Sport.pl

Lekkoatletyka. Paweł Fajdek: Nie da się wiecznie wygrywać. Wojtek Nowicki naciska

- Było deptanie po piętach, a teraz jest mocny nacisk na mnie. W zeszłym roku Wojtek Nowicki wygrał ze mną raz, teraz to są już jego dwa zwycięstwa. Ta statystyka, która pokazuje, że na naszych 71 wspólnych startów Wojtek był lepszy cztery razy nie ma teraz najmniejszego znaczenia - mówi Paweł Fajdek. Nasz najlepszy młociarz był drugi w Turku i Chorzowie, ustępując Wojciechowi Nowickiemu. W niedzielę koledzy i rywale zmierzą się w Gliwicach, później czeka ich trzytygodniowa przerwa, a po niej przygotowania do sierpniowych ME w Berlinie

Łukasz Jachimiak: Na Memoriale Kusocińskiego w Chorzowie rzuciłeś 80,04 m, czyli jeden ze swoich najlepszych wyników w sezonie, ale lepszy okazał się Wojciech Nowicki, który najpierw pobił rekord życiowy wynikiem 80,63, a w następnej kolejce wyrównał ten rezultat. Twój kolega rośnie na Twojego coraz większego rywala?

Paweł Fajdek: Fajny konkurs, Wojtek rzucił 'życiówkę', dobrze się rywalizowało, bo przyjechali wszyscy najlepsi i nie było żadnej taryfy ulgowej. 80 metrów to nie jest źle jak na to, co robiłem ostatnio. Biorąc pod uwagę moją formę zdrowotną, jest to całkiem niezły wynik.

Startujesz, trenujesz, ale cały czas z bólem kolana?

- W Halle, gdzie uzyskałem najlepszy wynik w sezonie na świecie [80,70], wszystko było fajnie. Ale mnie i jeszcze paru chłopaków dopadł tam wirus i przyjechaliśmy do domów totalnie chorzy. A ja jeszcze podróżowałem do Forbach. Z totalnym osłabieniem miałem dodatkowe 10 godzin podróży, bo jak to we Francji, jak lubią robić zamieszanie, tak zrobili, i zamiast być na miejscu o godzinie 21, to byłem o drugiej w nocy. To dodatkowe obciążenie. Wstałem totalnie chory. Mimo to udało się w Forbach wystartować i wygrać. Ale jak następnego dnia wróciłem do domu, to trzy dni przeleżałem w łóżku, nie trenowałem. Mam ciężki czas, bo jeszcze dochodzą te nasze nieszczęsne Challenge. Mamy ich niestety pięć w tym roku, a trzy już są za nami. W Turku trzeba było wystartować, poleciałem tam praktycznie bez treningu [Fajdek rzucił 78,86 i był drugi, za Nowickim, który uzyskał 79,41]. I w tej Finlandii jeszcze się zatrułem jedzeniem i zaraz po konkursie wymiotowałem. Nie mam lekkiego sezonu, nie jest tak, jak powinno być. Kolano wydaje się teraz najmniejszym problemem. Ale nie ma co narzekać. W niedzielę zawody w Gliwicach, a później mamy trzy tygodnie przerwy przed kolejnym Challengem, więc będzie czas, żeby do końca wyzdrowieć i się zregenerować.

Wiemy, że nie lubisz przegrywać, więc pewnie nawet mimo tych okoliczności trudno ci się pogodzić z porażką?

- Porażka nie wynika z tego, że zawiniłem ja. Nie da się oszukać organizmu. Jeżeli nie ma siły na to, żeby się kręcić, to cała technika jest zaburzona. Nie mam kiedy się wyleczyć. Może nie jest to choroba, ale przez wymiotowanie i przez niejedzenie przez dwa dni nie ma się siły, żeby trenować. Ale startować trzeba. Bo co jeżeli na głównej imprezie się coś takiego przytrafi? I tak będzie trzeba wystartować. Dlatego nie ma taryfy ulgowej. Nie przejmuję się, że nie wygrałem. 80 metrów to niezły wynik. Gdyby ktoś mi powiedział, że tyle rzucę, to mógłbym nie uwierzyć, bo wiem, jak się czuję.

Pamiętasz, kiedy ostatnio miałeś dwa starty z rzędu bez zwycięstwa?

- Dawno. Może w 2014 roku, kiedy miałem problemy z plecami. Fajnie, że jak już ktoś mnie przerzuca, to jest to Wojtek. Moje 80 metrów nie jest tragiczne, ale wiadomo, że mam ambicję rzucać dalej. I jeżeli sobie w spokoju te najbliższe trzy tygodnie przepracuję, to jest szansa na o wiele lepsze rezultaty.

Co by się nie działo, to chyba obaj z Wojtkiem będziecie pewnymi kandydatami do medali mistrzostw Europy w Berlinie?

- Oczywiście. Od trzech lat pokazujemy, że możemy razem medale zdobywać. Wojtek daje radę. Fajnie, że mam ten nacisk. Było deptanie po piętach przez kilka lat, a teraz to już jest nie sporadyczne wygrywanie, tylko mocny nacisk na mnie. W zeszłym roku wygrał ze mną raz, na mistrzostwach Polski, teraz to są już jego dwa zwycięstwa. Ta statystyka, która pokazuje, że na naszych 71 wspólnych startów Wojtek był lepszy cztery razy nie ma teraz najmniejszego znaczenia. On po prostu dłużej dochodził do swoich najlepszych rezultatów. Teraz rzuca 80 metrów parę razy w sezonie, co mu się wcześniej nie zdarzało. Nie oszukujmy się, rok czy dwa lata temu z wynikiem 80,04 to ja wygrywałem zawody, mając nieraz nawet pięć metrów przewagi nad drugim zawodnikiem. A teraz byłem drugi. Poziom idzie w górę dzięki Wojtkowi. Ale inni też robią postęp. Węgier [Bence Halasz] za chwilę pewnie przekroczy 80 metrów, bo już mu niewiele brakuje [rzucił 79,57], a w Chorzowie wszystkich zaskoczył Dilszod Nazarow, rzucając ponad 78 metrów. Żadne wcześniejsze zawody nie sugerowały, że może tak daleko rzucać. Mamy dopiero pierwszą część sezonu, a już robi się ciekawie.

Rok temu na MŚ w Londynie Paweł Fajdek wziął złoto, a Wojciech Nowicki brąz. Czy w tym roku hierarchia się odwróci? Rok temu na MŚ w Londynie Paweł Fajdek wziął złoto, a Wojciech Nowicki brąz. Czy w tym roku hierarchia się odwróci? KUBA ATYS

Nowicki rzucił w Chorzowie 80,63, ale mimo życiówki nie był zadowolony, mówił, że zrobił błędy techniczne, bo spiął się po tym, jak raz nogi mu się rozjechały w mokrym kole. Jak myślisz, na jaki wynik będzie go stać, kiedy wszystko mu się zgra?

-  Mokre koło nie miało znaczenia. W Chorzowie jest ono jest nowe i jest strasznie tępe, więc deszcz pomógł. Tutaj nie ma o czym gadać. A na co będzie stać Wojtka? Wiadomo, że każdy szykuje formę na sierpień, ale nie zawsze najlepsze starty przychodzą na głównej imprezie. Jeśli jednak Wojtek dalej pójdzie tak, jak idzie, to na pewno będzie w stanie rzucać powyżej 81 metrów.

A Ty będziesz gotowy na 82-83 m?

- To się okaże. Ale jeżeli zdrowie mi zagra, to jestem w stanie nawet za tydzień rzucić 82 metry. Tylko wszystko musi się złożyć, a na razie nie układają mi się ani starty, ani podróże, ani nie dopisuje zdrowie. Jest walka i nie ma zwycięstw, ale przecież nie da się wiecznie wygrywać.

Więcej o: