Sport.pl

ME Lekkoatletyka 2018. Anita Włodarczyk: Rywalki na pewno się zastanawiają, kiedy skończę karierę

- Na przyszły rok na naszej arłamowskiej polanie trzeba będzie wyciąć choinki, bo młotem trzykilogramowym rzuciłam już 94,05 m, a jeszcze przed igrzyskami w Rio miałam rekord 89,90 - mówi Anita Włodarczyk. W niedzielę w Berlinie nasza młociarka zdobyła czwarty z rzędu tytuł mistrzyni Europy. I choć nie zbliżyła się do swojego rekordu świata, zapewnia, że wkrótce może go pobić. W nocy Włodarczyk odjedzie do Polski specjalnym, złotym autokarem. - Może nawet się przejadę. Ale na parkingu, żeby nikt nie widział - mówi

Łukasz Jachimiak: Zdobyła Pani czwarte z rzędu złoto mistrzostw Europy, pobiła Pani rekord tej imprezy, ale euforii u Pani nie widać.

Anita Włodarczyk: Jest niedosyt, bo chciałam tu rzucić 80 metrów. Przed mistrzostwami zrobiliśmy z trenerem sprawdzian młotem trzykilogramowym. To było w Arłamowie, na koniec obozu przed mistrzostwami, w poprzednią sobotę. Rzuciłam 94,05 m. Na przyszły rok na tej naszej arłamowskiej polanie będzie trzeba wyciąć choinki. Przed igrzyskami w Rio miałam rekord życiowy tym młotem 89,80. Teraz wynik mnie uskrzydlił, pokazał, że jestem świetnie przygotowana, że stać mnie na nowy rekord świata. W Berlinie się nie udało, ale do końca sezonu jest jeszcze kilka startów.

Czym ten medal ME różni się od pozostałych, które już Pani zdobyła?

- To dla mnie najcenniejszy medal, bo zdobyty w 40. rocznicę ślubu moich rodziców. Oni byli na stadionie, sprawiłam im prezent. Ten medal dedykuję też pani Irenie Szewińskiej. Jak skończyłam rundę honorową, to wróciły wspomnienia z mistrzostw Europy z Amsterdamu, sprzed dwóch lat. Kiedy tam czekałyśmy na ceremonię medalową, to pani Irena z mężem pędzili do nas meleksem. Ten moment do dzisiaj mam w głowie. Pani Irena była wtedy chora, to był dla niej trudny czas. Ale była z nami. Teraz już jej niestety nie ma, nie dekoruje mnie. Ale ten medal jej dedykuję.

>>> Klasyfikacja medalowa. Polska ostatecznie na 2. miejscu, spadek w ostatniej konkurencji

Wzruszyła się Pani?

- Jestem ogólnie wrażliwym człowiekiem. Za każdym razem wzrusza mnie „Mazurek Dąbrowskiego”. Słuchając go mam ciarki, przechodzą mnie dreszcze. A tu hymnu słuchał ze mną mój fanklub 80+. Jak zobaczyłam złoty autobus, którym przyjechało prawie 60 osób, to poczułam się niesamowicie. To był pomysł mojego sponsora, Orlenu. Bardzo dziękuję za tę niespodziankę.

MATTHIAS SCHRADER/AP

Teraz tym autobusem wraca Pani razem z fanami?

- Tak. Będę tylko musiała szybko znaleźć gdzieś marker i dorysować ten medal zdobyty w Berlinie. A tak serio, to jadę do hotelu, biorę szybki prysznic i ruszamy w drogę do Polski. Najpierw do Rawicza, gdzie będzie przywitanie mojej osoby. Zapraszam do mojego rodzinnego miasta, jeśli ktoś ma ochotę. Tradycja została zachowana, w moim rodzinnym mieście ludzie nadal mnie kochają. A później ruszamy autostradą do Warszawy.

Tym autobusem?

- Tak. W sumie z autobusem wiąże się ciekawa historia. Trzy albo dni temu wsiadaliśmy do samochodu z trenerem i fizjoterapeutą i nagle powiedziałam, że kiedyś bym chciała poprowadzić autokar. Dzisiaj mi to trener przypomniał, jak zobaczył, że taki autokar przyjechał. Jestem ciekawa, jakie to uczucie zasiąść za kierownicą takiego dużego pojazdu. Ale prowadzić nie będę, bo nie mogę. No może tutaj gdzieś na parkingu spróbuję się przejechać. Ale tak, żeby nikt nie widział. Noc i tak będzie szalona, będziemy wracać do Polski w świetnych humorach.

>>> Trzy medale ostatniego dnia i strata 1. miejsca w klasyfikacji medalowej

Cztery złota mistrzostw Europy, trzy złota mistrzostw świata, dwa złota igrzysk olimpijskich - to Pani złoty dorobek. Rywalki jeszcze nie pytają „Anita, kiedy skończysz karierę?”?

- Jeszcze żadna z rywalek mnie o to nie zapytała, ale na pewno zastanawiają się, kiedy skończę i kiedy będą mogły walczyć o złoto. Oczywiście ja ich nigdy nie lekceważę.

A myśli już Pani o końcu? Zakłada Pani starty do igrzysk w Tokio w 2020 roku i rozważa czy po Tokio nie skończyć?

- Myślę o Tokio, a o tym co po Tokio na razie nie myślę.

Mówi Pani, że nie lekceważy rywalek, ale chyba nie jest tak, że rzuty jak ten Alexandry Tavernier na 74,78 m i srebro w Berlinie mogą Panią wystraszyć?

- No nie, wiedziałam, że na pewno rzucę dalej. Już jak uzyskałam 76,50, to wiedziałam, że mam złoty medal. Później walczyłam ze sobą, poprawiałam się aż do 78,94. Cieszę się, że potrafię to robić. Ale szkoda, że nie rzuciłam 80 metrów.

Nie zmieniła Pani zdania w sprawie startu w Memoriale Kamili Skolimowskiej?

- Nic się nie zmieniło. I nie chcę o tym rozmawiać.

>>> Heroiczny wysiłek. Wołga Mazuronak wygrywa maraton mimo krwotoku z nosa 

Więcej o:
Komentarze (10)
Anita Włodarczyk wypowiedziała się na temat rywalek po zdobyciu złota
Zaloguj się
  • yosemitesam

    Oceniono 13 razy 13

    Nie chciałbym być chłopakiem pani Anity - gdyby przyszło jej mnie rzucić ...

  • citaobscura

    Oceniono 9 razy 5

    <<><>>

    W tych radosnych chwilach nie zapominajmy o bólu pani Krystyny Jandy.

    Janda: Ja mówię o polskich kibicach, którzy przy byle sukcesie dostają irracjonalnego obłędu i manię wielkości, ja tego nie mogę słuchać. Zwycięstwo jest dla mądrych, gdybyśmy zwyciężyli, to nie dałoby się wytrzymać już dalej w tej euforii zwycięstwa.

  • malkontent58

    Oceniono 6 razy -2

    Medale zdobywa, ale Pani ś.p. Irenie Szewińskiej jako sportowiec nie dorasta do pięt!!! Jest wredna jako człowiek, choć udaje do kamery, ze jest inaczej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX