko sezon halowy. Kiedy dowiedziałam się, że przerwa potrwa o wiele dłużej, byłam załamana. Zamknęłam się w pokoju i ryczałam przez trzy dni. Teraz się z tego śmieję, ale bardzo to przeżyłam. Wierzę, że najgorsze jest już za mną.

Sporo się wokół ciebie sportowo pozmieniało.

- Zmieniłam klub. Będę reprezentowała  AZS AWF Katowice. Mam nowego trenera. Został nim Kuba Ogonowski. Świetny fachowiec, który zna mnie od sześciu lat. Obserwuje mój trening, wie jakim typem zawodniczki jestem. Potrzebowałam tej zmiany. Jestem wdzięczna za wykonaną pracę z wcześniejszym trenerem Andrzejem Wołkowyckim, ale czułam, że jeśli chcę się dalej rozwijać i nie martwić kontuzjami, to nadszedł czas na nowy etap. Podjęłam dobrą decyzję. Brałam pod uwagę wielu trenerów, w tym zagranicznych. Ostatecznie zaufałam Kubie, który szkoli również Karola Zalewskiego, halowego mistrza i rekordzistę świata w sztafecie 4x400 m. W sumie podobnie jak Karol jestem typem szybkościowca. Dlatego potrzebuję bardziej trenera od sprintu niż wytrzymałości. Oprócz Kuby w moim teamie jest też Karol Szapel, fizjoterapeuta neuro-ortopedyczny. Działamy razem od trzech tygodni. Mam za sobą na tyle poważną kontuzją, że przekonałam się, aby dalej biegać na najwyższym poziomie, muszę wdrożyć  konkretne ćwiczenia, które wyeliminują przyczyny tego urazu. Po drugie to fachowiec, który zwraca uwagę na coś, czego normalny trener biegowy często nie dostrzega np. że nie pracują mi odpowiednio barki, że nie wypycham bioder do przodu itd. Tworzą zgrany duet, są bardzo zaangażowani, kontaktują się po każdym treningu. Gdy to wszystko obserwuję z boku, aż serce rośnie. Przyświeca nam jeden wspólny cel, czyli żebym jak najszybciej wróciła do wielkiego ścigania.

Co czułaś, kiedy na HMŚ w Birmingham i ME w Berlinie nasi lekkoatleci zdobywali medal za medalem? Dominowała radość z sukcesów kolegów i koleżanek czy jednak sportowa złość, że nie jesteś w tym gronie?

- Przeżywałam skrajne emocje. Z jednej strony ogromnie cieszyłam się z wielkich wyników naszych reprezentantów, a po chwili dopadał mnie smutek, że muszę obserwować to wszystko w domu. Broń Boże nie czułam żadnej zazdrości, ale w sercu miałam wielki żal, że omijają mnie takie fantastyczne imprezy.

Czułaś presję z powodu przedłużającej się absencji?

- Nie, ale regularnie dostawałam wiadomości typu, że zamiast biegać, to tylko lansuję się w internecie. Było tego mnóstwo, ale mówiłam sobie: „dlaczego mam się tym przejmować?”. W końcu sama najlepiej wiedziałam jak było naprawdę. Osoby, którym tak łatwo przychodziło komentowanie i ocenianie w mediach społecznościowych, nie miały pojęcia co przeżywałam. To że się uśmiecham na Instagramie nie znaczy, że tak jest przez cały czas. Owszem, jestem radosną osobą, cieszę się z życia, ale jak każdy przeżywam też gorsze dni. Czasami to gdzieś przemycę w jakimś poście, ale na ogół nie okazuję tego na Instagramie czy Facebooku. Nie dlatego, że jestem nieszczera, tylko mimo wszystko staram się ludzi zarażać pozytywną energią. Na szczęście większość fanów zrozumiało moją sytuację. Oprócz tych mniej sympatycznych, dostałam zdecydowanie więcej przychylnych i pocieszających wiadomości: „Wracaj szybko do zdrowia, nie możemy się ciebie doczekać!” - takie komunikaty najczęściej wpadały do mojej skrzynki. Za każde dobre słowo z całego serca dziękuję. Wiem, że mam do kogo wracać. To mnie niesamowicie motywuje.

W trudnych chwilach włączałaś na YouTube swoje najlepsze starty np. z Rio?

- Raczej nie. Było, minęło, trzeba iść dalej i myśleć o kolejnych celach. Oczywiście bardzo się cieszę, że wtedy byłam piąta. Ogromnie doceniam tamten wynik. Od dziecka marzyłam o występie na igrzyskach olimpijskich. Wystartowałam, pobiegłam w finale, pobiłam rekord życiowy i dałam z siebie wszystko. To była fantastyczna przygoda.

Myślisz, że wrócisz jeszcze do takiej formy, w jakiej byłaś w Rio, gdzie otarłaś się o medal?

- W ogóle nie widzę innej możliwości. Jestem super zmotywowana. Czasami myślę, że może aż za bardzo. Ale trudno, nie zamierzam tych emocji w sobie tłumić. Widzę, jakie robię postępy, widzi to też mój nowy trener. To wszystko nastraja mnie wyłącznie pozytywnie. Musi być dobrze.

Światowa czołówka wydaje się silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Pod koniec czerwca podczas Diamentowej Ligi w Paryżu Caster Semenya osiągnęła kosmiczny wynik. Zwyciężyła na 800 m z czasem 1:54.25. Omal nie pobiła legendarnego rekordu świata Jarmily Kratochvílovej z 1983 r., który wynosi 1:53.28.

- Chyba tylko przez przypadek nie pobiła tego rekordu. Wbiegając na metę nie wyglądała na jakąś bardzo zmęczoną. 

Nie lubisz o niej rozmawiać?

- Nie, dlaczego? To moja rywalka, ale też koleżanka z bieżni. Nie jesteśmy przyjaciółkami, ale też nie omijamy się szerokim łukiem. To niesamowicie uzdolniona zawodniczka. Od natury otrzymała naturalny doping i skutecznie z tego korzysta. Zdaję sobie sprawę, że jeżeli chcę wrócić do ścisłej czołówki, to czeka mnie arcytrudne zadanie, ale zamierzam walczyć.

Po każdej twojej wypowiedzi na temat Semenyi spotykasz się z falą krytyki. Główny zarzut to brak tolerancji.

- Bzdury. Nigdy nie miałam żadnych problemów z osobami interseksualnymi. Mam wielu znajomych sportowców z różnych zakątków świata, o różnym kolorze skóry, orientacji. Zawsze ogromnie szanowałam każdego człowieka. Z takim samym należytym szacunkiem wypowiadałam się o Caster. Po olimpijskim finale powiedziałam tylko, że zawodniczki z podwyższonym testosteronem są dużo silniejsze, bardziej wytrzymałe i prezentują poziom, który bardzo ciężko osiągnąć. Różne środowiska błędnie zrozumiały ten przekaz, niektóre słowa zostały przekręcone i zrobiło się niefajnie. „Głupia, rasistowska zdzira” - dostałam kiedyś taką wiadomość. No to było przegięcie. Mało brakowało, a sprawa skończyłaby się w sądzie. To straszne, że nasza wolność słowa w takich sytuacjach jest mocno ograniczana. Nikogo nie obrażasz, wypowiadasz jedynie swoje zdanie, do którego masz pełne prawo, a na koniec ktoś cię wyzywa od rasistki. Przecież to jakiś absurd.

Co IAAF powinien zrobić z takimi zawodniczkami jak Caster Semenya?

- Nie wiem. Na pewno jest to problem, ale nie jestem w stanie podać teraz gotowego rozwiązania. Szczerze mówiąc, nie skupiam się na Caster czy innych zawodniczkach. Życzę im jak najlepiej, mam nadzieję, że już wkrótce znów będę mogła z nimi rywalizować na mistrzowskich imprezach.

Nawet jeśli równorzędna walka o medale mistrzostw świata lub igrzysk olimpijskich może okazać się zwyczajnie niemożliwa?

- Nawet. Będę walczyła i zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby kibice zobaczyli najmocniejszą wersję Joanny Jóźwik, ale przede wszystkim chcę znowu czerpać jak najwięcej radości z tego sportu. W końcu tak długo na to czekałam. W tej chwili moim marzeniem jest powrót na największe areny, aby znów ścigać się z czołówką. Strasznie tęsknie za tymi emocjami, ale nie narzucam sobie żadnej presji wynikowej. Przez ostatni rok wiele zrozumiałam. Staram się być wdzięczna za małe rzeczy, jakie mnie w życiu spotykają. Znów cieszy mnie fakt, że mogę wyjść na poranny trening, wykonać go bez żadnego bólu. Czuję już tego „bluesa”, wszystkie ćwiczenia idą w dobrym kierunku i coraz luźniej mi się biega.

Dotarło też do mnie, że nie muszę za niczym gonić. Sport daje mi ogromną frajdę, mnóstwo radości i właśnie tą radością chcę dzielić się z innymi. W tym kierunku pragnę podążać. Zamierzam jak najdłużej cieszyć się z trenowania  osiągać coraz lepsze wyniki, bo mnie to po prostu - kolokwialnie mówiąc - jara. Wystrzał startera, wypełnione trybuny, wrzawa 60-70 tysięcy kibiców, ten wyrzut adrenaliny, to jest właśnie spełnienie moich marzeń i największa motywacja do dalszej pracy. Chcę znowu to przeżywać i wcale nie zraża mnie perspektywa ewentualnej porażki czy zakończenia kariery bez olimpijskiego medalu.

Jeden z kadrowych trenerów powiedział mi, że masz nawet większy talent od Adama Kszczota.

- Talent… To pojęcie składa się z bardzo wielu elementów. Czy mam dobre predyspozycje? Tak. Czy większe od Adama? Nie wiem. Szczerze, to nawet nie chcę, żeby ktoś mówił, że jestem bardziej utalentowana od zawodnika, który jest multimedalistą mistrzowskich imprez i od dekady nie schodzi poniżej najwyższego poziomu. Ja mam tylko jeden medal i trochę niezręcznie się czuję, kiedy ktoś mnie porównuje z tak wybitnym sportowcem. Ale jeżeli ktoś twierdzi, że jestem utalentowana, to oczywiście jest to bardzo miłe i daje dodatkowego kopa do tego, żeby ciężko pracować i dbać o siebie.

Trening średniodystansowców jest straszny. Trzeba skakać ze sztangą i talerzami dziesiątki razy, przerwa i znowu, biegać sprinty do upadłego, żyłować organizm. 800-metrowiec musi być silny, by przepchnąć się w grupie lub być skrzyżowaniem charta z gazelą. W jaki sposób trenując tak katorżniczą dyscyplinę można prezentować najwyższą formę przez dziesięć sezonów z rzędu?

- Adam jest bardzo mądrym zawodnikiem. Doskonale zna swoje ciało, potrafi umiejętnie narzucić odczucia swojemu trenerowi , który od razu reaguje na każdą jego sugestię. Ja z kolei w stu procentach ufam i idę w ciemno za trenerem. Przynajmniej tak było do tej pory. Kiedy czułam jakiś ból w nodze, to mówiłam sobie: „Nie poddam się, jadę do końca”, ale teraz wiem, że to był błąd. Czasami trzeba powiedzieć sobie: „Stop! Dlaczego mnie boli? Może trzeba coś zmienić?”. Poza tym Adam jest tytanem pracy, człowiekiem z bardzo silną psychiką, który oprócz perfekcyjnego sportowego przygotowania bardzo dużą wagę przykłada do treningu mentalnego.

Jak taki trening wygląda?

- To chyba indywidualna sprawa każdego sportowca. Nie wiem dokładnie jak to wygląda u Adama, ale mogę to wyjaśnić na swoim przykładzie. Stosuję wizualizacje, czyli wprowadzam się w stan bardzo głębokiej relaksacji. To się nazywa trening autogenny, polegający na wywołaniu poprzez autosugestię doznań podobnych do stanu hipnozy.

To znaczy?

- Powoli wyciszamy organizm. Najpierw jednak kładę się wygodnie, nogi są górze i puszczam delikatną muzykę, najlepiej zen. Następnie zaczynam mówić, które poszczególne części ciała mają się rozluźnić. Kiedy rozluźniam stopy, to stopniowo przestaję je czuć. I tak jest z całym ciałem. Najtrudniej wyciszyć umysł, ale kiedy to osiągniemy i wyciągniemy całe napięcie to nagle czujemy, jakbyśmy nie byli w swoim ciele. Po pewnym czasie czuję tylko błogość.

Co się dzieje dalej?

- Na przykład zaczynam wizualizować swój idealny bieg, swoje idealne samopoczucie. Często jest tak, że umysł sam mnie gdzieś prowadzi. Daję się ponieść wyobraźni. Zdarza się, że ląduję na plaży i czuję wiatr, który mnie smyra po twarzy. Niesamowite uczucie, które pomaga w wytwarzaniu w sobie pozytywnej  energii. Najlepiej takie techniki stosować podczas sesji z psychologiem sportowym.  

Masz już jakieś plany na życie po karierze?

- Mam różne pomysły. W październiku razem z moją przyjaciółką Magdą Broniewicz, byłą sprinterką oraz agencją Venga Travel, zorganizowaliśmy obóz dla biegaczy amatorów. Wiem jak trening motoryczny i specjalistyczny może wpłynąć na jakość biegu i uchronić przed kontuzjami. Tego właśnie brakuje osobom, które zaczynają przygodę z bieganiem. Często nie zwracają uwagi na ćwiczenia poprawiające technikę lub ogólną sprawność. Skupiają się za to wyłącznie na nabijaniu kilometrów. Uważam, że warto uświadamiać ludzi, żeby jednak rozwijali się w prawidłowym kierunku, bo to jest naprawdę fajny sport, ale trzeba do niego odpowiednio podejść. Za nami pierwszy obóz w Bukowinie Tatrzańskiej. Przez tydzień ćwiczyliśmy trzy razy dziennie. Skupialiśmy się głównie na technice biegu, ćwiczeniach mobilizacyjnych, stabilizacyjnych, rozciąganiu. Uczyliśmy się rolować, rozciągać, wykonywać prawidłową rozgrzewkę. Premierowa edycja była dla nas dużym wyzwaniem, ale okazała się strzałem w dziesiątkę. Oprócz treningów biegowych uczestnicy mieli m.in. zajęcia z dietetyczką Ulą Somow, trenerem przygotowania motorycznego Krzyśkiem Konopką oraz zabiegi z fizjoterapeutką Agatą Nowicką. Poza intensywną pracą był też aktywny wypoczynek, wspólne wyjście w góry, ognisko, wszyscy super się zintegrowali. W marcu planujemy kolejną edycję. Kierunek? Jeszcze do przedyskutowania, ale myślimy szeroko. Zastanawiamy się nad Monte Gordo  w Portugalii, gdzie często wyjeżdżamy na obozy. A może COS w Zakopanem? Musimy się zastanowić. Na pewno coś fajnego wymyślimy.  

Planowanie i organizacja obozów dla amatorów nie zaburzy twojej koncentracji na powrocie do światowej czołówki?

- Absolutnie nie. Po pierwsze dwa razy w roku mam przerwę w treningach, którą mogę przeznaczyć, na właśnie takie projekty. Po drugie nie wszystko jest na mojej głowie. Mam świetnych doradców w tym zakresie. Fenomenalną pracę organizacyjno- sportową wykonuje m.in. Magda Broniewicz, która na obozie pełniła również rolę jednej z trenerek. Z całego serca jej dziękuję. Na pewno zrealizujemy jeszcze niejeden super projekt. 

Dla wielu sportowców życie po karierze okazuje się często niełatwym wyzwaniem. Ty raczej nie obawiasz się przyszłości poza bieżnią.

- Nie myślę jeszcze o zakończeniu kariery, zakładaniu rodziny itp. Jasne, że bieganie zawodowe nie trwa wiecznie i trzeba mieć z tyłu głowy jakiś pomysł na inne życie. Ostatni udany obóz dał mi dużo radości i utwierdził w przekonaniu, że chciałabym w tym kierunku dalej działać, aby jak najwięcej tego sportu wyczynowego przekładać na zwykłych biegaczy. Inspirować ich i dzielić się cennymi poradami.

Jakie masz jeszcze inne pasje?

- Fotografia. Cały czas się szkolę. Dużo czytam na ten temat. Chętnie jeszcze bardziej rozwinęłabym się w tej dziedzinie, ale brakuje czasu, żeby pójść na jakiś kurs. Zawsze fascynowała mnie też moda. Nawet swego czasu zaczęłam projektować, ale na razie wolałabym nie zdradzać wszystkiego. Może kiedyś będzie okazja o tym porozmawiać.  

Najbliższy cel?

- Halowe mistrzostwa Europy w Glasgow 1-3 marca 2019. Nie mogę obiecać, że będę wtedy w najwyższej dyspozycji, ale jest plan, że tam wystartować i zaprezentować z jak najlepszej strony.

Te daty muszą znać wszyscy Polacy. Sprawdź, ile pamiętasz
1/15Chrzest Polski był w roku:
Komentarze (10)
Wielki powrót Joanny Jóźwik. Po ciężkiej kontuzji nie ma już śladu. ?To był bolesny rok. Zamknęłam się w pokoju i ryczałam przez trzy dni?
Zaloguj się
  • czad_komando

    Oceniono 5 razy 3

    Pani Joanno, jest Pani cudowna. Życzę złota!

  • sztucznypolak

    Oceniono 4 razy 2

    Jedna z najlepszych biegaczek. O Afrykankach nie ma co mowic, nie powinny byc dopuszczone do startow z kobietami. Poza tym przepisy wracaja do normalnosci i p. Joanna bedzie mogla pokazac, gdzie jest jej miejsce.
    Powodzenia!

  • glos_z_ciemnosci

    Oceniono 1 raz 1

    Ależ ona jest śliczna :)

  • marteneden

    0

    Niestety już wyników nie będzie. Może jakiś poziom lokalny. Ale nie europejski czy światowy. Może zostać jakąś tam trenerką, ale o szczytach wyników - zapomnij. Wiecie dlaczego? Nie ma geny oraz nie ten co trzeba koks. Tyle w temacie. Wspomnicie moje słowa. Cześć

  • tajemniczy_don_pedro

    0

    Dopuszczanie do sportu kobiecego takich zawodników jak Semenya (świadomie używam rodzaju męskiego) całkowicie likwiduje sens takiego sportu. Jeśli o płci nie decyduje biologia, to proszę bardzo, niech sobie Semenya kończy biegi gdzieś na końcu stawki, rywalizując w kategorii open z mężczyznami. Jeśli jednak biologia decyduje, to w sporcie kobiet nie ma dla "intersex" miejsca.

  • poparzony

    Oceniono 1 raz -1

    Dawaj mała ;) będziesz wielka.

  • ttwo

    Oceniono 3 razy -1

    W Rio w biegu na 800 m kobiet zajęła 3 miejsce, a w formule "oppen" 5 miejsce.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje