Sport.pl

Lekkoatletyka. Pistorius dobiegł do MŚ

Gdyby Oscar Pistorius na swoich protezach z włókien węglowych pobiegł dziś w finale olimpijskim w Pekinie, zająłby piąte miejsce. - Dopuszczenie go do rywalizacji to błąd i zgoda na doping technologiczny - uważa Paweł Januszewski, były mistrz Europy na 400 m ppł.
Biegacz z RPA, który urodził się bez kości strzałkowych i jako 11-miesięczne dziecko miał amputowane obie nogi poniżej kolan, zakwalifikował się do sierpniowych mistrzostw świata w koreańskim Daegu. We wtorek wieczorem wygrał bieg na 400 m na mityngu we włoskim Lignano z rewelacyjnym czasem 45,07 s (lepszym o 0,18 s od minimum na MŚ). To jego rekord życiowy, a także drugi najlepszy w sezonie wynik zawodnika z RPA. Szybciej w kadrze biega dziś jedynie LJ van Zyl.

Na świecie to dopiero 15. wynik - Rondell Bartholomew z Grenady pokonuje 400 m w 44,65 - ale znamienne jest to, że czas Pistoriusa dałby mu dziś piąte miejsce w finale igrzysk olimpijskich w Pekinie oraz czwarte miejsce na ostatnich MŚ w Berlinie. Gdyby dziś kończyły się kwalifikacje na igrzyska w Londynie w 2012 r., Pistorius bilet miałby w kieszeni.

"Dziękuję wszystkim za wsparcie! To surrealistyczne uczucie zakwalifikować się na MŚ. Nie mogę zasnąć, a z mojej twarzy nie schodzi głupi uśmiech" - napisał wielokrotny mistrz paraolimpijski na Twitterze.

Pistorius przechodzi do historii jako pierwszy niepełnosprawny sportowiec z uciętymi kończynami, który pobiegnie na sportowej imprezie lekkoatletycznej najwyższej rangi.

Swoją batalię o prawo do rywalizowania z pełnosprawnymi rozpoczął w 2008 r. Międzynarodowa Federacja Lekkoatletyczna (IAAF) nie chciała się zgodzić, bo badania naukowe wykazały, że sprężyste protezy wykonane przy użyciu kosmicznych technologii dają mu przewagę - m.in. mniejsze o 25 proc. straty energii niż u w pełni sprawnych zawodników. Pistorius wygrał jednak odwołanie przed Trybunałem Sportowym w Lozannie (CAS), przedstawiając własne badania. Dowodził w nich, że na protezach bardzo dużo także traci - jest znacznie wolniejszy na starcie, a w jego organizmie krąży mniej krwi. CAS uznał, że dowody są niejednoznaczne, co przemawia na korzyść sportowca. Zielone światło przyszło jednak późno i Pistorius nie zakwalifikował się na igrzyska, a rok później na MŚ. Wciąż brakowało mu ok. 0,4-0,5 s. Dogonić świat udało mu się teraz.

I znów rozpętała się dyskusja, czy powinien rywalizować z pełnosprawnymi. Z jednej strony - od dawna stawiany jest za wzór człowieka, który dąży do celu wbrew ograniczeniom i przeciwnościom losu. Z drugiej - jego sukces prowokuje też pytania o granice sportowej rywalizacji. Gdzie kończy się sport, wysiłek, a zaczyna technologia?

- Wyobraźmy sobie, że lekkoatleta ma kontuzję ścięgna i zamiast je leczyć, wstawia sobie sztuczny superlekki stop. Albo zawodnika, który łamie nogę i wymienia sobie kość na sztuczną, lżejszą, ale bardziej elastyczną. Jeśli IAAF chce być konsekwentny, powinien na to także zezwolić. A co - jeśli ktoś za cenę pieniędzy czy sławy sam się w końcu okaleczy, bo w protezie będzie biegał szybciej? - mówi "Gazecie" Paweł Januszewski, mistrz Europy na 400 m ppł. z 1998 r. - Dopuszczenie Pistoriusa do startów to błąd i niesprawiedliwość, bo otwiera furtkę dla dopingu technologicznego. Dyskusja na temat tego, czy gorzej jest nie mieć stopy, czy ją skręcić, nie ma sensu, ale ja nie mam wątpliwości, że protezy dają Pistoriusowi przewagę w rywalizacji. Ten błąd wziął się ze źle rozumianej tolerancji i poprawności. Znam wielu niepełnosprawnych sportowców, wiem, że nie znoszą być traktowani inaczej, ale każdy z nich ma też świadomość własnej odmienności. Władze lekkoatletyczne też powinny ją mieć oraz jasne zasady sprawiedliwej rywalizacji. Dlaczego dorośli nie ścigają się z przedszkolakami? Albo dlaczego zwalczamy doping farmakologiczny? - mówi Januszewski.

Jego zdaniem przypadek Pistoriusa jest tak samo niejasny jak dopuszczenie do rywalizacji z kobietami biegaczki na 800 m Caster Semenyi, u której wykryto męskie geny. - Tutaj też nie ma granicy. Od którego momentu przestaje być mężczyzną? Jak mają czuć się kobiety, które przybiegają na metę trzy sekundy za Semenyą? - kończy Januszewski.

Artur Partyka, wicemistrz olimpijski z Atlanty w skoku wzwyż, ma inne zdanie. - Pistoriusa traktuję jako wielką zachętę dla ludzi, którzy mają problemy na różnych płaszczyznach, niekoniecznie z niepełnosprawnością - mówi Partyka, komentator lekkoatletyki w Polsacie. - To ambasador powrotu do normalnego życia, człowiek, który pokazuje, że jak się chce, to można. Osobom niepełnosprawnym udowadnia, że też mają szansę normalnego życia, a nawet sportowej rywalizacji na najwyższym poziomie. Występów Pistoriusa nie można więc traktować wyłącznie w kategoriach sportowej rywalizacji. Nie grozi nam raczej zalew technodopingu. Dużo większą kontrowersją jest przypadek Caster Semenyi - dodaje najlepszy polski skoczek.

A co - jeśli Pistorius zostanie kiedyś mistrzem świata? - Nie ma na to szans. Jego wyniki są coraz lepsze, ale nie na tyle, by zwyciężyć - uważa Partyka, choć Pistrorius od 2008 r. przyśpieszył już o 1,18 s. Do najlepszego w tym roku wyniku na świecie brakuje mu 0,42 s.

Więcej o:
Najczęściej czytane