Sport.pl

Nandi Hills - wunderwaffe Marcina Lewandowskiego

Po miesiącu biegania z najlepszymi na świecie Kenijczykami mistrz Europy na 800 m Marcin Lewandowski zaszokował fizjologów z berlińskiego instytutu medycyny sportowej
Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas »

Polski średniodystansowiec wrócił przed trzema dniami z Kenii, gdzie przez miesiąc biegał z mistrzem olimpijskim Wilfredem Bungei i kilkoma innymi zawodnikami ze światowej czołówki. Natychmiast po powrocie pojechał na badania do Berlina, gdzie od lat sprawdza sprawność organizmu.

Najważniejsza i zarazem najtrudniejsza jest próba wydolności. Można się jej poddać rzadko - raz, dwa razy w roku, bo wyniszcza organizm. Daje też jednak najrzetelniejsze informacje trenerowi, który poznaje prawdziwe granice możliwości zawodnika.

Marcin biegnie po ruchomej bieżni z maską tlenową, czujnikami tętna i ciśnienia coraz szybciej i szybciej. Komputer rejestruje, ile litrów powietrza wdycha, ile dwutlenku wydycha i bezlitośnie zwiększa tempo biegu - co pięć minut o dwa kilometry na godzinę.

"Zarzynanie" zawodnika trwa, aż nie będzie w stanie dłużej biec. Bunt przed wysiłkiem jest ostatnią redutą świadomej obrony organizmu przed samozniszczeniem. Dalej obrona toczy się już poza świadomością biegacza, dlatego omdlenia zdarzają się tu często.

Mistrz Europy zaczął próbę od marszu, stanął po 40 minutach, gdy przez 180 sekund prędkość biegu wynosiła 23 km na godz., czyli niemal w tempie startowym na 1500 m (najszybszy w 2010 roku Silas Kiplagat z Kenii biegł podczas mityngu Diamentowej Ligi w Monako w tempie 24,5 km godz.).

Polak "umarł na bieżni" 70 sekund później niż rok temu, podczas identycznej, morderczej próby. Dla średniodystansowca to skok w nadprzestrzeń. 23-letni Lewandowski był pierwszym zawodnikiem w historii instytutu, który dotarł do tego etapu. W komputerze został jeszcze tylko jeden poziom, ale w berlińskim instytucie jeszcze nigdy nie był użyty w podobnej próbie.

- Próba jest zabójcza, ale taka też jest konkurencja - tłumaczy Tomasz Lewandowski, starszy brat i trener Marcina. - Dzięki temu badaniu wiemy, jak szeroki jest fundament dla formy. Jeszcze nigdy nie był tak solidny.

Najprawdopodobniej rewelacyjny wynik wziął się z ostrego biegania po wzgórzach Nandi Hills w Kenii. - Trudno pomyśleć, że można się na nie wdrapać, a co dopiero wbiec - mówi Tomasz. Można by dodać, a co dopiero na wysokości 2300 m n.p.m., gdzie powietrza jest tyle, ile w torbie foliowej.

Afrykański szczep Nandi to najlepsi biegacze na świecie, ale nawet mistrz olimpijski Bungei wymiotował na podbiegu z wysiłku, trenując z Lewandowskim. W promieniu 10 km od Nandi Hills urodzili się między innymi Kipchoge Keino, Bungei, Mike Boit, Henry Rono, Bernard Lagat, Pamela Jelimo, Janeth Jepkosgei, Wilson Kipketer, Martin Lel. W sumie daje to cztery złota olimpijskie, pięć sreber, sześć brązów, sześć tytułów mistrza świata, pięć rekordów świata oraz dwa zwycięstwa w maratonie w Nowym Jorku i trzy w Londynie. I na dodatek jakieś 20 innych sportowców, którzy pobiegli maraton szybciej niż w 2 godz. i 6 minut.

- Kenijczycy mają bardzo irytujący zwyczaj coraz szybszego biegania. Początek treningu to trucht, koniec treningu to bieg na maksa, z przyspieszaniem, gdy po drodze jest podbieg. Na początku mieliśmy wielkie trudności, aby się utrzymać w grupie. Później było już łatwiej - mówi Tomasz Lewandowski, co po części wyjaśnia fantastyczne wyniki badań po powrocie z Kenii. - Ale gdy tylko pojechaliśmy na trening na wysokość 2500 m n.p.m., czyli 300 m wyżej niż Nandi Hills, znów mieliśmy poważne problemy i Bungei wyglądał lepiej niż Marcin.

Na swoje upokorzenie chciałem sam sprawdzić [autor artykułu], co oznacza bieg pod górę w rozrzedzonym powietrzu. Wystartowałem na 5 km w lokalnych zawodach w Nandi Hills. Pierwszych zaburzeń wzroku z powodu braku powietrza doznałem po 10 minutach biegu. Wtedy ostatni raz widziałem na trasie trzy nastolatki, które również pobiegły w zawodach. Faith Jepchirchir - w płóciennych tenisówkach, pobiła mnie o 6 minut i była najsłabsza z trójki.

Za metą całe towarzystwo śmiało się ze słabego mzungu [białego], ale cucił mnie sam mistrz Bungei.

Mistrz Europy podgląda Grzegorza Sudoła »


Więcej o:
Najczęściej czytane