Lekkoatletyka. Śmierć długodystansowca

Sammy Wanjiru, kenijski maratończyk

Sammy Wanjiru, kenijski maratończyk (Fot. FRANK POLICH REUTERS)

Samuel Wanjiru wyskoczył przez balkon, goniąc pierwszą żonę, i roztrzaskał głowę o lastryko. Najwspanialszy maratończyk ostatnich lat zginął, bo nie poradził sobie z bogactwem. Jego matka wstrzymała pogrzeb, do czasu wyjaśnienia przyczyn zgonu. Uważa, że syn został zamordowany.
Jego zwycięstwo na igrzyskach w Pekinie nie było sensacją o tyle, że Kenijczyk w ulicznym biegu zawsze ma szansę. Ale od 1968 roku, kiedy ci najwspanialsi afrykańscy biegacze startują na olimpiadach pod własną flagą, żaden nie wygrał maratonu - trudno nawet znaleźć źródło niepowodzeń, skoro długonodzy ludzie Nandi, Pokot, Masaje dominują we wszystkich biegach na całym świecie.

Wanjiru wygrał w Pekinie, mimo że miał 21 lat, a wyglądał świeżutko jak nowalijka -najwyżej na 17. Jak na maratończyka był mniej niż młody, bo wytrzymałość jako cecha fizyczna osiąga apogeum około trzydziestki. Na tym dystansie niezbędna jest też dojrzałość rozumiana jako naprawdę dogłębna znajomość własnego organizmu. Kształtuje się ona przez kolejne sezony biegania. Zwykle zawodnicy z wiekiem wydłużają dystanse, na których startują, aż kończą kariery, biegając w maratonach - tak jak Haile Gebrselassie, niedościgniony mistrz na 5 i 10 km, a teraz rekordzista świata w maratonie.

Jedyny młodszy zwycięzca olimpijskiego maratonu - Juan Carlos Zabala - triumfował w 1932 roku. Argentyńczyk - jak Wanjiru - w chwili triumfu był zielony, jeśli chodzi o bieganie maratonów. Pierwszy pokonał niecały rok przed igrzyskami w Los Angeles. Kenijczyk wygrał pięć ze swoich siedmiu maratonów w życiu, to jest w Fukuoce - niecały rok przed zwycięstwem w igrzyskach w Pekinie - oraz Chicago i dwukrotnie w Londynie.

Kiedy w debiucie dobiegał do mety w Fukuoce, bijąc rekord trasy (ówczesny rekord świata Paula Tergata było zaledwie półtorej minuty lepszy), zapowiedział, że "w pięć lat zejdzie poniżej dwóch godzin". Szef maratonu w Londynie wyraził się później chmurnie, że "Samuel był najwybitniejszym maratończykiem jakie widziały ludzkie oczy".

Wszystko bowiem przychodziło mu szybko.

Jako 15-latek nagle znalazł się w Japonii, gdzie miał szansę biegania za dobre pieniądze. Po olimpijskim złocie nie tylko został wielkim bohaterem Kenii - gdy pół kraju obudziło się nad ranem, aby obejrzeć bieg (Kenijczycy oglądają grupowo w klubach, barach i domach biegi uliczne jak Europejczycy futbol) - lecz także bardzo bogatym człowiekiem. W 2009 roku zarobił pół miliona dolarów za zwycięstwo w klasyfikacji tzw. World Marathon Majors. Kolejne zwycięstwa i wysokie miejsca w największych biegach, udział w reklamach zalewały go szeroką rzeką dolarów, absolutnie niedostępną, a nawet niepojętą, dla sąsiadów i rodziny.

Jego były trener twierdzi, że Wanjiru wpadł w maratony jak meteoryt w atmosferę ziemską i szybko się wypalił.

Rzeczywiście, w 2010 roku 23-letni zawodnik zajmował się już głównie zabawą. Otaczała go aura bogactwa, pokazywał się w barach i dyskotekach Nairobi, gdzie kleiły się do niego kolejne mpango wa kando, czyli łatwe dziewczyny czyhające na bogatych sponsorów. Ich utrzymanie przez bogatych Kenijczyków jest powszechnym obyczajem, symbolem zaradności i zamożności. Jedna z nich w chwili śmierci maratończyka była w ciąży, inna pięć miesięcy temu urodziła mu dziecko - obie uważają się za jego żony. Nieoficjalne żony (w Kenii obowiązuje prawnie monogamia, lecz członkowie licznych plemiona praktykują wielożeństwo według własnych tradycji), mimo to oczekujące teraz na odprysk bogactwa po zmarłym. W Nyahururu tymczasem często wybuchały kłótnie z oficjalną małżonką, śliczną Trizą Njeri - Samuel groził jej nawet karabinem, później wycofała zgłoszenie na policji.

Federico Rosa - do niedawna jego włoski trener, a obecnie menedżer - wspominał, że włamywano się dwa razy do nowego domu biegacza w Nyahururu - jawnego symbolu nowobogactwa. Wanjiru kupił karabin automatyczny AK-47 - w strachu przed włamywaczami i napastnikami. Miał powody - jego starszego kolegę z reprezentacji, mistrza świata w maratonie z 2007 roku Luke'a Kibeta niemal śmiertelnie zraniono podczas rozruchów po wyborach prezydenckich na przełomie 2006 i 2007 roku. Ale kałasznikowem straszył też żonę i domową służbę.

Obecny trener Claudio Berardelli twierdzi, że Wanjiru wracał właśnie na dobrą ścieżkę, ale to nic pewnego.

W niedzielę urwał się na jeden dzień z obozu treningowego w Eldoret. Wieczorem poszedł do klubu w Nyahururu, skąd wrócił przed północą z kolejną mpango wa kando. Za nimi wróciła też oficjalna żona. Zamknęła sypialnię kratą - krata w bogatych domach to rzecz normalna - i uciekła. Wanjiru wybiegł przez balkonowe drzwi, chcąc ją dogonić. Przeskoczył przez balustradę i roztrzaskał się o lastryko.

Trener Tomasza Majewskiego: » Liczy się tylko medal


Zobacz także
  • Szymon Ziółkowski w czasie Mistrzostw Europy w Barcelonie w 2010 roku Ziolkowski Hammer - czyli młot naszego mistrza
  • Młoty Szymona Ziółkowskiego Lekkoatletyka. Szymon Ziółkowski z rączką, do rzucania
Skomentuj:
Lekkoatletyka. Śmierć długodystansowca
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje