Sport.pl

MŚ w lekkoatletyce. Piotr Małachowski: Medal? Boże, no przecież po to trenuję

- Jeszcze tydzień temu była straszna bieda - mówi Piotr Małachowski. Aktualny mistrz świata w rzucie dyskiem dyspozycję pozwalającą myśleć o obronie tytułu na MŚ w Londynie pokazał dopiero sześć dni temu. - Mam nadzieję, że to nie był jeden błysk, tylko forma, która idzie na najlepszy moment - mówi przed piątkowymi eliminacjami do sobotniego finału. Relacja na żywo z pierwszego dnia lekkoatletycznych MŚ w Sport.pl w piątek od godz. 20

Łukasz Jachimiak: Zacznijmy od cytatu. „Nie czarujmy się, nie przewiduję po sobie, że jak teraz rzucam 64 metry, to na mistrzostwach świata rzucę 69”. Kto i kiedy to powiedział?

Piotr Małachowski: Oczywiście ja, na mistrzostwach Polski. Dwa tygodnie temu moje rzucanie wyglądało tragicznie. Naprawdę. Wynik 64,44 mnie zdołował. Jeszcze tydzień temu, dokładnie w czwartek, na treningu w Spale, była straszna bieda. Było widać, że daleko mi do jakiejkolwiek formy. Aż nagle pojawiło się światełko w tunelu i od Festiwalu Rzutów im. Kamili Skolimowskiej za tym światełkiem idę.

W Cetniewie nie wiało, więc ani rzut na 67,68 m, którym wygrał Pan konkurs, ani ten na 69,19 w dodatkowej, pozakonkursowej serii, nie był przypadkowy. Co się stało – nagle odzyskał Pan świeżość, pokonał Pan jakąś blokadę psychiczną?

- Nie psychika, tylko technika. Jestem dobrze przygotowany, z elementów techniki rzucam bardzo daleko, z przytrzymanej nogi rzucam bardzo daleko, a gubiłem się długo, kiedy przychodziło do przeskoku.

To 69,19 m, czyli drugi tegoroczny wynik na świecie, albo nawet to oficjalne 67,68 sprawiające, że jest Pan czwartym zawodnikiem światowego rankingu, mówi, że przełamał Pan problemy, czy nadal się Pan męczy i może wyjść dobre rzucanie, ale nie musi?

- To jest światełko w tunelu, a ja się go trzymam. Po Cetniewie jeszcze rzucałem i to już wyglądało lepiej niż na wcześniejszych treningach, dlatego mam nadzieję, że to nie był jeden błysk, tylko forma, która idzie na najlepszy moment.

Od igrzysk w Rio minął rok, a złoty medalista Christoph Harting teraz nawet nie zakwalifikował się do mistrzostw, jego brat Robert, który był najlepszym dyskobolem ostatnich lat, z wynikiem 66,30 m zajmuje dopiero 10. miejsce w rankingu, a i Pan nie prezentuje w bieżącym sezonie takiego poziomu jak Daniel Stahl, Fedrick Dacres i Andrus Gudzius. To początek rewolucji? Młodzi, którzy jeszcze rok temu [Stahl zajął w Rio miejsce 14., Dacres był przedostatni, 34., a Gudzius ostatni w finale, czyli 12.] byli dla Was tłem, od teraz będą najlepsi?

- Chłopaki rzucają daleko już od jakiegoś czasu, ale głównie na treningach i w mniej ważnych zawodach. Rio ich spaliło, nie wytrzymali presji największych zawodów. Ale teraz dojrzeli i widać, że są naprawdę mocni.

Który z nich jest najmocniejszy? Stahl, który jako jedyny w tym roku przekroczył 70 metrów i to wyraźnie, osiągając rezultat 71,28?

- Szwed jakoś mnie nie zachwyca. Wydaje mi się, że ten chłopak z Jamajki jest ciekawszym zawodnikiem. Dacres rzuca po 68 metrów w bezwietrznych warunkach, to są już naprawdę dobre wyniki. A Stahl? Wow, superwynik, ale ja też kiedyś machnąłem 71,84 m - w Hengelo, na całkowicie otwartym stadionie, z wiatrem, w fajnych warunkach. A mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie to zawsze stadiony pozamykane, tam nie ma warunków, które pomogą. Tam się liczy to, co masz w rękach i w nogach. Dlatego na 71 metrów Szweda patrzę z przymrużeniem oka. Chociaż oczywiście Stahl to też jest młody, mocny zawodnik, który będzie jedną z twarzy zmiany pokoleniowej w naszej dyscyplinie. Kiedyś rzucałem z Virgilijusem Alekną i Larsem Riedelem, pamiętam, że jak pokonałem w jakichś zawodach tego pięciokrotnego mistrza świata z Niemiec, to w kółko sobie pod nosem powtarzałem „wow, wow!”, każda wygrana z Alekną też mnie przez długi czas cieszyła, bo to równie wielka legenda. Teraz czas na takich, którzy będą przerzucali mnie i Roberta Hartinga.

Ale na pewno myśli Pan sobie, że niekoniecznie już teraz i niekoniecznie na najważniejszych zawodach?

- Jasne, nie podchodzę do mistrzostw ze strachem, że młodzi żądni krwi mają na listach lepsze wyniki ode mnie. Spokojnie, trzeba jeszcze wytrzymać presję. Najpierw eliminacji.

Pana one stresują?

- Każdy się denerwuje przed eliminacjami. Nie ma hipergwiazdy, która by nie czuła stresu. Dwa lata temu w Pekinie zdobyłem złoto, ale przecież najpierw byłem w bardzo trudnej sytuacji w eliminacjach. Po dwóch rzutach miałem zaliczone tylko 59 metrów i odpadałem z konkursu. Na szczęściem w trzecim rzuciłem 65 m i udało się wejść do finału. Na mistrzostwach czy igrzyskach trzeba dwa razy umieć pokazać wszystko, co się przygotowało. A nawet tak wycelować, żeby to najlepsze mieć właśnie w tym najważniejszym czasie, a nie wcześniej w sezonie.

Czuję, że Pan do Londynu wyruszył jednak nie za światełkiem w tunelu, tylko z dużymi nadziejami. Przełom w Cetniewie sprawił, że wierzy Pan w medal, w zwycięstwo?

- Ja absolutnie nie przestałem myśleć o medalu. Boże, no przecież po to trenuję, żeby je zdobywać. Czasami tak jest, że na treningach ci nie idzie, bo nie masz takiej adrenaliny, nie potrafisz w sobie wzbudzić agresji. Wiadomo, że patrząc na moje starty w tym roku trudno było o optymizm. Ale w Cetniewie było bardzo fajnie. Skorzystałem z tego, że miałem zawody u siebie, w świetnej atmosferze, z dobrą publicznością, która się cieszyła, stała blisko koła. Słyszałem „dawaj Piotrek”, to był pozytywny zastrzyk energii. Dobrze, że go dołożyłem do swojej stałej wiary.

Ten rok jest dla Pana trudny, ale chyba taki miał być? Po igrzyskach w Rio mówił Pan, że celem jest wytrwanie do kolejnych igrzysk, w 2020 roku w Tokio, a żeby tam pojechać i być w formie, planuje Pan pracować mniej, trochę się oszczędzać i dopiero w sezonie olimpijskim pójść w przygotowaniach na maksa, nawet zaryzykować. To plan aktualny?

- Jak najbardziej.

W takim razie jak bardzo różni się Pana trening w tym roku od tego z ubiegłego, olimpijskiego sezonu?

- Przede wszystkim zacząłem przygotowania trochę później. Musiałem odpocząć i fizycznie, i psychicznie. Na igrzyskach chciałem spełnić swoje marzenie i zdobyć złoty medal. Presja była duża, sam sobie ją wrzuciłem na głowę, a dużo dołożyli inni – rodzina, przyjaciele, znajomi, media. Musiałem o tym zapomnieć. Jak już zacząłem przygotowania, to nie tak mocno jak rok temu. Obciążenia były mniejsze, intensywność też inna. Oczywiście pewną pracę robiłem, bo bez tego nie byłoby teraz wyników z Cetniewa. Ale ogólnie do treningu podchodziłem nie z dużą agresją jak rok temu, tylko z dużym dystansem. Siłowo jestem słabszy, ale nie jakoś drastycznie. Nadal nie wygląda to źle. Dalej mam marzenie o olimpijskim złocie, w Tokio chciałbym dać radość kibicom, którzy we mnie wierzą, dlatego muszę pracować z głową. Przejechać na maksa wszystkich lat do igrzysk nie dam rady. Mam już 34 lata, w treningu jestem od 20 lat, muszę się trochę oszczędzać.

Może Pan na liczbach pokazać różnicę w wykonanej pracy teraz i rok temu?

- Statystykiem jest mój trener, on się zajmuje liczbami. Na mnie tabelki nie robią wrażenia, ja widzę raczej piękno sportu i wiem, że z kartki nie wyliczę, że jak rok temu oddałem powiedzmy siedem tysięcy rzutów, a w tym roku trzy tysiące, to teraz nie mam czego szukać. Sport to walka z samym sobą, z pokonywaniem swoich słabości i ja to co roku robię. Z zapisanego na kartce wyniku wychodzi, że dzisiaj nie powinienem rzucić 69 metrów, a rzuciłem. I nawet trener nie wie jak to jest, że rok temu wykonałem znacznie większą pracę i nie udało mi się osiągnąć takiego wyniku, a teraz dysk poleciał tak daleko. Widocznie coś się w głowie inaczej poukładało. Czuję, że jakaś granica pękła. I super.

Siedem tysięcy i trzy tysiące to tylko przykład, czy to mniej więcej liczby pańskich rzutów z poprzedniego i obecnego sezonu?

- Przykład, zawsze się kręcę w przedziale od czterech do pięciu tysięcy rzutów, a bliżej jestem pięciu tysięcy.

Ile rzutów wychodzi na dzień?

- Zazwyczaj oddaję 40-50 rzutów, ale są dni, że rzucam i ponad 70 razy, bo jestem zły, że technika nie działa jak powinna. Trzeba ją ciągle szlifować, żeby układ nerwowy i mięśnie zapamiętały ruch. Tylko dzięki temu wszystko da się wykonać poprawnie w walce o medale, kiedy jest duży stres.

A jak Pan pracuje na siłowni?

- Przerzucam trochę ponad 30 ton tygodniowo. To nie jest dużo. Mógłbym zrobić dużo więcej. Ale kocham duże ciężary, takie powyżej 200 kilogramów, i lubię podchodzić na jeden ruch. Czyli nie nabiję tonażu. Spokojnie mógłbym wziąć 100 kilogramów i wycisnąć 50 razy, dzięki czemu od razu nabiłbym kilka ton, ale ja lubię wziąć 200 kg, żeby poczuć moc.

Jeśli w Londynie zdobędzie Pan medal, to i ten Pan zlicytuje?

- Na razie o tym nie myślałem, ale jeśli ktoś chciałby się skusić na mój kolejny medal, to ok. Chociaż na pewno medal z mistrzostw świata nie jest równie cenny jak olimpijski. Igrzyska są najważniejsze i dla sportowców, i dla kibiców, dlatego moja pamiątka z Rio była szczególnie cenna i oddając tamto srebro wiedziałem, że jest dobra okazja, żeby pomóc choremu dziecku. Ale jeśli teraz dostałbym sygnał, że i medalem z Londynu ktoś jest zainteresowany, to na pewno bym go zlicytował.

Jest Pan najpoważniejszym kandydatem do zdobycia pierwszego medalu dla Polski na londyńskich mistrzostwach, a później będzie Pan komuś szczególnie kibicował?

- W Londynie będę tylko chwilę, wracam do Polski już w poniedziałek, 7 sierpnia. Ale oczywiście będę mistrzostwa śledził, wierzę, że będą dla nas udane.

Dużo lepsze niż igrzyska w Rio, gdzie polscy lekkoatleci wywalczyli trzy medale?

- Po zawodach w Cetniewie moglibyśmy powiedzieć, że mamy Anitę Włodarczyk i Malwinę Kopron na medale w młocie kobiet, Pawła Fajdka i Wojtka Nowickiego w młocie mężczyzn, dalej mnie i Roberta Urbanka w dysku, Michała Haratyka i Konrada Bukowieckiego w kuli, w oszczepie Marcina Krukowskiego, który w tym sezonie rzucił 88 metrów [88,09 – dalej rzucali tylko czterej zawodnicy]. Czyli w samych rzutach możemy zdobyć bardzo dużo medali, a nadzieje mamy przecież jeszcze i w innych konkurencjach.

Kiedy finały z udziałem Polaków?

5 sierpnia
21:25 - finał rzutu dyskiem mężczyzn (ew. Piotr Małachowski, Robert Urbanek)
22:05 - finał skoku w dal mężczyzn (ew. Tomasz Jaszczuk)

6 sierpnia
16:00 - finał maratonu kobiet (Katarzyna Kowalska, Izabela Trzaskalska)
22:35 - finał pchnięcia kulą mężczyzn (ew. Konrad Bukowiecki, Michał Haratyk, Jakub Szyszkowski)
23:50 - finał 100 m kobiet (ew. Ewa Swoboda)

7 sierpnia
1:00 - finał rzutu młotem kobiet (ew. Anita Włodarczyk, Joanna Fiodorow, Malwina Kopron)
22:25 - finał trójskoku kobiet (ew. Anna Jagaciak-Michalska)
23:30 - finał 110 m przez płotki mężczyzn (ew. Damian Czykier)
23:50 - finał 1500 m kobiet (ew. Sofia Ennaoui)

8 sierpnia
21:20 - finał rzutu oszczepem kobiet (ew. Marcelina Witek)
21:35 - finał skoku o tyczce mężczyzn (ew. Piotr Lisek, Paweł Wojciechowski)
23:10 - finał 3000 m z przeszkodami mężczyzn (ew. Krystian Zalewski)
23:35 - finał 800 m mężczyzn (ew. Adam Kszczot, Marcin Lewandowski, Michał Rozmys)
23:50 - finał 400 mężczyzn (ew. Rafał Omelko)

9 sierpnia
22:25 - finał pchnięcia kulą kobiet (ew. Klaudia Kardasz, Paulina Guba)
23:30 - finał 400 m przez płotki mężczyzn (ew. Patryk Dobek)
23:50 - finał 400 m kobiet (ew. Iga Baumgart, Martyna Dąbrowska, Małgorzata Hołub, Justyna Święty)

10 sierpnia
23:35 - finał 400 m przez płotki kobiet (ew. Joanna Linkiewicz)

11 sierpnia
22:30 - finał rzutu młotem mężczyzn (ew. Paweł Fajdek, Wojciech Nowicki)
23:50 - finał 200 m kobiet (ew. Anna Kiełbasińska)

12 sierpnia
21:05 - finał skoku wzwyż kobiet (ew. Kamila Lićwinko)
22:15 - finał rzutu oszczepem mężczyzn (ew. Marcin Krukowski)

13 sierpnia
08:45 - finał chodu sportowego 50 km kobiet i mężczyzn (Rafał Augustyn, Adrian Błocki, Rafał Fedaczyński)
15:20 - finał chodu sportowego 20 km mężczyzn (Artur Brzozowski, Damian Błocki, Jakub Jelonek)
21:00 - finał skoku wzwyż mężczyzn (ew. Sylwester Bednarek)
22:10 - finał 800 m kobiet (ew. Joanna Jóźwik, Angelika Cichocka)
22:30 - finał 1500 m mężczyzn (ew. Marcin Lewandowski, Michał Rozmys)
22:55 - finał sztafety 4x400 m kobiet (ew. Iga Baumgart, Martyna Dąbrowska, Małgorzata Hołub, Justyna Święty, Aleksandra Gaworska, Patrycja Wyciszkiewicz)
23:15 - finał sztafety 4x400 m mężczyzn (ew. Rafał Omelko, Kajetan Duszyński, Patryk Dobek, Dariusz Kowaluk, Łukasz Krawczuk, Tymoteusz Zimny)

Więcej o: